Jest młody, bardzo zdolny, zabawny, obdarzony charyzmą i na swoich koncertach gromadzi tłumy. Mowa o Dawidzie Podsiadło, który wczorajszego wieczoru (9.10.2013) po raz kolejny odwiedził Wrocław. Tym razem po brzegi wypełnił wnętrze klubu Eter, pod którym jeszcze przed godziną 20:00 ciągnęła się długa kolejka.

Artysta na scenie pojawił się z około dwudziestominutowym opóźnieniem, nikomu jednak nie przeszkadzało nieco dłuższe wyczekiwanie na gwiazdę wieczoru. Dawid zdążył już bowiem zgromadzić całkiem spore grono wiernych fanów, którzy są nawet skłonni nie wpuścić fotografa do fosy, byleby tylko znaleźć się jak najbliżej swojego idola. Atmosfera była zatem gorąca.

Nie zabrakło charakterystycznego tańca, nieśmiałych rozmów, a także prezentacji zawartości pudełka, które Dawid wozi ze sobą od miasta do miasta, zbierając do niego pozdrowienia dla kolejnych odwiedzanych przez niego miejsc, komplementy pod swoim adresem czy też drobne upominki, np. ciasteczko niewiadomego pochodzenia albo lizaka.

Podczas wrocławskiego koncertu trzon setlisty stanowiły oczywiście utwory z debiutanckiej płyty pt. Comfort and Happiness. Trzeba jednak przyznać, że w porównaniu z wykonanymi coverami, jak np. Eyes On Me, wypadły one nieco niezadowalająco. Poza piosenkami Trójkąty i kwadraty oraz No, podczas której na publiczność spadły kolorowe balony, kawałki z albumu straciły na sile i wydawać by się mogło, że Dawid jest już nimi znudzony. Swoje możliwości wokalne dużo lepiej zaprezentował natomiast we wspominanych nowych utworach.

To czego z pewnością odmówić Dawidowi nie można, to kontakt z publicznością i poczucie humoru. Wydaje się być nieśmiały, ale jest w tym na tyle uroczy, że trudno się temu oprzeć. Nie zapominajmy również o wokalu. Biorąc to wszystko pod uwagę, przestaje dziwić, że ten młody chłopak wyprzedaje koncerty i porywa tłumy. Nawet jeśli nie zawsze wypadają one tak dobrze, jak byśmy tego oczekiwali.

Nie ma więcej wpisów