Temu, kto we wczesnych miesiącach 2011 roku obserwował uważnie alternatywną scenę muzyczną nie umknęła zapewne postać niejakiej Ebony Thomas, która pod pseudonimem Ebony Bones wydała swoją debiutancką płytę Bone Of My Bones i zagrała znakomity koncert we Wrocławiu podczas festiwalu Nowe Horyzonty. Powody, dla których warto na tyle szczegółowo ją przedstawić zanim przejdę do opisu jej drugiego albumu są dwa. Raz: Ebony nie tylko śpiewa i komponuje wszystkie swoje numery, ale pisze też do nich teksty i zajmuje się ich produkcją. Dwa: o ile jej debiut można było, mimo wielu groźnych, wywrotowych tekstów, nazwać nadal rozrywką, to już Behold, A Pale Horse jest albumem pełnokrwistej punkowej rewolucjonistki, chociaż jego materia muzyczna nie pozwala może postawić tak jednoznacznej diagnozy.

Album otwiera śpiewany i grany przez mumbajską orkiestrę symfoniczną numer tytułowy, nawiązujący melodią do świetnego We Know All About U, co bardzo gładko przeprowadza nas od poprzednich nagrań Brytyjki do klimatu jej najnowszego dziecka, który, jak się rzekło, jest nieco gęstszy. Już złowróżbny bas rozpoczynający I See, I Say i dosyć wymowny tekst śpiewany przez grupę dzieci wprowadzają nastrój niepokoju i oczekiwania na nieuniknione rewolucje społeczne. W środkowej części albumu dostajemy nieco więcej oddechu za sprawą singlowego Mystery Babylon Balloon i euforycznego While The People S.L.E.E.P., które nie porzucają jednak trudnych tematów. W muzyce Ebony nadal brzmią echa jej etnicznego pochodzenia, upalne afrykańskie rytmy podbite niezliczoną ilością przeszkadzajek, ale główny trzon brzmienia albumu jest owinięty wokół mocno przesterowanych gitar i jazgoczących, punkowych talerzy, a sama wokalistka za mikrofon łapie o wiele rzadziej, niż poprzednio.

I tak Neu World Blues przypomina już dokonania łączących niegdyś drum’n’bass z punkiem Pitchshifter, a dalej robi się jeszcze poważniej. Prawdziwe perełki kryją się na tym albumie na końcu listy obecności. Brzmiący niczym ballada rodem z jakiegoś równoległego, postapokaliptycznego świata I.N.V.I.C.I.B.L.E. jest tylko wstępem do wojennego chaosu Morphine For The Masses, który hip-hopowy rytm łączy z wstawkami rodem z reggae, trąbami Jerycha i militarystycznym tekstem. Taki eklektyzm nikomu nie powinien ujść na sucho, ale w rękach Ebony Bones brzmi wręcz genialnie. Podobny klimat kontynuuje zamykający album Lazarus, przyprawiając go świetną gitarową zagrywką i punktującym wszystko crashem.

Album ten tak naprawdę ciężko ocenić jako całość, różnorodność znajdujących się na nim dźwięków skłaniałaby raczej do rozłożenia oceny na poszczególne utwory. Tak czy siak, należy docenić jego wciągającą narrację, która bez problemu odnalazłaby się na ścieżce dźwiękowej do jakiegoś filmu poruszającego niełatwe tematy oraz kunszt producencki, który łączy tak wiele różnych światów w jedno. Moim zdaniem zabrzmiałby on jeszcze lepiej, gdyby artystka jeszcze trochę mniej skupiła się na pisaniu i graniu piosenek (takich jak wspomniany Mystery Babylon Balloon czy cover What Difference Does It Make The Smiths) i do swojego arcyciekawego stylu producenckiego i niebanalnego wokalu dodała jeszcze więcej tej czystej, skrystalizowanej atmosfery, która wyziera w wielu miejscach z najnowszego albumu.

Nie ma więcej wpisów