Nie od dziś wiadomo, że Islandia to kraj niewielki, ale jednocześnie obfitujący w ciekawych twórców i oryginalne brzmienia. Niedawno do grona wszechstronnych islandzkich artystów dołączył Úlfur Hansson, który, tak jak jego brat – Sindri Már Sigfússon (szerzej znany jako Sin Fang) – postawił na eksperymentalne zabawy z muzyką.

Úlfur funkcjonuje już trochę na muzycznej scenie, ale dopiero w tym roku, dokładniej pod koniec marca, wydał swój solowy album pt. White Mountain. Przed jego nagraniem udzielał się w zespołach takich jak Sword of Chaos, Klive, a także współpracował z Jónsim (znanym z zespołu Sigur Rós). Przy tylu odrębnych projektach Úlfur wydaje się dość zapracowaną osobą, jednak nie przeszkadza mu to w odkrywaniu coraz to nowych dźwięków.

Jego pierwsza płyta stanowi swoistą wycieczkę po Islandii. Wsłuchując się w utwory, niemal pozbawione partii wokalnych, można udać się w podróż po tej zimnej i trochę niedostępnej wyspie. Kołyszące, czasem niepokojące dźwięki pozwalają na zatopienie się w świecie różnorakich wyobrażeń. Muzyka, na którą składają się instrumenty wszelkiej maści, a także domieszka elektroniki, tworzą zgrabną opowieść. Aż szkoda, że całe przedsięwzięcie trwa tylko pół godziny.

Úlfur z pewnością przypadnie do gustu zwolennikom muzyki instrumentalnej. Dodatkowym atutem White Mountain jest możliwość dopowiedzenia sobie tekstu oraz obrazu i niemalże niewyczerpana możliwość interpretacji.

Nie ma więcej wpisów