Obecnie na rynku muzycznym nie brakuje porównań młodych artystek do tych, które już wyraźnie zdołały zaznaczyć swoją obecność. I tak zbiór kate-busho-podobnych wokalistek jest już dosyć przepełniony. Jeśli dołączyć do tego również podobieństwo do Laurie Anderson, to można by się spodziewać kopistki idealnej. Julia Holter, pomimo że brzmi poniekąd jak wiele innych artystek, to jednak w swojej twórczości ma pewne elementy, które ją odróżniają od wielkich poprzedniczek. Co za tym idzie – tworzą ją bardzo ciekawą artystką, która swoją muzyką przywoła powiew świeżości, choć z pewną znajomą nutą.

Myślę, że wiele podobieństw znajduje się również na jej najnowszym albumie – Loud City Song. Materiał na nowym krążku może nie spodobać się fanom ubiegłorocznego Ekstasis, którym Julia rozkochała w sobie wielu słuchaczy. W przeciwieństwie do intymnych, delikatnych utworów zawartych na poprzednim albumie, tutaj pojawiają się znacznie cięższe, bardziej rozbudowane kompozycje. Wspiera ją sekstet smyczkowo-dęty, który zdecydowanie napędza cały krążek.

Loud City Song jest wizytówką wielkiego miasta i jak to w wielkim mieście bywa – dzieje się dużo. Niekiedy chaotyczne brzmienia, zróżnicowane kompozycje, echa i niebanalne melodie składają się w całkiem zgraną całość. Nie można ukryć, że nie jest to płyta do jednorazowego przesłuchania. Nie jest to również płyta łatwa w odbiorze. Jednak czaruje ona swoją prawdą i podejściem do miejskiego klimatu. Fani nocnych spacerów po ulicach miast (nie tylko tych wielkich) odnajdą na albumie fragmenty, które sprawią, że nie tylko usłyszą tę muzykę, jak również będą w stanie ją poczuć.

Jedną z ważniejszych inspiracji przy tworzeniu tej płyty był musical Vincenta Minelli zatytułowany Gigi. Dzięki temu nie sposób nie doszukać się tu dźwięków, które można by usłyszeć w Paryżu ubiegłego stulecia. Dźwięki te zgrabnie mieszają się z nowocześniejszymi i trochę mniej oczywistymi dźwiękami amerykańskich metropolii. Słuchając albumu w całości, mamy możliwość podróżowania nie tylko między miejscami, ale także w czasie.

Pomimo całego przepychu brzmień i barw (albo dzięki niemu), moim ulubionym utworem na płycie jest He’s Running Through My Eyes. Najkrótsza i najprostsza piosenka pod koniec albumu sprawia, że to jest ten moment, kiedy emocje podczas słuchania zaczynają się skupiać i uderzają niepostrzeżenie w słuchacza całą swoją mocą. Następujący po nim This Is a True Heart rozprasza tą intymność i poniekąd koi swoim delikatnym bujaniem smutek po zakończonym wcześniej pięknym utworze.

Loud City Song jest płytą, którą najlepiej słuchać w całości, kilkukrotnie i na słuchawkach podczas nocnego spaceru po mieście. Pomimo tego, że znacznie odbiega od poprzednich dokonań Julii, warto spojrzeć na niego jak na odrębne dzieło, którego wartość jest niepodważalna. Pozostaje się tylko zasłuchać w dźwiękach miasta i czekać na kolejne wydawnictwo Holter.

Nie ma więcej wpisów