Widziałam ich pierwszy raz na żywo podczas tegorocznego Coke Live Music Festiwalu. Zaprezentowali się tam bardzo dobrze i udowodnili, że są zespołem, który świetnie odnajduje się na scenie, a w tym co prezentuje nie ma żadnej ściemy. Wtedy zauroczyli mnie na tyle, że od czasu do czasu wracałam pamięcią do ich twórczości, mimo że na koncert poszłam znając jedynie ich sztandarowy utwór.

Nie miałam żadnych wątpliwości co do tego, że kiedy panowie odwiedzą Poznań, będę jedną z pierwszych osób, które zdecydują się iść na ich koncert, bo po prostu jest w nich coś uzależniającego, ale w tym dobrym tego słowa znaczeniu. W Cafe Mięsna zabrzmiał głównie repertuar znany z debiutanckiej płyty Łagodnej Pianki, ale jak pokazały żywiołowe reakcje publiki, która z utworu na utwór przebudzała się co raz bardziej, nie są to z pewnością najmniejsze przeboje. Panowie z lekką dozą nieśmiałości starali się trzymać kontakt z publicznością z pozytywnym tego skutkiem, a w finale koncertu nie było już tam osoby, która nie tańczyłaby i nie śpiewała razem z muzykami.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Łagodna Pianka zaprezentowali się tam jako świetni muzycy, którzy z pewnością nie znaleźli się na scenie z przypadku. Pulsujący bas, rytmiczna gitara momentami pokazująca swoje ostrzejsze oblicze i przyjemne klawisze dały niesamowity efekt na tak skromnej przestrzeni, jaką dysponuje Cafe Mięsna. W tym wszystkim główne skrzypce grał charakterystyczny wokal Piotra Jabłońskiego. Dźwiękiem wypełnili małą salę po brzegi, dając z siebie więcej niż sto procent możliwości, chociaż jeszcze przed koncertem wspominali o lekkim zmęczeniu intensywną trasą koncertową. Zmęczenia widać nie było, za to zaserwowali publice mnóstwo radości, którą zarazili każdego, w nich samych także było widać czystą frajdę z grania. W jednym z wywiadów Piotrek wspomniał, że najważniejsze jest grać szczerze, prosto z serca i nie były to puste słowa – w nich to widać. Takie zespoły miło ogląda się na scenie.

Na plusik zasłużyła też sama Cafe Mięsna, która zaczęła dbać o jakość oprawy koncertów organizowanych w lokalu. Jeszcze kilka miesięcy temu było to zimne, ciemne miejsce, z którego człowiek raczej uciekał po koncercie jak najszybciej. Jednak właściciele zadbali o lepsze nagłośnienie i oświetlenie sali, w której grają zespoły, a ze sceny zniknęły ograniczające ją graty. Z tego klubu robi się fajne miejsce na mniejsze, kameralne koncerty.

Nie wiem, co się stało przez tych kilka miesięcy z Łagodną Pianką, ale tutaj, w Poznaniu, pokazali swoje zupełnie nowe, lepsze i pełniejsze oblicze. Na Coke’u byli po prostu fajni. Ludzie zarzucają im różne rzeczy, począwszy od infantylnych tekstów, po nijakie granie. Jednak mam wrażenie, że ci wszyscy malkontenci nigdy nie widzieli tego kwartetu w akcji. Z Cafe Mięsna wyszłam z ciągle powtarzającą się melodią O kobietach – utworu, który zagrany na bis, był istnym energetycznym wulkanem (i strzałem w dziesiątkę, jeżeli chodzi o kolejność utworów na setliście). Określenie łagodna w stosunku do tego zespołu jest ostatnim słowem, jakie nasuwa się na myśl po sobotnim koncercie. Wiem jedno – chcę więcej, a koncert Łagodnej Pianki to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto ceni sobie porządne granie na żywo.

Nie ma więcej wpisów