Read the English version of the interview >>>

Amanda Palmer znana jest z nieokiełznanej charyzmy, dzięki której podczas każdego jej występu można liczyć na świetny popis. Obecnie artystka przebywa w trasie promującej najnowszy krążek – Theatre Is Evil. Jest to płyta, która ukazała się po czteroletniej przerwie, a w nagraniach wspomógł ją jej nowy zespół – The Grand Theft Orchestra. Amanda zgodziła się odpowiedzieć na nasze pytania tuż przed warszawskim i krakowskim koncertem.

musicis.pl: Dzięki Twoim fanom udało Ci się zebrać całkiem sporo pieniędzy na wydanie w krótkim czasie nowej płyty. Byłaś pewna, że to się stanie? Spodziewałaś się, że to wydarzy się tak szybko? 

Amanda Palmer: Spodziewałam się, że pójdzie dobrze, ale nie byłam pewna jak dobrze. Miałam nadzieję, że dobijemy do miliona dolarów, ale też przez rok ciężko pracowałam, żeby zbudować Kickstarter (platforma finansowania społecznościowego dla projektów kreatywnych – przyp. red.). To było dla mnie cenne doświadczenie, wciąż czuję potrzebę dzielenia się wieloma świetnymi lekcjami, jakie dzięki niemu zdobyłam.

musicis.pl: Czy zmieniłaś się od czasu Who Killed Amanda Palmer?

Amanda Palmer: (śmiech) Wiesz… niezbyt. Wielką zmianą jest to, że teraz jestem mężatką, w formalnym związku. Dziewczyna, która napisała tamten album, była roześmianą singielką. Ale życie małżeńskie również mi służy, więc je biorę.

musicis.pl: Teraz wydałaś nowy album i grasz koncerty z The Grand Theft Orchestra. Jak czujesz się na scenie, śpiewając piosenki z Theatre Is Evil?

Amanda Palmer: Właściwie to niesamowicie. To świetny album do grania na żywo, szczególnie z piosenkami jak Do It with a Rock Star i The Killing Type. Jest coś cudownego w wyjściu zza pianina – w końcu – i oddawaniu się szaleństwu na scenie jak rasowa wokalistka, trzymająca w ręce tylko mikrofon. I jest to dużo lepsze dla rzucania się w tłum.

musicis.pl: Byłaś striptizerką, więc pokazywałaś swoje ciało. Teraz śpiewasz, grasz, piszesz piosenki, więc pokazujesz swoje emocje. Co jest dla Ciebie trudniejsze? 

Amanda Palmer: Żadne z nich nie jest ani trudniejsze, ani łatwiejsze. Rozbieranie się było dla mnie trudne, bo było to pozbawione emocji. Byłam tak zdesperowana, by nawiązać kontakt z ludźmi w klubie, a zamiast tego widzieli tylko moją pochwę, nigdy nie chcieli spojrzeć mi w oczy. Nie mam tego problemu tak często podczas koncertów rockowych. Oba miejsca pracy mają w sobie masę trudności. Spróbuj zaśpiewać bardzo cichą balladę z trajkoczącą w barze osobą – to jak ktoś patrzący na twoje cycki w momencie, kiedy patrzysz mu w twarz.

musicis.pl: Masz ulubioną piosenkę ze wszystkich swoich albumów? 

Amanda Palmer: Half Jack jest ulubioną. Jest nią też Mrs. O z drugiej płyty Dresden Dolls. Jestem też bardzo zadowolona z The Ukulele Anthem.

musicis.pl: Która z Twoich piosenek jest najbardziej osobista i dlaczego? 

Amanda Palmer: Najbardziej osobista? Może First Orgasm. To szybki portret jednego, pojedynczego, bardzo osobistego momentu w moim życiu. Nie sądzę, żebym posiadała jakiś bliższy temu numer.

musicis.pl: Grałaś w Pradze z Gabą Kulką. Jak się poznałyście? Jest jakakolwiek szansa, by znów usłyszeć Was razem? 

Amanda Palmer: Planujemy zrobić razem polską piosenkę na koncertach w Krakowie i Warszawie, a także jedną z moich piosenek. Kocham tę dziewczynę, ma ogromny talent.

Nie ma więcej wpisów