Na temat debiutanckiej płyty Sorry Boys muzyczni recenzenci rozpisywali się w samych superlatywach, wróżąc im świetlaną przyszłość. Fani pokochali od pierwszych dźwięków i wspierali, zjawiając się licznie na koncertach. Wielu artystom na początku muzycznej kariery takie pochwały mogłyby mocno namieszać w głowach i sprawić, że presja związana z przeskoczeniem tak wysoko postawionej poprzeczki byłaby demobilizująca. W tym przypadku było wręcz przeciwnie.

Dokładnie po trzech latach warszawski zespół wydaje następcę Hard Working Classes i pokazuje, że ciężka praca, miłość do tego co robisz i plan na siebie to recepta na sukces. Nie inaczej bowiem, jak właśnie w kategorii sukcesu, powinno się rozpatrywać krążek Vulcano, za sprawą którego Sorry Boys stają się pełnoprawnym zespołem na polskim rynku muzycznym i pokazują, że od teraz to oni dyktują warunki. W końcu to wielka sztuka nagrać jeszcze lepszą drugą płytę, mimo tego, że debiut wyszedł im znakomicie. Przecież łatwo zagubić się, kiedy wszyscy dookoła mówią ci, jak bardzo jesteś zdolny i jak świetną płytę udało ci się nagrać. Oni nie dali sobie wmówić próżności.

Vulcano to dziesięć dopracowanych w każdym detalu utworów, wyprodukowanych przez Marka Dziedzica, do których słowa napisała wokalistka Bela Komoszyńska. I to chyba nić porozumienia pomiędzy zespołem a producentem sprawiła, że otrzymujemy jedną z najlepiej dopracowanych i przemyślanych płyt tego roku w Polsce. To już nie jest zabawa dźwiękami, szukanie swojego miejsca, eksperymentowanie, a świadome określenie brzmienia i postawienie kropki nad tym wszystkim, co do tej pory działo się w karierze zespołu. Świadomość to zdecydowanie jedna z głównych cech reprezentujących twórczość, jak i sam zespół Sorry Boys. Począwszy od strony wizualnej, poprzez przemyślane planowanie swoich poczynań wizerunkowych, na brzmieniu skończywszy.

Na tym wydawnictwie nie ma złej piosenki, nie ma tutaj zbędnego eksperymentowania i epatowania brzmieniem. Są tutaj za to elementy, które zaważyły na sukcesie debiutanckiego krążka – w jeszcze większej dawce niż na Hard Working Classes. Głos Beli jeszcze bardziej przeszywający (upiorny Dagny), melodie jeszcze przyjemniejsze (utwór Evolution to mój niekwestionowany hit z całej płyty; lepszego rozpoczęcia płyty nie mogłem się spodziewać), bębny jeszcze głębsze (bardzo dobry kawałek zatytułowany Leaving Warsaw), gitary jeszcze bardziej zadziorne (singlowy The Sun), a syntezatory i elektronika w końcu wyszły na pierwszy plan (zjawiskowy Phoenix czy mroczny Vulcano). W całym zestawieniu nie zabrakło oczywiście pierwiastka intymności, który serwuje nam Bela w utworze Back to Piano – połączenie wokalu Beli i pianina to zjawiskowa synteza dwóch brzmień. No i pierwsza w historii zespołu piosenka napisana w rodzimym języku – Zimna wojna jest utworem dosadnie prezentującym możliwości wokalne Beli, o której śmiało można powiedzieć, że jest właścicielką jednej z najbardziej oryginalnej barwy wśród polskich wokalistek. Uważam, że kolejna płyta powinna zostać nagrana w dwóch wersjach.

Śmiało mogę powiedzieć, że Sorry Boys sprawili tą płytą, iż ponownie uwierzyłem w moc muzyki popularnej w tym kraju. To kolejni muzycy, którzy na nowo określają jej brzmienie i robią to doskonale. Vulcano pokazuje dojrzałość, świadomość i moc twórczą jaka skumulowana jest w muzykach, którzy udowodnili, że nie są jednosezonowym projektem, a prężnie działającą maszyną produkującą nie tylko świetne single, ale i precyzyjnie dopracowane albumy. Klasa sama w sobie. Wróżę światową karierę.

Nie ma więcej wpisów