music is ... muzyka z najlepszej strony. Najciekawsze, selektywnie wybrane informacje muzyczne ze świata i rodzimego podwórka. Newsy, Wywiady, Festiwale, Konkursy, Galerie, Video

Kayah: „Transoriental Orchestra” wizytówką Polski na świecie

Kayah: Transoriental Orchestra wizytówką Polski na świecie

Kayah: Transoriental Orchestra wizytówką Polski na świecie

Kayah powróciła. Laureatka Fryderyków, autorka wielu znakomitych albumów, które współtworzą historię polskiej muzyki popularnej, ponownie zaskakuje. Artystka nagrywała już bardzo różnorodne stylistycznie płyty, a tym razem powraca do wielkiej fascynacji, jaką jest muzyka świata. Dziś w sklepach ukaże się album, który ma szansę odbić się szerokim echem w Polsce i na świecie. O Transoriental Orchestra przeczytacie w poniższym wywiadzie.

musicis.pl: Kayah, Twój świat muzyczny zdaje się nie mieć granic. Przed ukazaniem się Kamienia mówiło się, że planujesz nagrać płytę rapową. Potem otrzymaliśmy jednak epokowy niemal album, będący polską redefinicją soulu. Na kolejnych płytach pojawiały się muzyczne flirty z disco, jungle czy house. Po przedsięwzięciu z klasycznymi muzykami z Royal String Quartet sięgasz do muzycznej spuścizny Żydów. Czy to kolejny logiczny krok w Twoim artystycznym rozwoju?

Kayah: Chyba nie posługuję się żadnym schematem. Raczej słucham wewnętrznego głosu i własnych tęsknot, a te od jakiegoś czasu bardzo oscylowały w granicach world music. Zapragnęłam powrócić do etniki i to wszystko. Okazja się natrafiła wraz z zaproszeniem mnie na coroczny festiwal Warszawa Singera. Pomyślałam, że nie zrobię kolejnego Skrzypka na dachu, tylko pogrzebię w spuściźnie Żydów i wpadłam na pomysł, aby na płycie poprzez muzykę pokazać wielką wędrówkę, jaką przez wieki przebył naród żydowski. Stąd rozstrzał od pieśni sefardyjskich nawet z XII wieku, po niemalże współczesne pieśni aszkenazyjskie. Klamrą jest wędrówka, a więc podróż muzyczna, tak jak sama lubię, w oryginalnych językach – ladino, jidisz, po hebrajsku, arabsku, macedońsku i aramejsku. Uchem po mapie, bez wysiadania z fotela.

musicis.pl: Transoriental Orchestra to swoisty hołd dla szeroko rozumianej muzyki etnicznej, tutaj krążący wokół kulturowego dziedzictwa Żydów z całego świata. Impulsem do nagrań, jak wspomniałaś, było zaproszenie Cię na ubiegłoroczny festiwal Warszawa Singera. Czy dokonując wtedy własnych aranżacji i interpretacji pieśni, śpiewanych w wielu językach, miałaś przeczucie, że to coś więcej aniżeli materiał na jednorazowy koncert?

Kayah: Nie. Docelowo miał to być jeden koncert, choć nie ukrywam, że bardzo się napracowałam. Reakcje publiczności, jak i nasza frajda przerosły nasze oczekiwania. Postanowiliśmy więc wejść do studia i to zarejestrować. Dziś ta decyzja niezmiernie mnie cieszy. Myślę, że ta płyta ma ogromny międzynarodowy potencjał, natomiast już w tej chwili nic nie zależy ode mnie.

musicis.pl: Od pierwszego występu na wspomnianym festiwalu minął rok. We wrześniu 2013 wystąpiliście na ulicy Próżnej ponownie, niejako przedpremierowo. Co zdarzyło się w ciągu tych ostatnich 12 miesięcy? Kiedy podjęłaś decyzję, by z tym materiałem wejść do studia nagraniowego?

Kayah: Gdzieś w połowie roku weszliśmy do studia. Nie miażdżyły nas terminy, dlatego praca szła bardzo swobodnie, to rzadki luksus. Mogłam dzięki temu być czynna koncertowo i co jakiś czas wracać ze świeżą głową do nagrań. Wszystko i tak szło w rekordowym tempie i zanim się obejrzeliśmy wszystkie ścieżki były nagrane, wystarczyło tylko je dopieścić. Dopiero później okazało się, że nowe pomysły przyszły na ostatnią chwilę i pod koniec, jak zwykle, zrobiło się nerwowo. Stąd przełożenie naszej premiery o 10 dni, na 5 listopada. Akurat to moje urodziny, więc zrobiłam sobie świetny prezent. W międzyczasie podróżowałam po Izraelu, chłonęłam jego energię, szlifowałam język, nagrywałam filmy-teasery, które można obejrzeć teraz w sieci jako zapowiedzi tego albumu.

kayah

musicis.pl: Zespół, z którym koncertujesz, jest iście międzynarodowy – pod dyrekcją Twoją i Atanasa Valkova dokonaliście bardzo szerokiego przeglądu pieśni Żydów sefardyjskich czy aszkenazyjskich, używając tak unikalnych instrumentów jak santur, oud, saz, lutnie. Nowatorskość tego przedsięwzięcia i ponowne zwrócenie się w kierunku nurtu szeroko rozumianej world music ma być sygnałem do ekspansji na muzyczne rynki na świecie? Czyżby nowe otwarcie, drugie życie Kayah jako artystki międzynarodowej?

Kayah: Nie planuję. Jak chcesz rozśmieszyć pana Boga, to powiedz Mu o swoich planach. Wiążę pewne nadzieje z tą płytą, bo byłaby fajną wizytówką Polski na świecie, Polski otwartej i pełnej szacunku dla innych narodowości. Myślę, że taki wizerunek przydałby się nam w tej chwili. Reakcje na płytę na świecie już są bardzo fajne, ale do realizacji pomysłów, poza życzliwością ludzi, otwartością rynków, potrzebne są też nakłady finansowe. Zobaczymy, czy coś się wydarzy. Póki co, bardzo mi zależy na moich fanach tutaj, na tym, by zrozumiano nasze intencje, uszanowano trud, a przede wszystkim chciałabym, by ta płyta przyniosła ludziom wiele radości i refleksji.

musicis.pl: Grzegorz Ciechowski określał Cię nie tylko jako piosenkarkę, ale i poetkę. Który z polskich tekstów na nowej płycie jest Ci szczególnie bliski?

Kayah: Do płyty napisałam trzy polskie teksty, które jednak zdecydowałam się umieścić jako bonus. Oryginalne języki wydawały mi się bardziej rasowe w tradycyjnych rytmach. Niemniej jednak bardzo lubię Muszlo moja. Z cudzych tekstów nie mogę pominąć Warszawo ma – jest to piosenka o takim ładunku emocjonalnym, że nigdy nie wiem, czy uda mi się ze wzruszenia dośpiewać ją do końca. Podczas nagrań łzy ściskały mi gardło. Ostatecznie postanowiliśmy nic przy tym nie majstrować i zostawić prawdziwe emocje.

musicis.pl: Czy plany nagrania płyty z afrykańskim piosenkarzem Youssou N’Dourem mają jeszcze szanse na realizację? Może właśnie na fali zainteresowania Transoriental Orchestra?

Kayah: On w tej chwili chyba nie bardzo ma czas na muzykę. Przejął funkcję ministra kultury, ale jeżdżę do Senegalu i kto wie, co z tego wyjdzie. To wielki artysta, mnóstwo ludzi marzy, by z nim coś nagrać, ale mi chyba nie chodzi o nazwiska, nie chcę się podpierać niczyją marką. Jest rzesza anonimowych wielkich artystów, z którymi współpraca nie tylko byłaby bardzo ciekawa i owocna, ale byłaby i dla mnie ogromnym zaszczytem. Niedługo będę miała wspaniałą szansę współpracować z wielką i sławną artystką Yasmin Levy, z którą zakolegowałam się w Izraelu, w grudniu będę jej gościem na warszawskim koncercie.

musicis.pl: Po wielkim sukcesie piosenki Za późno wszyscy czekali na follow-up do tego nagrania lub na Twój nowy autorski album. Tak się jednak nie stało. Czy w niedalekiej przyszłości możemy liczyć na powrót do tanecznych rytmów? Klasyka muzyki house i garage zbudowana jest z hymnów, gdzie house’owe divy śpiewają poruszające, często nostalgiczne i melancholijne teksty oprawione w muzykę wyprodukowaną przez najlepszych DJ-ów. Czy jest szansa, że Kayah będzie pracować z którymś z polskich producentów, którzy odnoszą zresztą coraz większe sukcesy na światowej scenie klubowej?

Kayah: Nie mam pojęcia, co będzie jutro, tak samo jak nie mam pojęcia, czy w ogóle jutro będzie. Nie stawiam sobie żadnych granic. Co więcej, jeśli już, lubię je przekraczać, więc być może lada moment rzuci mnie w stronę klubową. Faktem jest jednak, że muzyka popularna i rozrywkowa trochę mnie już nudzi. W domu słucham jazzu, klasyki i muzyki etnicznej. Na razie więc się na to nie zanosi. Choć w domowych pieleszach powstają akustyczne piosenki z gitarą. Może to pomysł na przyszłość?

musicis.pl: A jak postrzegasz remiksy? Są twórcze i dostarczają nowych słuchaczy czy zniekształcają przekaz oryginału? Nie wiem, czy wiesz, ale np. klasyczne piosenki Sade pojawiają się w wielu (często anonimowych) re-editach czy deep-house’owych remixach, dając tej muzyce zupełnie nową przestrzeń funkcjonowania.

Kayah: Uwielbiam zabawę z remixami. To jak nowa sukienka. Czyjaś odmienna wizja może wydobyć wręcz inne, nowe wartości kompozycji.

musicis.pl: Od lat wydajesz z sukcesem młodych polskich artystów w Kayaxie. Jak wypada porównanie współczesnych debiutantów do czasów, kiedy to Ty stawiałaś pierwsze kroki?

Kayah: Dziś młodzi artyści mają świetną opiekę, mnóstwo płaszczyzn, na których mogą zaistnieć, niestety często na bardzo krótko, bo mamy czasy okropnej konsumpcji i bezdusznego przemiału. Mają dziś otwartą drogę na świat, będąc młodym pokoleniem, są wolni od obciążeń i kompleksów, z jakimi zmagała się moja odizolowana przez większość życia generacja. Jednocześnie im nie zazdroszczę, bo zbyt często talent i wizja nie wystarczają. Teraz trzeba szokować, świetnie się prezentować, bywać, celebrytować, będąc jednocześnie narażonym na bezlitosne i anonimowe komentarze. To wymaga bardzo silnej psychiki i odporności. Prawdziwy artysta to najczęściej bardzo wrażliwy człowiek, któremu nie w głowie pokazy mody i sto fleszy w twarz. Prawdziwy artysta nie ma na to czasu, bo tworzy w amoku lub cierpi w poczuciu wypalenia. Jest wielka różnica między chęcią bycia popularnym a chęcią bycia muzykiem, choć fajnie jest oczywiście mieć swoją publiczność. Założyliśmy Kayax, bo jesteśmy ideowcami, mamy poczucie misji, nam chodzi o prawdziwą, często trudną i nie schlebiającą masowym gustom sztukę. O coś ambitnego i inteligentnego. Wielką nagrodą za naszą pracę jest uznanie, jakim cieszą się nasi artyści.

musicis.pl: W oczach publiczności jesteś osobą spełnioną, nieustannie się rozwijającą. Za co w swoim życiu odczuwasz szczególną wdzięczność?

Kayah: Uczę się być wdzięczna za każdy dzień, bo nic nie jest nam dane na zawsze. Żyję ciekawym intensywnym życiem, to najlepsza zemsta na wrogach. Podróżuję, spotykam interesujących ludzi, poznaję i uczę się. Mam rodzinę, dach nad głową, funkcjonujący organizm i otaczam się bezinteresowną życzliwością. Robię to, co lubię i jeszcze mi za to płacą. Czegóż więcej chcieć? Po co ci wszystko? Gdzie to płożysz?

musicis.pl: W jakim miejscu na świecie chciałabyś dać swój koncert marzeń?

Kayah: Nie mam takich marzeń. Choć jak stanęłam w Sali Kongresowej na trasie Skały i zobaczyłam wszystkie miejsca zajęte, popłakałam się. Pewnie to samo zrobiłabym w Carnegie Hall, ale równie dobrze czułabym się na pustyni Negev, tylko gdyby byli tam ludzie gotowi na dialog.

musicis.pl: Czy złościsz się, gdy obserwujesz rynek muzyczny w roku 2013?

Kayah: Nie patrzę. Robię swoje.

musicis.pl: Pisałaś: Chociaż skradłabym Ci spojrzenie i przycupnęła pod powiekami. Choć nad ranem je znów uchylisz, wiem, nie zobaczę się Twoimi oczami – czy mężczyźni zrozumieją kiedykolwiek współczesne kobiety?

Kayah: Pytanie: czy sami umiemy się zrozumieć? Żyjemy w skomplikowanych czasach, w których wciąż rządzą proste uniwersalne prawa. Skomplikowanym jedynie jest je zaadoptować, pogodzić się z nimi i wcielić w życie.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...