Instrumenty to nie tylko te, z których dźwięk wydobywamy za pomocą palców i smyczków czy powietrza. Bas to nie tylko najgrubsze struny i pedały obsługiwane nogami, to też zerojedynkowy ciąg, który po przetworzeniu uruchamia membrany w głośnikach odpowiadające za najniższe dźwięki. Wszystko dopełniają uderzenia stopy, werbla i hi-hata wytworzone przez klocki w skomplikowanej układance plików MIDI. Nigdy nie byłem fanem muzyki elektronicznej i pewnie nigdy nie zostanę, jednak wieczór spędzony z trio, któremu przewodzi austriacki DJ i producent tworzący pod pseudonimem Parov Stelar na pewno zaliczę do udanych.

Muzyka Parov Stelar potrafi oczarować w wersji studyjnej. O tym przekonałem się na własnej skórze. Z opowieści i filmów wiem, że z żywym zespołem Austriak jeszcze lepiej bawi się dźwiękiem. W Krakowie wystąpił, promując swoją najnowszą produkcje The Invisible Girl jako Parov Stelar Trio. Sama płyta jest mniej osadzona w nu jazzowych i swingowych klimatach. Więcej tu tanecznych, housowych dźwięków. Sam koncert to przeplatanie mocnego podkładu z granymi na żywo partiami trąbki i saksofonu. W porównaniu z materiałem studyjnym brzmiało to o wiele bardziej imprezowo. Publiczności to zdecydowanie nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, tego oczekiwali i pozwolili się ponieść dziękom, które wypełniły salę krakowskiego Forum Przestrzenie. Moim zdaniem najlepiej wypadła tytułowa piosenka z płyty. Powtarzający się motyw sprawił, że odczuwało się pewnego rodzaju trans, który pogłębiał się z kolejnymi piosenkami (np. The Fire Face czy Doctor Foo).

Po takim koncercie wypada jedynie podziękować Bogu/Latającemu Potworowi Spaghetti/KomukolwiekGdzieśNaGórze (niepotrzebne skreślić), że pozwolił, dopuścił do tworzenia muzyki za pomocą komputerów osoby takie jak Marcus Füreder, bo tak jak Gibson nie wystarczy, żeby być dobrym gitarzystą, tak MacBook nie wystarczy, żeby być dobrym producentem elektroniki.

Nie ma więcej wpisów