The View lata swojej największej popularności ma już za sobą, co prawdopodobnie odbiło się 6 listopada na warszawskim koncercie w Hydrozagadce. Frekwencja nie powalała, aczkolwiek zespół postarał się o bardzo dobry koncert dla garstki fanów. Niestety, nawet w tak niewielkim klubie niedobór publiczności dało się zauważyć i kiedy postawiłam się na miejscu członków zespołu, było mi trochę przykro, że ich pierwsza wizyta w Polsce tak wyglądała. Możliwe, że gdyby przyjechali parę lat wcześniej, w dobie debiutu płyty Hats Off the Buskers, cieszyliby się większym zainteresowaniem.

Zanim przyszedł czas na The View, swoje pięć minut mieli inni Szkoci z zespołu The Velveteen Saints, którzy po zagranym koncercie wesoło skakali pod sceną podczas popisów ich kolegów z trasy. Sam support nie był niczym odkrywczym. Muzyka The Velveteen Saints stylistycznie jest bardzo podobna do The View i tak samo przyjemna w odbiorze. Wydaje mi się, że nagłośnienie trochę nie spełniało swojej funkcji i przez to wszystkie piosenki zlewały się ze sobą, brzmiąc jak jeden skoczny chaos. Może być oczywiście również tak, że utwory The Velveteen Saints są z zasady na jedno kopyto. Podsumowując, przed chłopakami jeszcze trochę pracy i lat w odkrywaniu własnego brzmienia i chociaż częściowego pozbycia się wtórności.

Pół godziny przerwy i punktualnie o 21:00 na scenę wyszli główni bohaterowie środowego zamieszania. Początkowo między zespołem a publicznością był mały dystans, ale szybko został zniwelowany dzięki zachęcie grupy do wspólnej zabawy i zmniejszenia odległości. Przeważającą ilość piosenek na setliście stanowiły utwory z debiutanckiej płyty. Na ich czele stał Same Jeans, bez którego koncert The View z pewnością byłby niepełny. Równie świetnie wypadły Skag Trendy czy Wasteland. Natomiast jeśli chodzi o ostatnio wydaną kompilację, Seven Year Setlist, spośród trzech nowych piosenek mieliśmy okazję usłyszeć jedną – Kill Kyle. Doczekałam się także Sour Little Sweetie, która na żywo brzmiała nawet lepiej niż na płycie.

Nie dziwię się, iż chłopaki skupili się na odtworzeniu głównie debiutanckiej płyty. Uważam, że tkwi w niej kwintesencja grania tego szkockiego zespołu, jednak koncertowe namiastki pozostałego dorobku muzycznego The View wcale nie odstawały pod względem energii i szaleństwa.

Miło było usłyszeć w końcu The View w Polsce i mimo że kazali tyle na siebie czekać, nie wyszłam zawiedziona. Brakuje tylko w tym wszystkim odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak późno? Tego jednak raczej nie będzie mi dane się dowiedzieć. Widocznie ten zespół jest bardziej ukierunkowany na rodzimy rynek muzyczny. Dodatkowo – nie ma co mydlić sobie oczu – muzyka The View nie jest epokowym muzycznym odkryciem, a po prostu przyjemnym, wesołym graniem, w sam raz do godzinnego poskakania w Hydrozagadce.

Nie ma więcej wpisów