Warszawski kolektyw funkowy Easy Band All Stars z lat 90. był muzyczną efemerydą. Zniknął, ale pozostawił nam w spadku wybitnych muzyków, którzy właśnie tam stawiali swoje pierwsze kroki. Mista Pita, Marcin Gańko, DJ Seb Skalski (wydający dziś w renomowanych oficynach muzyki house), Aga Zaryan (polecam nowy tribute album dla Niny Simone i Abbey Lincoln) i wreszcie Iza Kowalewska – oni dziś nadają jakość polskiej muzyce.

Iza była/jest wiodącym głosem Muzykoterapii i kojarzona była zawsze ze sceną niezależną. Jej głos towarzyszył wielu ważnym dla polskiego hip-hopu albumom wykonawców takich jak Fisz, POE, Jamal, O.S.T.R. i – co jest ewenementem – były to nie tylko chórki, refreny, ale również solowe piosenki umieszczane np. na albumach producenckich Emade.

Dwie płyty od Muzykoterapii wydane przez Asfalt Records potwierdzały, że Iza jest absolutną i do tego dyplomowaną mistrzynią jazzowej wokalistyki (absolwentka warszawskiego Państwowego Studium Jazzu w klasie śpiewu i Akademii Muzycznej w Łodzi na wydziale muzykoterapii). Mimo że obie płyty były szeroko doceniane, wciąż czekaliśmy na coś więcej.

Solowy album Diabeł mi Cię dał ma dwa wspólne mianowniki z poprzednimi produkcjami: jazzowy feeling i niepodrabialny wokal Izy. Płyta jest dość eklektyczna od strony muzycznej: od tanga (kapitalne Tango DNA – proszę koniecznie o nowy teledysk), poprzez dubowe brzmienia (Dzień Niepodleglości) aż do brzmień acid-jazzowych czy trip-hopu (poruszający w treści Damski bokser z towarzyszeniem Sebastiana Karpiela-Bułecki).

Wielką siłą płyty jest jej spójność – jako koncept album prezentuje nam feerię barw w relacjach damsko-męskich i prezentuje nam Izę jako wokalistkę, autorkę tekstów i kompozytorkę. A towarzyszą jej znakomici muzycy – Dominik Trębski , Marcin Ułanowski, Bernard Maseli, Joanna Duda.

Płyta aż prosi się o wykonania koncertowe – Iza intonująca te kompozycje z papierosem i lampką wina w dłoni w zadymionym, zatłoczonym klubie – zresztą, znacie tę sytuację z koncertów Muzykoterapii. Swingujące Życie z poetą (zrezygnowałam dziś z windy, idę do Ciebie na dach) wpisuje się tu idealnie. Czy singlowe Tango DNA (za mało miły tańczysz ze mną dziś (…) choć parkiet wystygł z par, tańczmy tu – bez tchu) mogłoby zabrzmieć na scenie w przedwojennej Adrii ? Jak najbardziej. Czy Iza nagra kiedyś album z brzmieniami retro lub klasycznym jazzem? Być może. Czy wystąpi z towarzyszeniem DJ-a na którejś z coraz popularniejszych imprez z electro-swingiem? Prawdopodobne.

To jest znakomita płyta. Ale najlepsza płyta Izy dopiero przed nią. I niczego nie jestem bardziej pewien.

Nie ma więcej wpisów