Crystal Fighters to prawdziwa koncertowa bomba. Swoim baskijskim, nieco hipisowskim stylem poderwą do tańca każdego. Na rynek muzyczny wdarli się trzy lata temu drapieżnym i niepokornym Star of Love. W maju tego roku ukazał się jego następca, album Cave Rave. Stworzony w Krainie Basków, a nagrany w Los Angeles. Pracowali nad nim z Justinem Meldalem-Johnsenem (Beck, Nine Inch Nails), producentem ostatnich płyt M83, Paramore czy The Naked and Famous. Brzmienie ewoluowało. Nie zmieniło się natomiast podejście do koncertów. Dzień po fenomenalnym występie w Warszawie spotkałam się z Grahamem Dicksonem, gitarzystą zespołu.

Karolina Strzałkowska: Słyszałam, że wczorajszy koncert był niesamowity. Mam nadzieje, że krakowska publiczność to przebije, ale nie o to chcę zapytać. Jesteście w trasie od ponad sześciu miesięcy…

Graham Dickson: Sześciu miesięcy? Od trzech lat! (śmiech)

Karolina Strzałkowska: I nadal dajecie z siebie wszystko na scenie. Skąd bierzecie energię?

Graham Dickson: Dużo łatwiej grać koncert kiedy jest pełno ludzi, a wszyscy są podekscytowani. Nieważne jak zmęczonym było się przed koncertem, ty i tak dostajesz energię od tłumu. Do tej pory mieliśmy chyba jeden show w trakcie którego ktokolwiek z nas narzekał na zmęczenie.

Karolina Strzałkowska: Wydaje mi się, że to, co najważniejsze w Crystal Fighters, to Wasza interakcja z odbiorcą. To co Wam dają, to…

Graham Dickson: To ta energia! Bez tłumu, który dobrze się bawi, my nie będziemy zadowoleni z tego, co robimy na scenie. Nie gramy muzyki dla ludzi, którzy nie chcą jej słuchać. To jak droga dwukierunkowa. No i piejmy tequile!

Karolina Strzałkowska: Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, to było zaraz przed wydaniem Cave Rave. Powiedziałeś, że masz nadzieje, że odbiorcy docenią przejście od pierwszego do drugiego albumu. Teraz, po wydaniu Cave Rave i trasie promującej, co zauważyłeś, jak ludzie reagują na nowy materiał?

Graham Dickson: To była w pewnym sensie wielka ulga, bo możemy grać dalej. Przeszliśmy z elektronicznego brzmienia, na bardziej instrumentalne. Na pewno było to coś innego dla nas. Nie byliśmy pewni dokąd zmierzamy. Ale jest dobrze! Nowe utwory są fajnym uzupełnieniem starych. Wydaje się, że się przyjęło.

Karolina Strzałkowska: Często pytają Was o to, jak pracowało się nad płytą w Kraju Basków. Mnie ciekawi, jak na album wpłynęło to, że nagrywaliście go w Los Angeles?

Graham Dickson: Pierwszy raz spędziliśmy zimę w tak ciepłym miejscu. Porankami surfowaliśmy i jeździliśmy na deskorolce. Spędzaliśmy czas na świeżym powietrzu i korzystaliśmy z natury w taki sposób na który nie mogliśmy pozwolić sobie nagrywając pierwszy album w Londynie. Dlatego też jesteśmy bardzo wdzięczni za LA.

Karolina Strzałkowska: Pierwsza płyta jest energetyczna, intensywna, trochę tak jak Londyn. Na drugiej natomiast czuję spokój i swojego rodzaju beztroskę.

Graham Dickson: Właśnie! Cieszę się, że to słyszysz.

Karolina Strzałkowska: Nazwa płyty, jak i cała kompozycja, nawiązuje do kultury pierwotnej. Od tradycyjnej kultury baskijskiej poszliście głębiej…

Graham Dickson: Ideą Cave Rave było przemieszanie wszystkich wczesnych przeżyć człowieka, udokumentowanych w jaskiniach. Chcieliśmy zdobyć dzięki temu nowe doświadczenia i zapisać je jako rave. We współczesnej kulturze ludzie chodzą do klubu by zatracić się i spróbować wejść na nowy poziom świadomości z nadzieją, że może rozwiną się w sposób w jaki uświadomią sobie, że mogą. A my mieliśmy nadzieję wejść w umysły artystów z jaskiń. Kiedy tworzyliśmy album chcieliśmy udokumentować prawdziwą iskrę inspiracji i aktu twórczego. Aby dojść do tego zaczęliśmy zagłębiać się bardziej w kultury tradycyjne z całego świata i teraz używamy instrumentów z wielu różnych tradycyjnych regionów, nie tylko z Kraju Basków i myślę, że będziemy to kontynuować.

Karolina Strzałkowska: A jeśli miałbyś szansę podróży w czasie?

Graham Dickson: Wow! Prawdopodobnie udałbym się wstecz do starożytnego Egiptu, kiedy budowano piramidy. To musiało być niesamowite miejsce.

Karolina Strzałkowska: Okładka albumu bezpośrednio nawiązuje do nieco holistycznej koncepcji albumu. Przedstawia utopię. Wierzysz, że coś takiego może zaistnieć?

Graham Dickson: Wierzę, że to możliwym jest stworzyć utopie. Jestem pewny, że ktoś, gdzieś żyje w utopijnym stanie, samowystarczalnie z kochającymi się ludźmi, żyjącymi według swoich własnych zasad. Ale trudno znaleźć takie miejsce w tych czasach.

Karolina Strzałkowska: Punktem wyjścia dla Crystal Fighters była niedokończona opera. W Waszej twórczości dbacie o każdy detal. Czy kiedykolwiek myśleliście o stworzeniu czegoś oprócz muzyki?

Graham Dickson: Uwielbiamy współpracować z różnego rodzaju kreatywnymi ludźmi, którzy nas inspirują. Od filmu po projekty graficzne. Cokolwiek. Nie narzucamy sobie granic!

Karolina Strzałkowska: Co jest najważniejsze w tworzeniu muzyki?

Graham Dickson: Być szczerym z samym sobą. Być pewnym, że wszystko co robisz gdy tworzysz podoba ci się i nie korzystasz z niczyjej pracy. Chyba, że robisz to w sposób, w który zostałeś zainspirowany przez kogoś i naprawę kochasz to co zostało przez niego zrobione. Myślę, że bycie sobą i bycie prawdziwym jest najważniejsze.

Karolina Strzałkowska: Graliście mnóstwo koncertów, często ekstremalnych. Ostatnio w jaskini, wcześniej w lesie. Czy jest jeszcze jakieś miejsce, w którym nie graliście, a w którym chcielibyście zagrać?

Graham Dickson: Chcemy zagrać w Templo Mayor w Meksyku. Skrillex zrobił to więc już wiemy, że to możliwe.

 

 

 

http://instagram.com/musicispl?utm_source=musicis.pl&utm_medium=670x100&utm_content=instagram&utm_campaign=social+media

Nie ma więcej wpisów