Popularność na szeroką skalę zdobył dzięki filmowi Once, za którego główną rolę męską i ścieżkę dźwiękową jest odpowiedzialny. Zanim jednak został zaangażowany do udziału w muzycznym obrazie Johna Carney’a, zdążył wydać kilka płyt z grupą The Frames. Irlandzki muzyk i aktor, Glen Hansard, w piątek 22 listopada wystąpił w warszawskim klubie Palladium.

Punktualnie o godzinie 21:00 na scenie pojawiło się dwunastu muzyków. Poza członkami The Frames z wokalistą na czele, występ urozmaicały: sekcja dęta, instrumenty smyczkowe i klawiszowe. Nienachalne oświetlenie sceny w przemyślany sposób eksponowało artystów dominujących w danym utworze i wskazywało na kluczowe jego momenty.

Na początku koncertu zaprezentowano nowsze kompozycje, takie jak Her Mercy czy Lowly Deserter, przed którego zaśpiewaniem Hansard, wspierając się wyjętą z kieszeni kartką, przemówił i przywitał się w języku polskim, wywołując uśmiech i oklaski wśród publiczności. Później niejednokrotnie pomiędzy utworami nawiązywał ze słuchaczami kontakt słowny. Żartował, wyjaśniał znaczenie prezentowanych utworów i opowiadał związane z nimi historie.

Z solowego albumu Rhythm and Repose publiczności zgromadzonej w Palladium dane było usłyszeć m.in. High Hope, Love Don’t Leave Me Waiting, po którym zespół zagrał fragment Respect (prawdopodobnie najbardziej znanego w wykonaniu Arethy Franklin), Bird of Sorrow czy Song of Good Hope z piękną linią instrumentów smyczkowych. Pojawiły się także – dostępne w wydaniu specjalnym płyty – This Gift i Come Away to the Water. Nie zabrakło utworów ze starszych wydawnictw – nagrodzonego długimi brawami Fitzcarraldo czy Seven Day Mile, wyczekiwanego przez wielu Falling Slowly zaśpiewanego z dziewczyną z widowni, Low Rising z solowym popisem gitarzysty i puzonisty, jak również Leave.

Wokalista równie sprawnie zmieniał gitary w trakcie piosenek, jak i prezentował różnorodne możliwości swojego głosu, nie tracąc przy tym na czystości dźwięków. Potrafił wzruszać i zdumiewać naprzemienną subtelnością i gwałtownością brzmienia. Nie ograniczał się do eksponowania walorów tylko swojej osoby. Niewątpliwie każdy muzyk obecny tego wieczoru na scenie był ważny i Hansard swoim zachowaniem tę wagę podkreślał. To właśnie za jego sprawą pod koniec koncertu przez chwilę całą uwagę publiczności skupił na sobie gitarzysta Rob Bochnik – Amerykanin polskiego pochodzenia. Stało się coś, czego prawdopodobnie nikt nie mógł się spodziewać na występie anglojęzycznej grupy indie-rockowej – Rob zagrał i nienaganną polszczyzną zaśpiewał Płonie ognisko i szumią knieje oraz Serce w plecaku. Publiczność oszalała. Chwilę później swój moment miał także skrzypek Colm Mac Con Iomaire, który odegrał wyjątkowo piękną irlandzką kołysankę Emer’s Dream. Poza utworami autorstwa gwiazd wieczoru, muzycy zaprezentowali własne wersje znanych kompozycji: entuzjastycznie przyjęte przez publikę Wishlist (Pearl Jam), wydane w ostatnim czasie przez Hansarda Drive All Night (Bruce Springsteen) czy odśpiewane wspólnie z tłumem na pożegnanie Passing Through (Leonard Cohen) z pięknymi wstawkami na puzonie i saksofonie.

I wszyscy prawdopodobnie myśleli, że zbliżająca się północ i muzycy opuszczający scenę zakończą koncert. Tymczasem, ku zaskoczeniu wielu, zespół przeszedł z głównej sali do holu, gdzie niczym nieskrępowany wygodnie zajął miejsca na schodach i tuż po chwili, otoczony wychodzącymi z sali widzami, odśpiewał The Auld Triangle. Tą niecodzienną formą interakcji pożegnał się ze słuchaczami.

Glen Hansard z jednej strony nie zatracił w sobie ducha ulicznego muzyka, który potrzebuje bliskiego kontaktu z publicznością i czerpie z niego ogromną radość, a z drugiej strony udowodnił, że tworzy nie tylko oskarowe utwory, ale i zasługujące na wyróżnienie widowiska muzyczne.

Nie ma więcej wpisów