The 1975 wydali swoją debiutancką płytę zaledwie niecałe trzy miesiące temu, ale z pewnością nie można nazwać ich obojętnymi w muzycznym świecie. Kwartet dorobił się już wielu fanów, co można było również zauważyć na wtorkowym koncercie w warszawskiej Proximie. Publiczność była tak zapatrzona i szczęśliwa, że główną rolę grało nie słabe nagłośnienie klubu, a gwiazda wieczoru.

Z pewnością, pod względem setlisty, nikt nie powinien wyjść z koncertu zawiedziony, gdyż nie znalazły się na niej jedynie piosenki z nowego albumu. Także singlowe utwory miały swój czas podczas występu tego brytyjskiego kwartetu. Oprócz najpopularniejszych piosenek, takich jak Sex, Chocolate czy Girls, wszyscy zebrani mieli okazję usłyszeć Head.Cars.Bending czy So Far (It’s Alright). Na szczególną uwagę zasługiwało wykonanie Heart Out, które zapierało dech w piersiach i wszystkich na chwilę zaczarowało, natomiast najsłabszym punktem koncertu była piosenka Talk!, w trakcie której rytm miał chwilową arytmię i grupa trochę się pogubiła w prawidłowym zgraniu instrumentów. Mimo zdecydowanie kiepskiego nagłośnienia, przez które wokalista był bardzo słabo słyszalny, a bas był dudniący, publiczność wyśpiewywała kolejne piosenki, co najbardziej rzucało się w uszy na Girls i Chocolate. Natomiast przedostatni, przez wielu wyczekiwany, utwór Sex wywołał zbiorowy, muzyczny orgazm.

Duży świecący prostokąt, który stanowił kluczowy efekt oświetlenia przywoływał automatycznie przywoływał na myśl okładkę ostatnio wydanego albumu The 1975 i robił niemałe wrażenie. Jednak pozostałe elementy oświetlenia były standardowe i czasami trochę zbyt krzykliwe. Wielokrotnie wspomniane już przeze mnie nagłośnienie – drażniło. Wydaje się, że to uroki koncertów w Proximie, jednak zmiana miejsca występu The 1975 była słuszna. Ogrom osób, który przyszedł w środku tygodnia zobaczyć zespół stawiający solidne pierwsze kroki był imponujący i na pewno nie zmieściłby się w Hydrozagadce.

Większe wrażenie niż sama muzyka wywarł na mnie kontakt zespołu (głównie wokalisty) z publicznością. Szczerze mówiąc, spodziewałam się raczej zdawkowych zdań i pojedynczych słów kierowanych w stronę fanów. Nic bardziej mylnego. Chłopaki pokazali, że debiutujący zespół też może świetnie się dogadywać z widownią. Wraz z upływem koncertu pozwalali sobie na coraz więcej, a zebrani nie pozostawali dłużni. The 1975 byli zachwyceni polską publicznością i obiecali, że do nas wrócą. Mam nadzieję, że jeszcze będzie nam dane posłuchać ich z nagłośnieniem idealnym, bo z pewnością są tego warci. Liczę na to, że mimo sukcesu zdobytego w zastraszającym tempie, zespół nie spocznie na laurach i jeszcze niejednego zaskoczy.

Nie ma więcej wpisów