Co powstanie, kiedy spotkają się producent o połamanych korzeniach i wokalistka, która potrafi odnaleźć się w muzyce jazzowej, reggae, house, funky, a nawet hip-hop czy gothic metal? Prawdopodobnie najdłużej dopieszczane 90 minut muzyki jakie mieliście szansę usłyszeć… i bardzo dużo remixów. Kilka tygodni po premierze debiutanckiego albumu Love Strong o zderzeniu dwóch muzycznych temperamentów rozmawiamy z DJ-em, producentem, absolwentem prestiżowej Red Bull Music Academy – Kwazarem oraz wokalistką – Kasią Malendą.

musicis.pl: Co to jest Temper Temple, jak spotkaliście się z Malendą i czy to była miłość od pierwszego słyszenia, skoro płyta nosi tytuł Love Strong?

Kwazar: Kasia była pierwszą wokalistką, z którą chciałem nagrać album i tak zrobiliśmy (śmiech).

Kasia: Kwazar jest mega pozytywnym, zdolnym i pracowitym wariatem. Motywuje mnie do tego, żeby dalej rozwijać możliwości wokalne i nie pozwala zapomnieć, że warto dać się ponieść fantazji. Stąd Temper Temple.

Kwazar: To cisza przed burzą, intensywne emocje, szaleństwo sił przyrody, a na koniec wyciszenie. Miłość? Obok muzyki jest w naszym życiu najważniejsza. Wspólny album miał dać temu wyraz. Tytułowy utwór Love Strong powstał w jedną noc. Kasia go usłyszała wiedziała doskonale o czym będzie tekst. Od razu zapaliliśmy się do tej współpracy.

musicis.pl: O czym jest ta płyta?

Kasia: O życiu, o uczuciach, emocjach. O świecie dźwięków, który jest w naszych głowach i sercach. To rozległy materiał zarówno jeśli chodzi o ilość numerów, jak i style muzyczne.

Kwazar: Album powstawał aż dwa lata. Kasia mieszkała w Krakowie. Ja rezydowałem jak zawsze w Warszawie. Ta płyta jest o nas, o tym co  się wydarzyło w tym czasie. Opowiada historię naszych muzycznych  fantazji. Może dlatego jest tak różnorodna? Chociaż wolę słowo eklektyczna, bo inspirowały nas różne stylistyki. Teksty pisała Kasia,  czasem zmienialiśmy podczas nagrań pojedyncze słowa, ale sens  pozostawał ten sam.

musicis.pl: Jakiś czas temu grałeś drumy, później jungle, dubstep grałeś swoje. Można Cię było usłyszeć z orkiestrą. Remiksowałeś. Ale nigdy nie  odważyłeś się na wydanie płyty. Kasia – skończyłaś szkołę muzyczną w  klasie saksofonu, występowalaś z zespołami około-jazzowymi, funkowymi, progresywnymi, reggae czy housowymi DJami. A tu nagle…

Kwazar: Produkowałem swoje rzeczy od 1999 roku i od kiedy pamiętam każdy kolejny kawałek był inny (śmiech). W okresie powstawania albumu wokal był dla mnie najważniejszym instrumentem, bo przekazywał też treść. Wrażliwość i możliwości Kasi zmotywowały mnie do podjęcia wyzwania. Stworzyliśmy album. Założeniem była wolność stylistyczna, autentyczność i nie oglądanie się na szufladki, gatunki z którymi byliśmy kojarzeni.

Kasia: Nadszedł moment, w którym chciałam dać upust swoim inspiracjom, odczuciom i pracować nad swoim dzieckiem – autorskim materiałem, który wyrazi moją muzyczną osobowość. Większość muzyków – pasjonatów odczuwa taką potrzebę.

musicis.pl: Na płycie znalazły się niesamowite remixy. Na waszych dźwiękach pracował Seb Skalski. Jest  taneczny, po prostu idealny imprezowy numer – CJ Reigna kilkadziesiąt smacznych sekund od genialnych Teielte czy Enveego. I to jeszcze nie koniec listy. Każdy z innej bajki. Jakim kluczem, a właściwie, jakim cudem udało się Wam wszystkim zmieścić na jednej płycie?

Kasia: Każde z nas chciało, żeby ktoś konkretny znalazł się wśród autorów remixów na płycie. Oczywiście nie planowaliśmy, że będzie ich aż tylu (śmiech). Ale bardzo nas to cieszy, że się udało.

Kwazar: To co od nich dostaliśmy dodało nowej wartości całemu materiałowi. Sam często łapię się na tym, że podoba mi się bardziej remix niż oryginał. Kluczem do tego półtoragodzinnego materiału jest to, że zdecydowaliśmy się na wydanie cyfrowe, które każdy może pobrać sobie w całości lub częściach z naszego Bandcampa.

musicis.pl: Na warszawskiej premierze w Cafe Kulturalna atmosfera była fantastyczna, ale jednak prawie podniosła… Do tej pory Kwazar i Kasia Malenda osobno kojarzyli się raczej z szalonym tańcowaniem. Co jest takiego w Temper, że ludzie słuchają jakby nie chcieli Wam przeszkadzać?

Kasia: Warszawska premiera była genialna! Martwiliśmy się trochę jak wyjdzie, bo okoliczności nie do końca nam sprzyjały, ale publika była świetna, odbiór bardzo pozytywny. Dostaliśmy zastrzyk energii do działania i porządną dawkę pozytywnych opinii. Jeśli chodzi o szalone tańcowanie, część materiału po prostu mu nie sprzyja i nie po to go stworzyliśmy, choć myślę, że u nas jest  nadal sporo tanecznej energii. Muzyka z Love Strong jest… dojrzalsza. To powoduje, że szalonym tańcom towarzyszy świadomość, do czego się tańczy… Stopniowe rozkręcanie publiki buduje coś wyjątkowego, rodzaj napięcia, które rozładowuje się na ostatnich, szalonych numerach. Nikt się nie zmęczy, każdy znajdzie coś dla siebie.

Kwazar: Ludzie dopiero poznają nasz projekt. Mimo to, warszawska premiera była wymarzona. Poczuliśmy, że energia do nas wróciła! Bujanie się publiki do spokojniejszych numerów, stopniowe dopełnianie parkietu, a potem rozkręcenie się koncertu przy żywszych i szybszych utworach, w końcu wspólne harce przy jamie i bisach na koniec. Nie mogło być lepiej. Temple oznacza nic innego jak medytację przy dźwiękach ulubionej muzyki. Temper to temperament – szaleństwo przez każdego rozumiane i wyrażane inaczej.

musicis.pl: Pomiędzy tym co słychać na płycie, a tym czym karmicie uszy słuchaczy na imprezach jest spora różnica. Słychać, że na płycie udało się osiągnąć brzmieniowy kompromis. Ale live? Toczycie trochę walkę na inspiracje?

Kwazar: Podczas koncertu czasem dają znać nasze temperamenty. Nie planujemy w 100% tego co i jak zagramy. To byłoby wtórne, a dla osoby, która słyszy nas drugi czy trzeci raz po prostu nudne… Live ma płynąć. Dlatego robię różne przejścia pomiędzy numerami czy motywami a grając w trudnych akustycznie warunkach nie ułatwiam tym występu Kasi. Gramy dla publiczności i to jej reakcja wymusza tempo imprezy. Nie będziemy na siłę grać kolejnego spokojnego numeru, chociaż czasami kiedy poczuję, że trzeba zwolnić huragan zdarza się, że Kasia tupnie nogą (śmiech). Ten projekt żyje i cały czas siebie uczymy się od siebie słuchając.

Kasia: Zgadzam się z Marcinem. Za każdym razem kiedy gramy na żywo, nasze charaktery dają o sobie znać. Mamy mocne osobowości, temperamenty, bywa, że dajemy się ponieść emocjom. W końcu muzyka wyzwala ich z nas najwięcej. Ale ja nie uważam, żeby było to coś złego, a wręcz przeciwnie kocham to, że w projekcie jest – jak to ujął Kwazi – życie! Zawsze chcemy dać publice coś więcej od siebie. Studyjne wersje zawsze można odtworzyć w domu, a na livie ludzie dostają część żywych Malendy i Kwazara.

musicis.pl: Premiera pierwszego klipu miała miejsce ponad rok temu w starym Cudzie nad Wisłą. Graliście wtedy materiał z płyty i machina ruszyła. Jak wspominacie to chyba pierwsze spotkanie Waszej muzyki z publicznością?

Kwazar: Sama impreza była bardzo fajna, natomiast o naszym graniu na niej chyba już zapomniałem. Nie mieliśmy jeszcze tyle materiału by czuć się swobodniej. To nie był jeszcze nasz czas.

Kasia: To prawda, byliśmy jeszcze w momencie raczkowania projektu i nie wiedzieliśmy wtedy, że tak się on rozwinie…

musicis.pl: Nie baliście się opinii, że Malenda i Kwazar się zepsuli? No bo przecież nie grają już tego do czego przyzwyczaili ludzi? Kiedyś, szczególnie na drum’n’bassowej scenie, z której wyrósł (a może którą współtworzył?) Kwazar, takie opinie były szczególnie dotkliwe i irytujące.

Kwazar: Poruszam się po różnych stylistykach w swój kwazarowy sposób ponad 13 lat i takie opinie mnie już nie ruszają. Zawsze bardziej niż przyzwyczajać do czegoś ludzi wolałem zaskakiwać i pokazywać dobre niezależnie od szufladki. Kasia wciąż śpiewa tym samym głosem. Zresztą wpływy i korzenie słychać w naszej muzyce, która jest połamana i basowa.

Kasia: Gramy coś lepszego (śmiech). Oczywiście to żart. Ewoluujemy, zmieniamy się i coraz więcej wymagamy od siebie i muzyki, którą robimy. Zawsze lubiłam zaskakiwać nowymi projektami, teoretycznie nie w moim stylu. Sprawdzałam tym samym siebie, na ile mnie stać i jak bardzo elastycznie mogę działać wokalnie. To fajne, że ciekawe, nowe połączenia się udają i do tego podobają się odbiorcy, a my przy okazji uczymy się nowych rzeczy.

musicis.pl: Wiem, że wszystko co związane z tą płytą robicie sami. Posiadanie profesjonalnego studia i umiejętności producenckie na pewno sprawiły, że jest Wam trochę łatwiej, a może trudniej?

Kasia: Powiem jedno – dzięki Bogu za Kwazara, jego umiejętności, wyczucie, cierpliwość, pozytywną energię, która zawsze mnie nakręca na działanie, zboczenie muzyczne, które prowadzi do perfekcjonizmu i oczywiście studio, które bardzo ułatwiło nam pracę (śmiech).

Kwazar: Mówi się, że to co wiemy nas ogranicza (śmiech). Sprzęt i doświadczenie pomogły. Odległości przeszkadzały. Od początku traktowaliśmy Templer Temple nie jako pracę do wykonania, ale wspólną zajawkę. Utwory powstawały wtedy, gdy była wena i odpowiednie okoliczności. Nic na siłę. W dodatku większość materiału nagrywaliśmy przy okazji wizyt Kasi w Warszawie. To chyba było największe utrudnienie. Ostatecznie album ukazał się z prawie rocznym opóźnieniem, co ze względu na lawinowe zagęszczanie się sceny jest dla nas odczuwalne.

musicis.pl: Co masz na myśli mówiąc o lawinowym zagęszczeniu sceny? Ponarzekamy trochę?

Kwazar: Nie, dziękuję (śmiech). To długi temat…

musicis.pl: No dobra, zadam to pytanie jeszcze raz wprost. Co jeśli przyszłoby Wam oddać swoją własną płytę komuś wyznaczonemu przez wytwórnię i ukomercyjnić ją nieco?

Kwazar: Odmówiłbym. Temper Temple to kolejny etap w naszym muzycznym życiu.  Dzielimy się tym co nam w duszy gra, nie sprzedajemy produktu.  Tym bardziej, że niestety wiem, jak może wyglądać żałosny proces twórczy pań z agencji… Natomiast rozważyłbym propozycję stworzenia nowego projektu, już z konkretnymi założeniami, na konkretnych warunkach, gdyby jarający nas materiał mógł powstać w atmosferze zaufania, ze wsparciem profesjonalnego zaplecza – tak jak ma to miejsce np. w Anglii…

Kasia: Dlaczego w Anglii można tworzyć świetnie brzmiąca muzykę klubową, po trochu ambitną, po trochu komercyjna, dobrze wyważoną, na wysokim poziomie, a w Polsce nadal przeważnie wychodzi jak zwykle? A jak ktoś zrobi coś takiego, to albo pozostaje w cieniu albo szybko robi coś nowego i jest rozczarowanie. My się nie poddamy, bo odzew na album Love Strong jest niezwykle pozytywny!

musicis.pl: Właśnie ujrzał światło dzienne drugi klip – Fantasize. Co dalej?

Kasia: No dalej to już Hollywood (śmiech). Oczywiście będziemy dalej infekować, jeździć, grać, śpiewać, robić hałas gdzie tylko będą nas chcieli, a jak nie będą chcieli to ich przekonamy, że warto.

Kwazar: Ten klip to trip! Nie przestajemy grać! Chcemy zarażać ludzi tym materiałem, remixami, koncertami. Czujemy, że to wszystko ma sens i potencjał festiwalowy.

 

http://instagram.com/musicispl?utm_source=musicis.pl&utm_medium=670x100&utm_content=instagram&utm_campaign=social+media

Nie ma więcej wpisów