Na początku października do sprzedaży trafił trzeci studyjny album wrocławskiej grupy Bipolar Bears. Płyta zatytułowana ‚Aina Makua została skomponowana, nagrana i wyprodukowana podczas trzech sesji nagraniowych, z których każda trwała tydzień. Na kilka naszych pytań dotyczących najnowszego krążka, twórczości zespołu i kilku innych kwestii odpowiedział Szymon Danis. Zapraszamy do lektury wywiadu.

musicis.pl: Niedawno ukazała się Wasza trzecia płyta. Skąd pomysł na zebranie funduszy potrzebnych na jej wydanie za pośrednictwem serwisu crowdfundingowego?

Bipolar Bears: Zarówno nas, jak i naszego wydawcę (Antena Krzyku) rynek zmusza do zachowań adaptacyjnych. Jest teraz czas największych i najbardziej nagłych przemian w branży muzycznej na całym świecie, mnóstwo ludzi odważnie teoretyzuje na ten temat, tak naprawdę nic nie wiedząc i rozumiejąc tyle, co dwuletnie dziecko obserwujące burzę za oknem. A my po prostu staramy się w tym chaosie odnaleźć jako artysta tworzący muzykę niszową. Jak widać, wymaga to pomysłowości i gimnastyki.

musicis.pl: Do kogo kierujecie swoją twórczość?

Bipolar Bears: Kierujemy ją w pierwszej kolejności do siebie samych, komponując, nagrywając i produkując muzykę taką, jaką chcielibyśmy usłyszeć, potem natomiast gotowy produkt wychodzi do ludzi i, rzecz jasna, nie może się podobać wszystkim. Nasz tak zwany target to ludzie o szerokich horyzontach muzycznych, którzy nie boją się gatunkowej żonglerki i wręcz oczekują różnorodności.

musicis.pl: Wydaje mi się, że jesteście zespołem, który nie szuka na siłę popularności, a przecież w dzisiejszych czasach głównie liczy się ilość lajków na Facebooku. To coś w rodzaju buntu z Waszej strony?

Bipolar Bears: Popularność to fajna rzecz i kiedy już się jest sławnym, można – tak jak James Blake – farmazonić o tym, jak bardzo się tego nie chce i nie lubi (śmiech). Pewnie, że chcielibyśmy mieć pięćset razy większy fanbase i grać o godzinie dwudziestej pierwszej na dużych scenach europejskich festiwali, ale ponieważ każdy z nas ma już ponad trzydzieści lat i kilkanaście lat twórczości za sobą, wiemy, że nie można być niewolnikiem dążenia do popularności. Cieszymy się tym, co mamy, nie pakujemy się tam, gdzie nas nie chcą i staramy się za bardzo nie starać, bo to jest sprzeczne z byciem artystą.

musicis.pl: Trudno Was jednoznacznie zaszufladkować, przez co – przynajmniej mnie – bardzo intrygujecie. To celowe? 

Bipolar Bears: Przy pierwszej płycie nie było, teraz jest. Trzecia płyta jest eklektyczna z założenia i dołożyliśmy starań, żeby była przemyślana i spójna, pomimo bezustannych zwrotów akcji.

musicis.pl: Muzyczny eklektyzm to wynik Waszych inspiracji muzycznych? 

Bipolar Bears: Chyba tak. Każdy z nas słucha szerokiego spektrum muzyki, a wśród ulubionych artystów ma osoby, które w obrębie własnej twórczości są bezgranicznie różnorodne, takie jak Björk, David Bowie, Mike Patton czy Aphex Twin. Nasza różnorodność to prawdopodobnie cecha, która skreśla Bipolar Bears dla wielu ludzi, którzy wszak w większości jarają się muzą gatunkową, ale nic na to nie poradzimy. Kiedy miałem dwanaście lat, usłyszałem Faith No More i nic już od tamtej chwili nie było takie samo.

musicis.pl: Czym jest tytułowa ‚Aina Makua?

Bipolar Bears: Wszyscy mnie o to pytają, mając nieograniczony dostęp do informacji. Przy tej płycie postanowiłem, dla odmiany, niczego nie tłumaczyć, żeby nie zabierać słuchaczowi frajdy z ogarnięcia tematu we własnym zakresie. Kombinacja słownika, tytułowego utworu, tytułu płyty oraz okładki powinna wszystko klarownie i jak na dłoni wyjaśnić każdemu, kogo jeszcze ciekawi treść w muzyce.

musicis.pl: Cały krążek jest bardzo różnorodny. Nie baliście się, że słuchacze zarzucą Wam zbytnią chaotyczność i brak jakiejkolwiek spójności?

Bipolar Bears: Nie, bo jeśli ktoś by nam zarzucił dokładnie to, co wymieniłaś, natychmiast zacząłby się jawić w naszych oczach jako ktoś, kto nie jest autorytetem, bo albo czegoś sobie nie przemyślał i ma merytoryczne braki, albo pochodzi z równoległego wszechświata, gdzie wszystko jest uporządkowane i kreatywność jest dewiacją. Wiesz, jasne, że zrobienie płyty eklektycznej i spójnej zarazem jest bardzo trudne. Wystarczy spojrzeć na naszą pierwszą płytę, gdzie nam to nie wyszło do końca, by móc docenić to, że na drugiej i trzeciej było to już świadome i zaplanowane. Nie należy mylić spójności z gatunkowością, a zdarza się to niestety wielu fanom muzyki.

musicis.pl: Co łączy Bipolar Bears i Generała? Lubicie takie wyzwania?

Bipolar Bears: Generał to film Bustera Keatona, do którego napisaliśmy muzykę i dwukrotnie do tej pory zagraliśmy ją na żywo. Dwa utwory z tej ścieżki dźwiękowej znalazły się na płycie. Tak, wyzwaniem było to dla nas sporym, wysiłkiem jeszcze większym, a ostatecznie dało nam dużo satysfakcji. Wybacz, proszę, zdawkową odpowiedź, ale odpowiadam na to pytanie od trzydziestu sześciu lat, napisałem też książkę Misie, Generał i ja, która została przełożona na siedemnaście języków, w tym na staro-marsjański i dlatego czuję, że internet lepiej odpowie na to pytanie niż ja (śmiech).

musicis.pl: Dlaczego Bipolar Bears? Skąd pomysł na taką nazwę?

Bipolar Bears: Nazwa pochodzi z połączenia wyrażeń polar bear oraz bipolar disorder i, jak się okazało wkrótce po jej wymyśleniu, wcale nie jest tak błyskotliwa, jak się wydawało Kubusiowi i mnie.

musicis.pl: Jak teraz potoczą się losy zespołu? Gdzie widzicie siebie za kilka lat?

Bipolar Bears: To zależy tylko i wyłącznie od nas samych i od tego, jak ego każdego z nas będzie klasyfikowało Bipolar Bears i oceniało jego wartość w życiu każdego Misia z osobna. Jesteśmy zespołem w pełni niezależnym, mamy tyle wolności, że aż nie wiemy, co z nią zrobić i czas pokaże, czy będzie to dla nas błogosławieństwem czy klątwą. A tak poza tym, jak twierdzi Cheyenne, bohater genialnego filmu This Must Be the Place, który ostatnio obejrzałem: zupełnie nieświadomie przechodzimy z wieku, w którym mówimy „moje życie będzie tym i tamtym” do wieku, w którym mówimy „takie jest życie”, a każdy z Misiów jest już zdecydowanie na tym drugim etapie, więc zobaczymy.

Nie ma więcej wpisów