Osiedla kończy ekspresyjna solówka saksofonowa, której przeraźliwy sentymentalny wydźwięk pojawia się również w utworze Nigdy. Oba mają też zupełnie inne podobieństwo, odnoszą się bowiem swą formą do trip hopu. Motoryczny bas tego pierwszego prowadzi przez niespokojne przestrzenie wczesnych prac Hooverphonic, muzyczna klamra zamyka się mrokiem Portishead. Ale ta elektronika, która podsyca bas nie zawsze bywa tak surowa.

Pewną dozę depresyjnych stanów, jaką niesie ze sobą ciężkość Backseat Stories rozładowują kolejne składniki. Nieustępliwy bit i elektroniczny stukot Some of This Was, także swoim tempem, przypomina pierwsze singlowe poczynania The Naked and Famous. Choć, jak można się było domyślić, operowanie ciszą jaką stosuje zespół, także i tu dało swój upust. A kolejne fazy utworu, zamiast być wstępem do refrenowego wybuchu, traktują raczej chłodnym spokojem.

Ale być może zamierzenie to jest słuszne, bo sam wokal Joanny Piwowar-Antosiewicz daleki jest od krzykliwego głosu nowozelandzkiej artystki. Energia, którą można by spożytkować na ekspresyjne wyrażanie siebie, zastępowana jest zwiewnością niejednokrotnie jakby zduszonego wokalu, który choć wzbogaca o ciepło brzmienia, powinien być bardziej słyszalny, znaczący. Nie rozmywa się na szczęście w tle kompozycji.

A te, oscylując gdzieś w szlachetnych określeniach alternatywnego rocka czy indie-elektronicznych pejzaży (choć głównie można je zaliczyć do kategorii tulących do snu) potrafią przebudzić, niespodziewanie pochwycić. Jedni powiedzą, że niestety tylko w nielicznych momentach, takich jak podczas nagłego poruszenia w Virginii, dla innych podobne dźwiękowe eskapady będą dawką wystarczającą, nie zaburzającą struktury albumu.

Ale nie byłbym sobą, gdybym nieco nie ponarzekał na zbyt mały wkład gościnne uczestniczących tu Pawła Odorowicza i Michała Sosny, którzy dostarczyli dźwięków altówki, klarnetu i saksofonu. Różnorodność nawet najmniejszych partii dźwięków, gam instrumentów, komputerowych udziwnień mogłaby naprawdę wnieść sporo do i tak ciekawie uplecionej i przemyślanej aranżacyjnie historii. Lecz nawet bez przesadnych dodatków, sam powrót zespołu, który udał się na znaczny odpoczynek po wydaniu swojej debiutanckiej płyty, sprawia przyjemność.

Nie ma więcej wpisów