Rok 2013 jest dla fanów drum & bassu wyjątkowo tłusty. Efekty swoich zmagań wydali zarówno twórcy ze zbudowaną marką, czyli Sub Focus, Camo & Krooked oraz Chase & Status, jak i albumowi debiutanci w postaci grup Loadstar i Neosignal, z samotnym Markiem Wilkinsonem na dokładkę, a to tylko ci pierwsi z brzegu. Ostatni z tego natłoku od początku wskazywany był jako producent rozdający tegoroczne karty, nie tylko w UK, z którego pochodzi. Na poważnie swoją przygodę rozpoczął dwa lata temu od publikacji tracku Hypnosis na składance Hospital Records, jednego z najpoważniejszych graczy trudniących się szybkim tempem i synkopowaną linią perkusyjną, by zaraz potem zostać przygarniętym przez konkurencję, samego Andy’ego C i jego RAM Records. Zapuścił w nim korzenie ciepło przyjętymi winylami, szykując większe wydawnictwo, będące próbą walki z cechą charakterystyczną najpopularniejszych drum & bassowych płyt ostatnich lat – wywołującym irytację fanów zatrzęsieniem eksplorowanych gatunków, z samym d’n’b w charakterze bonusu śladowej ilości. Światło dnia ujrzało właśnie wilkinsonowe lekarstwo na ten problem, które przyciągnie nawet miłośników laserów, mimo że tytuł na pudełku zapowiada ich brak.

Celem było stworzenie zwartego krążka, nie będącego kompilacją przypadkowych utworów. Na tym polu odniesiono częściowy sukces – nie jest to dzieło koncepcyjne, ale całościowo wpisuje się w ramy lekkiego, niezależnego, choć odpływającego zauważalnie w ramiona mainstreamu, materiału. Mark, zauważony przez ogół dzięki singlom, jest zainspirowany nieskomplikowanym popem, mimo to nie próbuje bezczelnie zaszczepiać w swoich pomysłach łatwizny zapewniającej wysokie miejsca na listach przebojów. Zamiast tego, sięga w przeszłość światka undergroundowego i paradoksalnie wprowadza powiew świeżości w zapędzającej się w kąt muzyce największych rozgłośni, przemycając zapominane powoli motywy jungle czy jump-up.

Odbiorcy, którzy poznali wcześniej twórczość Brytyjczyka, rozpoczynając odsłuch Lazers Not Included, przez pierwsze cztery kompozycje poczują się jak w domu. Drumstepowo-grime’owy Heartbeat wzbogacony o rymy P Moneya i wokal Arlissy, liquid funkowy Afterglow z udziałem Becky Hill oraz celujące w stylistykę miejskiego d’n’b Need To Know (feat. Iman) i Take You Higher wypuszczono, razem z umieszczoną pod dziesiątką przyjemną ściągą stylu Camo & Krooked zatytułowaną Tonight, jako zajawki godnie zapowiadające mieszankę, której miały być częścią i przygotowujące na przekrój przez garść popularnych obecnie gatunków, spiętych, ku zadowoleniu fanów, drum & bassową klamrą. Zgodnie z tym, oprócz ‚typowych’ tracków, takich jak podszyty potężnym basem Redemption i nostalgiczny Sleepless, na CD wypalony został też glitch-popowy Heatvawe, clownstepowy połamaniec – Like It Hard czy dubstepowy Need You, któremu na szczęście bliżej do umiarkowanie wobblowych wizji duetu Tantrum Desire, niż morderczych wałków brostepowych. Jest eklektycznie, ale w granicach zdrowego rozsądku, zakrojonego do możliwości upchnięcia wszystkiego w trzynaście utworów, wliczając bonusowy, upliftingowy, choć na dłuższą metę bezpłciowy Half Light. Debiut miał być produktem porywającym, lecz nie rozrywającym bębenków swoim ciężarem i, pomijając zamykające powinięcie nogi, taki też przez większość czasu jest.

Lazers Not Included nie będzie albumem wspominanym latami jak Timeless Goldiego (wygląda na to, że proroczo nazwane), jednak skończył jako z ciekawszych propozycji drum & bassowych roku 2013. Wilkinson umiejętnie połączył wierność gatunkowi od którego zaczynał, z często zgubnymi wpływami muzyki najpopularniejszej, czyniąc swój debiut wystarczająco interesującym, by zaspokoić dotychczasowych fanów, grzecznie przedstawić się nowym słuchaczom i rozochocić obie grupy do pełnego entuzjazmu spotkania z drugą płytą, jeśli ta kiedyś powstanie.

Nie ma więcej wpisów