Kilka dni temu odbyła się piętnasta gala wręczenia NRJ Music Awards, francuskiego radia promującego rodzimą oraz zagraniczną muzykę. Na uroczystość z reguły zapraszane są gwiazdy światowego formatu, do których grona tym roku należała m.in. Katy Perry. Niestety dla gwiazdy nie wszystko poszło po jej myśli.

Miało być tak pięknie – obcisła sukienka, trochę tańcowania i playback, który miał zapewnić idealny występ. Jednak organizatorzy skompromitowali Perry, włączając zbyt szybko utwór z playbacku, aby jej samej dać posłuch na kilkanaście sekund później. Efekt? Publiczność słyszy studyjne, nieskazitelne nagranie utworu Roar, a patrzy na Perry, która porusza ustami, parodiując wręcz samą siebie.

Aby tego było mało, kiedy sami organizatorzy zauważają problem, wysyłają na scenę prezentera NRJ Music Awards, aby przerwać tą nieudolną próbę synchronizacji poruszania ust do playbacku, przeprosić Perry i pozwolić jej zacząć śpiewać od początku, tłumacząc, że coś poszło nie tak. I wtedy tak naprawdę wszystko się zaczyna. Perry próbowała udowodnić wszystkim najwyraźniej, że co złego stało się przed chwilą, to nie jej wina. Ku jej nieszczęściu pierwszy scenariusz wydawał się i tak lepszy, niż słuchanie jej samej na żywo.

Jaki z tego morał? Nieważne jak wielką gwiazdą showbiznesu się jest. Ważne jak dobrze potrafi się śpiewać. A playbacku się po prostu nie używa, bo prostszego sposobu na kompromitację nie ma.

Nie ma więcej wpisów