Drake jest bez wątpienia jedną z postaci, która w ciągu ostatnich lat wypłynęła na głębokie wody amerykańskiego biznesu muzycznego. Wypłynęła w pełni świadoma swego talentu, ale nie do końca pewna reakcji fanów hip-hopu na swoją twórczość. Muzyk potrafi rapować, do tego bardzo dobrze śpiewa i w słyszalny sposób łączy te dwa elementy, tworząc płyty, których nie można nazwać produkcjami stricte hip-hopowymi. Na albumach oczywiście przeważa rap, ale jest zgrabnie wymieszany z chociażby r&b czy popem. Najnowszy krążek Drake’a nie zapowiadał w tej kwestii gatunkowej rewolucji czy zmiany upodobań artysty, tylko kontynuowanie ścieżki muzycznej, którą wyznaczyły dwa poprzednie krążki. Nothing Was The Same jest zatem godną kontynuacją Thank Me Later i Take Care.

Pierwszy singiel promujący wydawnictwo, zatytułowany Started From The Bottom, był swego rodzaju rozliczeniem dotychczasowej kariery i ważnych osiągnięć, ale i, oczywiście nie bezpośrednim, pstryczkiem w nos dla wszystkich, którzy w Drake’a nie wierzyli. Muzyk rapuje: Nigga, I was tryna get it on my own / Workin’ all night, traffic on the way home / And my uncle callin’ me like, Where ya at? / I gave you the keys told ya bring it right back / Nigga, I just think it’s funny how it goes / Now I’m on the road, half a million for a show and we… Pomijając treść numeru, warto zauważyć jedną z wielu aranżacyjnych zalet Drake’a. Potrafi on zrobić prawdziwy użytek z minimalistycznego bitu. Utwór wyprodukowany przez Mike’a Zombie i Noah 40 Shebiba jest produkcją idealnie trafiającą w styl Drake’a.

Siłą nowego krążka, uwzględniając oczywiście wspomniany kawałek, jest przede wszystkim konsekwencja w działaniu. Jest tutaj co prawda trochę mniej śpiewu niż na poprzednim krążku, ale słychać kontynuację zawartych na nim koncepcji. Podobnie, jak na Take Care, nad większością podkładów pracował wspomniany Noah 40 Shebib. Producent korzysta z dźwiękowych udogodnień dosyć oszczędnie, pozostawiając pole do popisu dla Drake’a. I słusznie, bo właśnie takie, często cloud rapowe, kompozycje idealnie współgrają zarówno ze śpiewem, jak i rapem Drake’a. Kompozycyjny minimalizm wydaje się być muzyczną niszą Drake’a, który i rapem, i wokalną fantazją potrafi zahipnotyzować słuchacza. Pozostali producenci (m.in. Boi-1da, Nineteen85, Jake One, Hudson Mohawke czy Detail) dorzucili od siebie równie klimatyczne produkcje bądź ich elementy, nie burząc na szczęście klimatu całej płyty. Gościnnych występów na Nothing Was The Same jest jak na lekarstwo. Jest to świetnym rozwiązaniem, w przeciwieństwie do lekkiego natłoku gości na poprzednim albumie. Pomijając kolaborację z Jayem Z – Pound Cake / Paris Morton Music 2, warto zwrócić uwagę na utwór z Majid Jordan – Hold On, We’re Going Home. Najbardziej popowy kawałek płyty spokojnie wygrywa w starciu z wieloma numerami popowych wyjadaczy amerykańskiej sceny ostatnich lat. Tego rodzaju akcenty muzyczne pokazują, że Drake nie jest zamknięty w rapowej konserwie, ale sam sukcesywnie wyznacza swoją muzyczną drogę, która, póki co, nie ma zbyt wielu naśladowców.

Drake, pomimo braku uderzającej innowacyjności lirycznej, jest w dalszym ciągu szczerym tekściarzem, którego duma, bezczelność i pewność siebie są jego znakami rozpoznawczymi. Nawija o własnej pozycji i osiągniętym sukcesie, o kobietach czy rodzinie, będąc przy tym czasem wrażliwym i sentymentalnym, a czasem wulgarnym i bezkompromisowym, Są kawałki, w których muzyk pozwala sobie na chwilę refleksji, zadumy, ale i te, gdzie przeważa dosadność przekazu.

Nothing Was The Same to bardzo dobry krążek Drake’a, zgrabnie kontynuujący jego artystyczną drogę obraną wcześniej. Tym albumem artysta udowodnił (przyznam, że w tym również mi), że należy się z nim liczyć w rapowym świecie. Myślałem, że tym razem na płycie będzie dużo bangerów, które w pewien sposób zniszczą artystyczny intelektualizm postaci Drake’a, ale stało się zupełnie inaczej. W czasach, w których rządzi mniej lub bardziej słyszalny rapowy monumentalizm, Drake postawił na muzyczny minimalizm i kontynuację niepowtarzalnego stylu. I na szczęście się to opłaciło.

Nie ma więcej wpisów