Już myślałam, że odgrzebujemy taneczny hit (What Is Love), by usłyszeć go w jeszcze bardziej klubowym wydaniu, a tu nagle dostajemy nostalgiczną pieśń, którą redakcyjny kolega nazwał powłóczystym coverem śpiewanym przez znudzoną samicę leniwca.

No cóż, zwał jak zwał. Mnie moja kobieca słabość do bardzo ckliwych melodii nie pozwala przy coverze Haddawaya przejść obojętnie. A w te ostatnie godziny starego roku wcale nie muszę tuptać nóżką, mogę posiedzieć z chusteczką, by w prawdziwie depresyjnym nastroju pożegnać mijające, i po tym swoistym katharsis rozpocząć nowe, 12 miesięcy.

Co do samych Tears & Marble. Duet ten tworzą: on z zadziornymi tatuażami i ona o urodzie podobnej do samej Angeliny Jolie. Oboje mają słabość do lat 80., a w nowym roku ponoć chcą ową słabość przekuć na własny sukces i wydać pierwszą EP-kę. Nie wiem, jak wy, ale ja trzymam kciuki.

Nie ma więcej wpisów