Ukrywanie swojej tożsamości jest oczywistym zabiegiem promocyjnym mającym na celu zdobycie rozgłosu, aczkolwiek nie jest to czynnik, który przyciągnął mnie do Bokki i zadecydował o przesłuchaniu płyty. Zaintrygował mnie singiel – Town of Strangers, kawałek nagrany na tablecie, przy pomocy obiektów codziennego użytku takich jak np. do połowy wypełnione butelki z wodą. Mimo tak prostego pomysłu na zarejestrowanie piosenki ma ona głębię w warstwie muzycznej i gęstą, pełną tajemniczości atmosferę potęgowaną przez tekst głoszący nadchodzącą apokalipsę (sleepy dogs noone heard them bark, broken chains in the midst of the past, dawn is coming to my town of strangers).

Na debiucie tego tajemniczego tria można doszukać się wielu inspiracji, jedną z nich jest skandynawska elektronika, która od kilku lat dyktuje światowe trendy, ale nie tylko, w Reason słychać echa syntezatorów a’la Metronomy, a dramatyczne Places I’ve Never Been To pobrzmiewa echem trip hopu. Jednak te kawałki to jest coś co odkrywa się dopiero przy kolejnych przesłuchaniach, na początku oprócz wspomnianego Town of Strangers uwagę zwracają dynamiczne i przebojowe K & B, a także Strange Spaces. O ich chwytliwości decyduje przede wszystkim szybki beat, jaskrawe, szalejące syntezatory oraz wokal, który tutaj bardziej niż gdziekolwiek indziej przypomina Karin Dreijer Andersson. O ile K & B jest dosyć prostym kawałkiem to ten drugi zaskakuje częstymi zwrotami akcji i końcówką, która brzmi jak pojedynek gitary oraz dźwięków wygenerowanych przez syntezator.

Jeśli chodzi o łatwo wpadające w ucho kawałki to należy do nich też jeden z moich ulubieńców, łagodny, nieco senny, nie tylko ze względu na tekst Violet Mountain Tops. Jeśli doszukiwać się tu artystów mogących służyć jako inspiracja do stworzenia tej właśnie piosenki to pewnie byłaby to mieszanka wrażliwości Lykke Li i zadziorności Goldfrapp z ich electro – popowego okresu.

Pomiędzy energicznymi, tanecznymi utworami, które stanowią esencję albumu znajdują się dwa krótkie przerywniki: So Empty oraz So Dreamy eksponujące rozedrgane dźwięki gitary, które w przeważającej większości piosenek zepchnięte są na drugi plan.

Kolejnym urzekającym odstępstwem od normy jest rozbrajające Meet My Shade, pełne skrywanej tajemniczości i łagodności płynącej z delikatnego głosu wokalistki, która jak się okazuje, ma wiele twarzy.

Debiut Bokki nie jest niczym nowatorskim w skali światowej, natomiast doskonale wpasowuje się we współczesne trendy w elektronice zbierając wszystko to co najlepsze i układając z tego oryginalnie prezentującą się całość. Fakt, że nie znamy ich tożsamości dodaje całej sytuacji smaczku, ale i bez tajemnicy płyta narobiłaby sporo szumu. Album jest także kolejnym chlubnym przykładem na to, że 2013 rok był wyjątkowy dla polskiej fonografii, granice pomiędzy rodzimą muzyką a zagraniczną coraz bardziej się zacierają, w związku z czym moje podsumowanie roku już nie potrzebuje podziału Polska – świat.

Nie ma więcej wpisów