Z poznańskim trio The Ploy umówiłam się w wyjątkowym miejscu. Wyjątkowym z jednego prostego powodu – jeszcze nigdy na wywiad nie zostałam zaproszona do mieszkania jednego z muzyków. Z dość sporymi problemami wywołanymi przez naszą cudowną aurę za oknami, z drobnym czasowym poślizgiem udało mi się dotrzeć, a warto było! Panowie powoli szykują się do wydania drugiego długogrającego albumu i z tejże okazji ukazał się ich pierwszy w historii klip do nowego singla pt. Use The Gun. Jeżeli jesteście ciekawi, kiedy możemy spodziewać się płyty, jakie jeszcze pomysły na kolejne teledyski siedzą w głowach chłopaków oraz jak wyglądają ich osobiste muzyczne podsumowania ubiegłego roku, koniecznie przeczytajcie ten wywiad!

musicis.pl: Ostatnio rozmawialiśmy w grudniu 2012 roku, co się od tego czasu zmieniło w The Ploy?

Stefan: Zmieniło się trochę nasze podejście. Pamiętam, że jak gadaliśmy ostatnio to mieliśmy takie straszne parcie, żeby już, teraz, zaraz wszystko zrobić. Mam na myśli zakończenie nagrywania i wydanie płyty. Wiem, że na koniec wywiadu padła deklaracja, że krążek ukaże się w 2013 roku, a nadal go nie ma – będzie w marcu lub w kwietniu. Nauka z tego płynie taka, i ja się z tego bardzo cieszę, że z niczym się nie spieszymy. Patrzę na to w ten sposób, że był to rok na zebranie doświadczeń, zagraliśmy mnóstwo koncertów – najwięcej dotychczas jeżeli patrzeć na to w skali roku. Ten rok sprawił też, że dołożyliśmy kilka nowych utworów, które już są nagrane, z których jesteśmy zadowoleni i które na pewno znajdą się na nowej płycie.

Andrzej: Zauważyłem, że powróciliśmy do czegoś co robiliśmy na samym początku. Pierwsza płyta była nagrana tak zupełnie samodzielnie, potem mieliśmy jeden epizod ze studiem, taki na hurra trochę, później nagrywaliśmy jeszcze w innym miejscu i za każdym razem nam czegoś brakowało, coś tam nie wychodziło i nie wiem czy świadomie czy nie, ale teraz wróciliśmy do nagrywania wszystkiego samodzielnie. To jest na tyle dobre, że zawsze możemy spotkać się, coś dograć, poprawić. Chyba nie ma złych stron takiego działania.

Stefan: Doświadczenia studyjne i te wszystkie chałupnicze sprawy sprawiły, że doszedłem do wniosku, że ja generalnie nie lubię samego procesu nagrywania. W studiu jak nie masz pieniędzy tak jak my, żeby usiąść tam na miesiąc czy chociaż na jeden – dwa tygodnie, to lepiej to wszystko nagrywać samemu. Z drugiej strony kiedy nagrywasz samodzielnie to masz tyle czasu i tyle możliwości, że się pierdolisz z tym dwa razy dłużej. Dbasz o każdy szczegół na tyle mocno, że sam się na tym złapałem, że tydzień temu zacząłem nagrywać ścieżki do utworu, który skończyłem nagrywać rok temu – to jest idiotyzm skończony, ale teraz wydaje mi się to konieczne, a pewnie jak to przeanalizuje, a sama piosenka znajdzie się na płycie to dojdę do tego, że było to zbyteczne.

musicis.pl: Czyli z nową płytą będzie tak jak z tą z 2010 roku, że wydacie ją ponownie własnym sumptem?

Andrzej: Możliwe. Większość nagrywamy sami, Bartek (Bartosz Szczęsny – przyp. red.) wszystko miksuje, a czy wydamy własnym sumptem to się okaże. Wyznaczyliśmy sobie deadline i jeżeli do któregoś tam lutego nie uda nam się znaleźć wytwórni, wydamy płytę samodzielnie.

Stefan: Dokładnie tak, nadal staramy się jeszcze znaleźć wytwórnię, ale mamy już skompletowany materiał i obawiam się, że jeżeli faktycznie znajdzie się ktoś nim zainteresowany, to nie zdoła tego wydać do marca czy do kwietnia, a nie ukrywam, że w tym momencie zależy nam na czasie. Tak naprawdę w ciągu czterech lat pojawiła się tylko jedna płyta z ośmioma utworami, która powstała tylko po to, żeby móc ją wysyłać do klubów, grać koncerty i pokazać, że działamy.

musicis.pl: Generalnie, już pomijając fakt, że sam proces twórczy musi trwać, to długo każecie na siebie czekać. Ostatnie pełne wydawnictwo to był właśnie wspominany już 2010 rok, to są cztery lata – jakby na to nie patrzeć.

Andrzej: Bo z nami jest tak, że chcemy zrobić płytę, którą nam się będzie w 100% chciało grać.

Stefan: Gdybyśmy byli słowni, to ta płyta, która się niebawem ukaże, byłaby naszym trzecim krążkiem. Miedzy 2010 a 2014 rokiem podejrzewam, że zrobiliśmy koło 20 kawałków, a nasza playlista koncertowa niezmiennie zawiera 11 utworów. To z jednej strony jest nasz błąd, że tak strasznie się z tym cackamy i przez trzy lata nie wydaliśmy nic większego. W tym czasie skomponowaliśmy sporo utworów, które drogą selekcji wypadły i żadnego z nich nie gramy.

Andrzej: Wyszłoby wtedy tak, że nagralibyśmy płytę, z której połowy utworów nie gralibyśmy na koncertach, a nam zupełnie nie o to w tworzeniu muzyki chodzi.

musicis.pl: Jednak pojawił się teraz nowy singiel Use The Gun i naprawdę ta piosenka jest świetna. Sami podkreślaliście przy naszej ostatniej rozmowie, że macie tendencję do pisania bardziej utworów niż piosenek. Jeszcze Iwo tak bardzo podkreślał, że chciałby aby przyszłe utwory były przebojowe, wpadające w ucho i w tym przypadku wyszło Wam to w stu procentach.

Stefan: 2 września 2013 roku – wtedy powstała finalnie ta piosenka. Sam zarys kawałka powstał na początku 2013 roku i strasznie się z nim męczyliśmy. Co próbę usiłowaliśmy coś z nim zrobić, ale ciągle niewiele nam wychodziło i po prostu nie chciało to drgnąć. Okres wakacyjny zawsze jest taki, że nie spotykamy się zbyt często, więc kiedy zobaczyliśmy się na próbie po wakacjach – tak naprawdę pierwszy raz od dłuższego czasu – weszliśmy do naszej salki żeby przegrać materiał przed koncertami. Na koniec zaczęliśmy grać właśnie Use The Gun i w dużej mierze po tym, jak udało się zresetować głowy i spojrzeć na ten kawałek na nowo, pozwoliło nam to osiągnąć to, co słychać teraz. Jest to przedostatnia piosenka, która weszła na płytę

Andrzej: W grudniu, na potrzeby teledysku nagrywaliśmy całość na setkę, ale wersja płytowa będzie brzmiała nieco inaczej i będzie dłuższa. Taka już naprawdę ostateczna wersja utworu pewnie zarysuje się w studiu u Bartka, bo mamy wszyscy tendencje do kombinowania. Trochę się może jeszcze pozmieniać.

musicis.pl: Osobiście chciałabym, żeby Wasza cała płyta tak brzmiała, bo kawałek jest mega nośny. Pamiętam moment, w którym usłyszałam go po raz pierwszy, na koncercie w Teatrze Łejery w Poznaniu, graliście go wtedy po raz pierwszy?

Stefan: Po raz drugi. Pierwszy raz zagraliśmy go w Pod Pretekstem, na koncercie z Terrific Sunday.

Andrzej: Kilku naszym znajomym go puszczaliśmy i faktycznie mówili, ze główny motyw ciągle chodzi im po głowie.

Stefan: To jest nasze Midnight City (śmiech). Ale co do brzmienia płyty – to nie jest tak, że to co znajdzie się na płycie to są utwory, które skomponowaliśmy tylko w 2013 roku. Mimo, że był ten naturalny przesiew to kawałki, które trafią na płytę, to jest przekrój i swoiste podsumowanie tego co robiliśmy do tej pory.

musicis.pl: Poprzedni singiel nagrywał i produkował dla Was wspomniany już wcześniej Bartek Szczęsny, z tym singlem jest podobnie. Czy to znaczy, że będzie on odpowiedzialny za brzmienie całej płyty?

Andrzej: Część rzeczy jest nagrana w Vintage Records – tak jak nasz najnowszy teledysk i jeden z utworów jest tam zmiksowany, resztę nagrywaliśmy sami i miksować będzie je Bartek.

Stefan: Kiedy postanowiliśmy, że bierzemy się w kupę i wydajemy płytę to padło pytanie o to, kto to zmiksuje i kto będzie producentem. Ja i Iwo nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że ma to być Bartek, ale Andrzej miał jakieś tam opory – wcale nie bezpodstawne. Rzeczy znane z jego twórczości są bardzo elektroniczne i estetyka muzyki, którą my robimy nie pokrywa się w 100 procentach z rzeczami, w których siedzi Bartek. Natomiast podjęliśmy takie ryzyko, daliśmy Bartkowi ścieżki i postanowiliśmy zobaczyć jak się sprawdzi z materiałem z żywą perkusją, gitarami… Okazało się, że Bartek nas oczarował i pokazał, że jego umiejętności są totalne. Mieszkamy też dość blisko siebie, więc zawsze możemy zadzwonić, wpaść do niego i podyskutować o tych utworach – już rok temu to mówiłem, ale koleś po prostu zna się na swojej robocie.

musicis.pl: Andrzej już wspomniał o teledysku – to pierwszy klip w Waszej karierze. Dlaczego zespół The Ploy istniejący od 2009 roku swój pierwszy teledysk wydaje w 2014 roku?

Andrzej: A widujesz czasem teledyski takich początkujących zespołów? Ja bym niektórych raczej nie nazywał teledyskami (śmiech).

Stefan: Sytuacja wygląda tak, że u nas jest bardzo ciężko z podejmowaniem decyzji. Tak samo jest z logo zespołu, z okładkami, koszulkami, torbami, przypinkami, naklejkami, skarpetkami, stringami i dresami. Dokładnie to samo było z teledyskiem. Pomysłów na klip w ciągu tych lat była nieskończona ilość. Choćby ulubiony pomysł Andrzeja, który przewija się od czterech czy nawet pięciu lat jest taki, że musi być taki teledysk pokazujący jak jedziemy na koncert.

Andrzej: Dokładnie – pakujemy się, robimy śmieszne miny do kamery, jedziemy autostradą, mobilizujemy się przed koncertem… Widać jak pot z nas leci, jak jesteśmy zmęczeni…

Stefan: Jak musimy się motywować, żeby zagrać koncert z przytupem dla pięciu osób w Koszalinie (śmiech). A tak naprawdę, to udało nam się dogadać z Red Bullem, który był organizatorem małej sceny na festiwalu w Jarocinie. Red Bull ma świetną ekipę filmową. Z kolei przy okazji nagrywania w Vintage Records padła propozycja od właściciela studia – Szymona Swobody – żeby zagrać u niego koncert, który zostanie nagrany. Bardzo elitarny dla małej grupy osób. Pomyśleliśmy, że fajnie byłoby mieć z tego jakieś wideo, więc zapytaliśmy się ekipie z Red Bulla – bo mamy z nimi ciągły kontakt i myślę, że się lubimy – czy nie przyjechaliby tego nakręcić. Oni się zgodzili, w międzyczasie zmieniła się nieco koncepcja, ale w taki mniej więcej sposób powstał ten teledysk. Tydzień przed zdjęciami zaczęliśmy wymyślać scenariusz. Studio mieści się w lesie więc chcieliśmy aby sceny naszego grania były przeplatane z leśną fabułą. W końcu nasze pomysły osiągnęły tak monstrualne rozmiary – a to wszystko przez to, że mamy jakieś 700 pomysłów na minutę – że zrezygnowaliśmy z niej zupełnie. A miały być tancerki, słonie i nie wiadomo co jeszcze (śmiech).

Andrzej: Nawet w dniu, w którym kręciliśmy, w ostatniej chwili, musiałem jechać do Swarzędza, ponad 60 km po dodatkowe materiały potrzebne do scenografii. Ostatecznie z efektu jesteśmy bardzo zadowoleni i teraz zastanawiamy nad tym, jak przerobić tę instalację na wersję koncertową.

Stefan: Wydaje mi się, że mało kapel myśli o scenografii podczas koncertów. Od zawsze uważałem, że fajne jest to, żeby przenieść swój klimat do różnych miast – jedziesz gdzieś i masz swój spójny element właśnie w postaci scenografii – wydaje mi się, że w Polsce nikt czegoś takiego nie robi.

musicis.pl: Czyli mamy singiel, będzie płyta, więc idąc dalej – macie już jakieś plany koncertowe? Będą wakacje, zaczną się festiwale – to świetna okazja do promocji.

Andrzej: Między innymi dlatego spieszymy się z płytą. Chcemy żeby ktoś nas zauważył i może wziął właśnie na festiwal, póki co chyba nie mamy wystarczającej siły przebicia. Na pewno będziemy grali koncerty jak tylko Iwo wróci (Iwo – wokalista zespołu od grudnia pracuje jako wolontariusz na Madagaskarze – przyp. red.), ale to będę tylko dwa tygodnie, potem sezon klubowy już się raczej kończy.

Stefan: Liczymy na to, nie ukrywam. Równo z płytą możliwe, że ukaże się drugi teledysk – nawet mamy już scenariusz, ale na razie nie będziemy zdradzać szczegółów.

Andrzej: Módlmy się o śnieg.

musicis.pl: Jeżeli chodzi o koncerty, to interesuje mnie jedna rzecz – próbowałam wrócić pamięcią do wszystkich waszych koncertów, jakie miałam okazję zobaczyć i nie mogę sobie przypomnieć czy kiedykolwiek wykonywaliście jakiś cover?

Stefan: Covery graliśmy na koncercie we Wschowie.

musicis.pl: Czyli jednak od nich nie uciekacie?

Stefan: Uciekamy. To był nas pierwszy koncert poza Poznaniem. Kilka miesięcy po wrzuceniu materiału z naszej płyty na My Space’a znalazł się taki szaleniec, który napisał do nas coś w stylu: Przesłuchałem Wasze piosenki, to jest absolutnie zajebiste, robię koncerty w takim i takim mieście, w takim i takim klubie. Jak początkujący zespół dostaje taką propozycję to długo się nie zastanawia. Spakowaliśmy sprzęt do trzech samochodów i pojechaliśmy. Miejsce było przedziwne.

Andrzej: Jeszcze nam nie przeszkadzało wtedy, że nie ma pełnego nagłośnienia (śmiech).

Stefan: Wszystko wyglądało na miejscu tak, że po środku pola stała buda, która wyglądała jak knajpa dla kierowców, weszliśmy i okazało się, że obsługa jest tam fenomenalna. Niczego nie brakowało, po koncercie o pierwszej, czy drugiej w nocy koleś zabrał nas na pierogi. Podczas samego koncertu zagraliśmy siedem czy osiem utworów, którymi dysponowaliśmy, ale zebranym tam ludziom to nie wystarczyło, prosili o więcej. Więc najpierw coś powtórzyliśmy, jednak im wciąż było mało. W końcu zdecydowaliśmy się na cover i zagraliśmy utwory, które wspólnie graliśmy na próbach jak się poznaliśmy – wleciało wtedy Gorillaz, Radiohead Karma Police. To był jedyny raz kiedy zagraliśmy covery dla kogoś więcej niż tylko dla nas w salce.

musicis.pl: Styczeń to ciągle czas podsumowań, więc czy macie może jakieś swoje strzały zeszłoroczne – najlepsze płyty, kawałki, coś co według Was zasługuje na wyróżnienie?

Stefan: Chyba muszę to sprawdzić dokładnie, ale wydaje mi się, ze to właśnie w zeszłym roku ukazała się płyta The National Trouble Will Find Me. Znałem ich wszystkie tzw. hity, ale ta płyta mnie absolutnie pochłonęła. Nie będę oryginalny – ostatnio wkręciłem się też w Disclosure. Ze mną jest tak, że słucham tego co znam, więc jeżeli płytę wydaje zespół, którego jestem fanem, to się tym strasznie jaram. Dlatego wiem, że choć zeszłoroczne wydawnictwo Phoenix nie cieszyło się specjalnie dobrą opinią wśród krytyków, mnie podoba się bardzo. Zresztą byłem na ich koncercie w Berlinie w listopadzie – koncert trwał półtorej godziny, a ja miałem wrażenie, że minęły jakieś trzy sekundy. Oni wchodzą na scenę, rozbrzmiewają pierwsze dźwięki utworu i masz wrażenie, że są na jakimś kompletnym haju. Do kompletu dorzucam jeszcze Amok autorstwa Atoms for Peace.

Andrzej: Ja się w płytach raczej nie orientuje, bardziej zapamiętuje pojedyncze piosenki. Moim zdaniem świetną piosenką jest Get Lucky – Daft Punk albo Mirrors Timberlake’a. Poza tym ten rok był bardzo dobry dla polskiej muzyki. Nagłaśniam koncerty w poznańskiej Minodze, więc mam spory przegląd tego kto jest w jakiej formie koncertowej. Pamiętam zespół Sorry Boys, grali swoją nową płytę Volcano – piosenki nie porwały mnie jakoś szczególnie, ale koncert jako koncert był bardzo, bardzo dobry. Tak samo wspominam Pink Freud albo Coldair. Poza tym np. Fismoll, wszystkie nagrania z Otwartej Sceny – choćby Mela Koteluk, Magnifficent Muttley. Myślę, że jest coraz lepiej.

Stefan: Dobrze, że poruszyłeś temat polskiej muzyki. bo bym zapomniał. Moim zdaniem – to co Ci powiedziałem już rok temu – Ericki (Erick Shoves Them In His Pockets – przyp. red.) zajebista płyta, po prostu fenomenalna. Jeżeli miałbym wybierać polską płytę roku, to co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Nie ma więcej wpisów