Po pierwszych kilku odsłuchach Worship Nothing dotarło do mnie to, co przebija się przez tę płytę bardzo wyraźnie i równie mocno zagnieździło się w mojej głowie – bliżej nieopisany, aczkolwiek bardzo spokojny, kojący wręcz nastrój, jakim emanuje ten album. Zyskuje on u mnie tym bardziej, że wciąż jeszcze pamiętam klimat EP-ki zatytułowanej Algebra, którą Hatti Vatti wydał w zeszłym roku, a która z każdym kolejnym dubowym dźwiękiem budowała niepokojące napięcie. Nie twierdzę przy tym, że ubiegłoroczny materiał mi się nie podobał, po prostu była to zupełnie inna dawka emocji.

Nie bez powodu odwołuję się do Algebry. Chcę w ten sposób zaznaczyć istotny fakt – Piotr Kaliński w sposób godny podziwu osadza emocje w swojej muzyce, budując niepowtarzalny klimat. Minialbum z 2013 roku był spójnie mroczny, a tegoroczny album jest zdecydowanie łagodniejszy. I tak jak miało to miejsce w przypadku Algebry, również Worship Nothing cechuje się spójnością. Płytę zapowiadano zresztą jako wędrówkę składająca się w jedną spójną wizję – wizję, która jest jednocześnie rozległa, jak i głęboko intymna, z czym trudno się nie zgodzić.

Zarówno przestrzeni, jak i spokoju czy wręcz właśnie intymności nadają również wokale. Choć utwory takie jak Struggle, Black Flowers i Wonderful World chciałoby się, mimo wszystko, usłyszeć bez towarzyszącego im śpiewu, to gościnny udział Sary Brylewskiej (w Struggle), Lady Katee (w Black Flowers) czy Ciana Finna (w Wonderful World) należy uznać za trafioną i owocną współpracę. Pojawiające się głosy wymienionych artystów dodają bowiem tym około-dubstepowym dźwiękom autorstwa Hatti Vatti swoistego ciepła.

Cieszy fakt, że dzięki brytyjskiej dystrybucji ta płyta ma zasięg nie tyko polski, ale i światowy (Europa, Japonia i USA). Choć Hatti Vatti dał się już poznać poza granicami naszego kraju, tym albumem bez wątpienia umocni swoją pozycję godnego uwagi producenta. W Polsce natomiast może spodziewać się tego, że Worship Nothing znajdzie się w niejednym podsumowaniu końcoworocznym, będąc branym pod uwagę jako jeden z lepszych albumów, bo dzięki niemu polska muzyka zaczęła rok 2014 w świetnym stylu.

Nie ma więcej wpisów