Z Piotrem Madejem, znanym jako Patrick the Pan, spotykam się prawie rok od wydania pierwszego albumu. Something of an End udowadnia, że dobry materiał nie potrzebuje rzeszy specjalistów od promocji, a domowe nagrania mogą dotrzeć dziś w każdy kąt świata. Dokładnie drugiego stycznia jego salon znów staje się studiem. O efektach tej pracy będzie na pewno głośno.

musicis.pl: Od samego początku miałeś dużo szczęścia do ludzi, którzy wspierali Twoją muzykę. Wszystko się zazębiło.

Piotr Madej: No tak się ślizgam. Zastanawiające zjawisko – sam się nad tym często zastanawiam, w czym rzecz. Ale to prawda. Jakaś dobra energia mnie otacza i pomaga mi w życiu.

musicis.pl: Na to co się teraz dzieje długo czekałeś.

Piotr Madej: Tak i nie, bo racja – ja sobie po cichu o czymś takim marzyłem, ale to były marzenia z kategorii chciałbym mieć kiedyś czerwone ferrari. Raczej wątpiłem w to, że się uda je kiedykolwiek spełnić.

musicis.pl: Bierze Cię taki polski nastrój, że jak jest za dobrze, to się coś musi w końcu spieprzyć?

Piotr Madej: No kiedyś na pewno musi. Z drugiej strony, co miałoby się spieprzyć? Mogę nagrać złą drugą płytę i to wszystko zgaśnie. Wierzę jednak, że będzie dobrze – nagrywając będę musiał myśleć dokładnie tak samo jak myślałem przy pierwszej. Nie mam zamiaru robić wielkich eksperymentów. Będę się starał wiernie trzymał się tej wizji muzycznej, którą założyłem na pierwszej i myślę, że będzie ok.

musicis.pl: Czerpiesz z przeszłości. Pamiętasz pierwszych artystów, których muzyki byłeś świadomy?

Piotr Madej: To zabawne, ale chyba Oasis. Strasznie dużo słuchałem Oasis to ich stronę wybieram z odwiecznej walki Oasis vs Blur. I to ich zacząłem tak naprawdę nie tylko słuchać, ale i analizować. To nie jest nic ambitnego, ale te pierwsze płyty na mnie wpłynęły dość mocno. I rzeczywiście zacząłem zgłębiać to co oni śpiewają, jak budują utwory itp.

musicis.pl: Pytam również dlatego, że Twój tata zajmował się muzyką i w pewnym stopniu to on zaszczepił w Tobie pasje do niej.

Piotr Madej: No tak, mój tata był disc-jockeyem przez długi czas. Do dziś pamiętam jak byłem małym pyrtkiem, to już wtedy tata brał mnie do pokoju z płytami, których miał mnóstwo (do dziś zresztą je ma). Zakładał mi takie fajne słuchawki Sennheisera, które grały fenomenalne. Puszczał mi dużo Flydów. Wish You Were Here, Dark side of the Moon itp. No i tak sobie słuchałem Shine on You Crazy Diamond, czy Welcome To The Machine i to wszystko tam jest takie przestrzenne, świetnie porozkładane w panoramie. Na słuchawkach te płyty po prostu brzmią fenomenalnie! I pamiętam, że choć wtedy chodzili mi po bardziej głowie gówniani muzycy jak Gigi D’agostino czy Bomfunk MC’s to tych Floydów też równolegle słuchałem.

musicis.pl: Drugą płytę też nagrywasz u siebie w salonie?

Piotr Madej: I tak, i nie. W mojej obecnej pracy mam dostęp do lepszych mikrofonów, do lepszego sprzętu, do jakiejś wytłumionej salki. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Ale większość materiału będzie powstawać nadal w moim domu. Czuje się na siłach to zrobić. Wiadomo, że drugą płytę wypadałoby by jakościowo nagrać lepiej, ale to nie jest dla mnie priorytet. To nie jakość jest najważniejsza. Zrobię to wszystko tak jak to robiłem do tej pory, z tą różnicą, że zaproszę do nagrań moich muzyków live’owych. Chociaż Patrick the Pan jest projektem solowym, to na pewno pozwolę chłopakom, z którymi występuje nagrać niektóre partie – bardzo im ufam. Wiem, że oni wprowadzą dużo dobrego do tej muzyki.

musicis.pl: Miałeś jakieś propozycje z wytwórni?

Piotr Madej: Miałem jedną od pewnej dużej wytwórni. Ale jakoś się to rozpłynęło.

Patrick_the_Pan_foto_a

musicis.pl: Chcesz, żeby wszystko było na Twoich warunkach?

Piotr Madej: Nawet nie doszliśmy do etapu negocjacji warunków – wiem jednak, że takie dogadywanie się z wytwórnią to trochę taki festiwal kompromisów.

musicis.pl: Bo to ma być produkt…

Piotr Madej: Ma się sprzedawać, więc na niektóre rzeczy musiałbym się zgodzić, o niektóre musiałbym zawalczyć. Będzie wydawca z ciekawą propozycją – super. Nie będzie – też super – chyba sobie radzę jakoś.

musicis.pl: Wszystkim w swoim projekcie zajmujesz się sam – wysyłką płyt też?

Piotr Madej: Pewnie! Każda płyta wysłana w świat została wysłana przeze mnie – do każdego fana, do każdej redakcji, do Francji, do Niemiec, do Ameryki. Czasami mój tata mi pomaga.

musicis.pl: Jakiej formy promocji byś się nie podjął?

Piotr Madej: Na pewno nie zrobiłbym z siebie widowiska. Czerwone włosy, tatuaż na twarzy itp. Ma być głośno o mojej muzyce, nie o mnie.

musicis.pl: Wydaje mi się, że odbiorcy muzyki potrzebują takiej Twojej szczerości. Twoje domowe nagrania idą prosto z serca. Nie są gotowym produktem z wytwórni.

Piotr Madej: Myślę, że tak. Już kiedyś powiedziałem, że w wywiadach, relacjach, recenzjach, we wszystkim co dotyczy mojej osoby często pojawia się słowo autentyczność. I to jest chyba sekret. Nie kombinuję. Jestem sobą i to chyba działa.

musicis.pl: Jak myślisz, przyjdzie taki moment, że zdecydujesz się, aby ktoś z zewnątrz zajął się produkcją Twojego albumu? Masz wymarzonych producentów, z którymi chciałbyś pracować?

Piotr Madej: Tak – Nigel Godrich. A tak bardziej poważnie – to chętnie bym coś zrobił z Andrzejem Smolikiem. Z czystym sumieniem oddałbym też swój materiał Marcinowi Macukowi albo Marcinowi Borsowi.

musicis.pl: Smolik dba o każdy detal. Tworzy całe multimedialne projekty takie jak The Trip. Chcesz dążyć do takich właśnie przedstawień muzyki? To, że mógłbyś iść w tym kierunku, można było zaobserwować na Audio Visual Experience w Małopolskim Ogrodzie Sztuki.

Piotr Madej: Wydaje mi się, że każdy artysta chciałby przedstawiać swoją muzykę z takimi czarami, wizualizacjami itp tylko nie każdy ma taką możliwość. Bardzo mi się marzy, żeby kiedyś, jeśli koncertować, to tylko pod szyldem Patrick the Pan Audio Visual Experience, ale do tego jeszcze daleka droga. A po cichu Ci powiem, że powoli jesteśmy na etapie dogadywania się by zrobić druga edycję.

musicis.pl: Kiedy dokładnie?

Piotr Madej: Prawdopodobnie dokładnie rok po pierwszej edycji, czyli w sierpniu. Powtórzymy to oczywiście z nowym materiałem i wizualizacjami, inna scenografią. Tak żeby to nie była powtórka, ale druga edycja. Więc jeśli tylko dogadamy szczegóły to będzie dobrze.

musicis.pl: Czyli w dalszym ciągu będziesz rozwijać swoją twórczość współpracując z innymi artystami.

Piotr Madej: Oczywiście! Bo czemu nie.

musicis.pl: Słyszałam, że zająłeś się ostatnio tworzeniem muzyki filmowej.

Piotr Madej: To nie do końca tak. Po prostu zostałem zaproszony do współpracy z kompozytorem Bartkiem Hajdeckim

musicis.pl: On robił ostatnio muzykę do Chce się żyć!

Piotr Madej: Tak. Poprosił mnie i drugiego gitarzystę – Briana Massakę – o wymyślenie partii gitarowych do paru jego kompozycji, które być może zostaną wykorzystane w paru filmach w 2014 roku. Na chwilę obecną nic więcej jednak nie mogę powiedzieć.

musicis.pl: Kręci Cię to? Robienie tła, dopełnianie obrazu?

Piotr Madej: To było nowe doświadczenie. Było to na pewno ciekawe, ale czy to mnie kręci? Myślę, że wolałbym zrobić muzykę do spektaklu teatralnego.

musicis.pl: Pracujesz jako realizator dźwięku w jednym z krakowskich teatrów. To może być pierwszy krok.

Piotr Madej: Mało osób tam wie, czym ja się tak naprawdę zajmuje, więc będzie ciężko. Ja tam jestem takim szarym chłopczykiem, który ogarnia dźwięk.

musicis.pl: To, że żyjesz w takiej anonimowości, jest chyba bardzo komfortowe. Nie czujesz żadnej presji.

Piotr Madej: I pasuje mi to! Ja nie promuję siebie, nie jestem modelem. Promuję swoją muzykę. Na tym mi zależy. Żeby ludzie kojarzyli to co robię, a nie mnie. To jest ważne.

musicis.pl: A co powiesz o pomyśle Bokki? Ta cała otoczka z ich tajemniczością i anonimowością?

Piotr Madej: To jest fajne. Myślę, że to całkiem ciekawy zabieg. Ja trochę żałuję, że od początku tak nie zrobiłem – fajnie byłoby zostać totalnie anonimowym, występować w masce albo coś w tym stylu. Jakbym mógł coś zmienić w przeszłości, to może właśnie to.

musicis.pl: No to już w tę stronę nie pójdzie.

Piotr Madej: No nie da mi się już cofnąć takich rzeczy. Szkoda, bo taka tajemniczość jest magnetyzująca. No tak jak było z Burialem. Ciekawy jestem na ile jego anonimowość przyczyniła się do jego popularności. Lubiłem to, jak ludzie zaczęli domniemywali, kim on jest (pamiętam plotki, że to Squarepusher albo Aphex Twin), a nawet czy nie jest czasem kobietą. Szkoda, że się ujawnił.

musicis.pl: Spotykamy się tuż przed końcem roku. Twój był jakże intensywny. A co u innych zaskoczyło Cię w tym roku w Polsce?

Piotr Madej: Według mnie to był generalnie taki sobie rok, jeśli chodzi o wydawnictwa muzyczne. Hokei mi się bardzo podobał i nowa płyta Zalefa bardzo mnie zaskoczyła.

musicis.pl: A na świecie?

Piotr Madej: Field of Reeds These New Purtisians. To jest chyba najlepsza rzecz, jaką usłyszałem w 2013 roku. Julianna Barwick wydała śliczną płytę nową – Nepenthe. Super jest jeszcze Wrekmeister Harmonies – You’ve Always Meant So Much to Me. W ogóle ja ostatnio taki wybredny się zrobiłem, bo przede wszystkim kiedyś muzyki słuchałem nałogowo, a teraz słucham jej mało. Nie pamiętam, kiedy ostatnio wyszedłem ze słuchawkami z domu. Zacząłem się kolegować z ciszą. A jeśli chodzi o zaskoczenia. To nie. Nikt mnie nie zaskoczył w tym roku.

Patrick_the_Pan_foto_b

musicis.pl: Ty sam siebie trochę chyba zaskoczyłeś.

Piotr Madej: Raczej świat mnie zaskoczył. Ja wiedziałem, że kiedyś wydam płytę. Natomiast świat mnie zaskoczył, że tak ją przyjął.

musicis.pl: Co jest dla Ciebie ważniejsze – siła przekazu Twojej muzyki czy jej zasięg?

Piotr Madej: Definitywnie siła przekazu. Co mi z tego, że zagram dla 200 osób, jeśli do nikogo nie trafi moja muzyka. Wolę zagrać dla 20 osób, ale wiedząc, że chociaż dla paru z nich ten występ naprawdę coś znaczy.

musicis.pl: Czyli jednostki mobilizują Cię bardziej niż całe tłumy?

Piotr Madej: Oczywiście. To jest niebywałe jak słowa jednego człowieka potrafią ucieszyć drugiego. Podejdzie do mnie jakaś osoba po koncercie i powie, że to był dla niej jeden z najlepszych koncertów tego roku, to taka jedna osoba bardziej mnie uszczęśliwi niż setka na widowni.

musicis.pl: Która z Twoich kompozycji zbliżyła się najbardziej do Twojego ideału? Najwierniej oddała emocje, uczucia towarzyszące przy tworzeniu?

Piotr Madej: Exiles Always Come Back.

musicis.pl: Jaki jest Twój ulubiony dźwięk?

Piotr Madej: To jest bardzo, ale to bardzo trudne pytanie. Na pewno umiem zdefiniować nielubiany przeze mnie dźwięk – budzik. Kiedyś miałem taki wyjątkowo mało subtelny dźwięk budzika, że gdy mi się włączał za dnia, np. jako przypomnienie, to mi serce szybciej biło, z nerwów. Mózg podświadomie utożsamiał to ze zrywką poranną i coś złego się ze mną chwilowo działo. A ulubiony dźwięk – lubię gitarę jazzową, wibrafon. Te instrumenty działają na mnie kojąco.

musicis.pl: Muszę zapytać… kto stworzył okładkę do płyty?

Piotr Madej: To zdjęcie, które jest na okładce, moja bliska koleżanka spontanicznie wstawiła na Facebooka, gdy pojechała późną jesienią nad Bałtyk. Ja je zobaczyłem i uznałem, że ma coś w sobie. Ściągnąłem je, popatrzyłem się i dla hecy odwróciłem. I wtedy wiedziałem, że to będzie to – o kurde to jest moja okładka! Pokazałem to mojemu tacie (który teraz zajmuje się grafiką komputerową) i on poukładał już resztę do kupy, zaprojektował logo itd.

musicis.pl: Jest genialna!

Piotr Madej: To jest najprostsza okładka świata. Klasyczny przykład, że less is more. Jakbym tam nawalił ptaków, kwiatuszków, głupot, to ta okładka nie miałaby sensu. A tutaj masz morze, wodę i powietrze. I tyle. Amen. Ta okładka też jest trochę współodpowiedzialna za sukces tej płyty. Taka ciekawostka – do Francji ta płyta dotarła dlatego, że jeden z redaktorów francuskiego portalu indiepoprock.net szukał nowej muzyki na Bandcampie, kierując się okładkami. Moja go zaintrygowała, wziął, posłuchał, napisał recenzję i polecił do paru miejsc i nagle dostałem kilkanaście zamówień płyty do Francji.

musicis.pl: Na Bandcampie jest tego tyle, że chcąc nie chcąc, badasz muzykę wzrokowo, po okładce.

Piotr Madej: Oczywiście, coś Cię musi zaczepić. Okładka jest piekielnie ważną rzeczą.

musicis.pl: W sieci zamieściłeś fragment koncertu Audio Visual Experience, a właściwie jeden utwór – Lunatique. Czy można go traktować jako zapowiedź nowej płyty?

Piotr Madej: No trochę tak, ale tylko trochę. Nie jest tak, że ta nowa płyta będzie rockowa i nie wiadomo, jak tam będę wydzierać gębę. Absolutnie. Chcę jednak na drugiej płycie pokazać, że jestem kimś więcej niż smutnym chłopcem od smutnych piosenek, bo trochę tak zostałem zaklasyfikowany. Wiadomo – melancholia zawsze będzie u mnie trochę wpleciona w pięciolinię, lecz zależy mi, aby pokazać, że mam coś więcej do zaoferowania niż smutne balladki z gitarą akustyczną.

musicis.pl: Bez jakich artystów nie byłoby Patricka the Pana?

Piotr Madej: Bez Radiohead. To jest mój najważniejszy zespół na świecie i moja największa inspiracja. Jestem psychofanem, to jest moja religia. I absolutnie się z tym nie kryję, a cała reszta to są zespoły, płyty, muzycy, których twórczość lubię, ale nie mają na mnie takiego wpływu jak twórczość Radiohead.

musicis.pl: Kiedy zaczynasz nagrania?

Piotr Madej: Od 2 stycznia 2014 roku. Obiecałem sobie, że po Nowym Roku. A kiedy wydam? Jak skończę.

musicis.pl: Już masz w głowie wszystko, cały materiał?

Piotr Madej: Tak. Ta płyta jest na takim etapie, że jeśli dasz mi gitarę i pianino, to usiądę i zagram mniej więcej wszystko. Mam gotowe rdzenie, czyli akordy i partie wokalne. Reszta powstanie w ramach improwizacji w trakcie nagrań – dokładnie tak samo jak na pierwszej płycie.

Nie ma więcej wpisów