Kiedy kilka miesięcy temu zapowiedziano pierwszą trasę koncertową Toma Odella, która uwzględniała Polskę, wszyscy bardzo się ucieszyli. Później, kiedy koncert odwołano i przeniesiono na wiosnę do większego klubu, ceny biletów wzrosły. Jednak nie przeszkodziło to w wyprzedaniu się wydarzenia na kilka tygodni przed jego datą. A to świadczy tylko o jednym – Polacy pragnęli tego koncertu bardzo mocno.

Kolejka przed warszawskim Teatrem Palladium co chwilę zaskakiwała każdego. Rosła tak długo, że pomimo punktualnego rozpoczęcia wpuszczania fanów, ci czekali jeszcze na drugim końcu przejścia podziemnego. Nie obyło się też bez tuzina koników, którzy usilnie próbowali kupić, a później odsprzedać bilety za drugie tyle. Nie dziwi jednak fakt, że było im trudno tego dokonać – w końcu wszyscy chcieli zobaczyć na własne oczy brytyjskie objawienie 2013 roku.

Przed zapowiedzianym na 21 koncertem Toma Odella, w roli supportu wystąpił Ryan Keen. Młody Brytyjczyk, który boso na scenie, przy pomocy jedynie gitary rozgrzał publiczność tak szybko, że owacjom nie było końca. Swoją drogą potrafił zagrać na gitarze na tak wiele szalonych sposobów, że nie sposób było oderwać od niego wzroku. Warto wspomnieć również o wokalu, który charakteryzował się głębią i nieskazitelną czystością. Debiutancki album Keena zostanie wydany już 21 marca i warto go chociażby sprawdzić.

Punktualnie o 21 zgasły światło i z głośników wybrzmiało intro. Na scenie pojawił się Tom razem z dwoma gitarzystami i perkusistą. Brytyjczycy od pierwszych sekund na scenie rozkochali w sobie publiczność do tego stopnia, że w trakcie trwania całego koncertu nie było praktycznie utworu, do którego by nie śpiewali razem z Tomem. Przy utworze I Know Odell w pewnym momencie zrezygnował i pozwolił publiczności zaśpiewać refren. Na samym końcu Tom przedstawił wszystkich członków zespołu, a zaraz po dał moment dla każdego z nich na zaprezentowanie zdolności gry na instrumentach.

Nie sposób wybrać utwór, który wywołał większą euforię wśród publiki. Nie sposób również wybrać wykonanie, które Tomowi nie wyszło. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nie zabrakło nawet przeprosin za tak długi czas oczekiwania na ten koncert. Na koniec muzycy zaserwowali fanom prawdziwy rarytas – jam session, któremu nie było końca.

Przyznam szczerze, że po obejrzeniu licznych występów obawiałem się, że Odell może czasami nie dać sobie rady z niektórymi piosenkami. I z radością zaznaczę, że byłem w błędzie – każdy utwór brzmiał co najmniej jak na albumie, a rzeczy, które Tom potrafił wyczynić na pianinie w połączeniu z nieskazitelną barwą głosu utwierdziły mnie w przekonaniu, że jest on kolejnym w pełni zasłużonym zwycięzcą prestiżowego tytułu BRIT Critics’ Choice Award. To był naprawdę wspaniały koncert!

Nie ma więcej wpisów