Devendra Banhart nie uwierzył, że są z Warszawy, chociaż za eksportowe ambicje parę razy już im się oberwało. O tym, ile się zmieniło od premiery debiutu, wydanej kilka miesięcy temu EP-ce i pomysłach na drugą płytę rozmawiam z Magnificent Muttley.

Ile piosenek zespołu Akcent znacie?

Krzysiek Pożarowski, bas, śpiew: Ani jednej.
Kuba Jusiński, gitara: Żadnej.
Krzysiek: Na pewno są kawałki, które słyszałem, tylko kompletnie nie wiem, co kto robi w disco polo. Być może któryś z nich jest Akcentu.

I wzięliście Akcent na okładkę EP-ki?

Olek Orłowski, perkusja: To miała być tajemnica.
Kuba: Szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się, że wszyscy się zorientują, bo twarz jest zakryta. Nie wiemy, czy właśnie z tego powodu zablokowano nam zdjęcie na Facebooku. Pewnego dnia okazało się, że nasza okładka lamie regulamin FB. Nie zostało to wytłumaczone do dziś, a zdjęcie skasowano. Nie wiemy, czy to Zenek siedzi w Internecie czy jego fani… Okładka powstała na bazie plakatu, który wisiał przed Eufemią – przerobionego przez ludzi. Tymek Jezierski przerobił plakat i zamazał twarz. Na plakacie przed Eufemią było gorzej – miał oczy wypalone papierosami.

Ostatnio wytykają wam, że kiedyś powiedzieliście, że chcielibyście się przedostać do mainstreamu. Myślałam, że okładka z gwiazdą disco polo to jest właśnie ten akt desperacji.

Kuba: Ale jest zamazana, więc to słaby ruch z naszej strony.
Olek: Tak, siedzieliśmy z menedżmentem i zastanawialiśmy się, w jakich gatunkach najwięcej płyt się sprzedaje. Wyszło, że w disco polo, stąd okładka z Martyniukiem. Ale jak zwykle porażka. Wypuściliśmy 10 egzemplarzy, sprzedał się jeden, mamy trzy sprawy sądowe, nie mamy Facebooka…

O, właśnie chciałam was zapytać, czy jesteście zadowoleni z miejsca, w którym teraz znajduje się zespół – w związku z tym, ile wydarzyło się od premiery pierwszej płyty. Ale już chyba mam odpowiedź.

Krzysiek: Nie ma co marudzić, wszystko idzie w dobrą stronę.
Olek: Trzeba tak mówić.
Krzysiek: Tak jest. Nie przekłada się to na razie na wielki sukces finansowy, ale już plusem jest to, że od czasu pierwszej płyty mamy możliwości, żeby pracować nad materiałem, grać koncerty, ludzie chcą organizować nasze koncerty…
Kuba: Coraz więcej ludzi też przychodzi nas zobaczyć. Nasze japy są w Internecie, coś się dzieje.
Krzysiek: Coraz rzadziej robią literówki w naszej nazwie. I potrafią ją wymawiać – poza Wujkiem Samo Zło. Wujek pytał nas 30 razy, jak robił z nami wywiad.

Kiedy rozmawialiśmy przy okazji premiery debiutu, już mówiliście o drugiej płycie. W międzyczasie zdecydowaliście się wydać EP-kę. Dlaczego, po co?

Olek: Stwierdziliśmy, że to będzie dobre odświeżenie, jeżeli chodzi o brzmienie i energię. To co udało się zarejestrować w ramach Otwartej Sceny z Leszkiem Biolikiem bardzo nam się podobało właśnie brzmieniowo – dużo bardziej od pierwszej płyty i dostaliśmy przyzwolenie, żeby to wykorzystać. A do tego nagrywając premierowe numery, mogliśmy przetestować, jak się pracuje z Leszkiem w roli producenta – sprawdzić, jak się komunikujemy i czy mamy to samo na myśli.
Krzysiek: Chcieliśmy utrwalić nagrania z Otwartej Sceny, ale też przetestować współpracę z nowym menedżmentem. EP-ka dała nam też jakiś spokój – możemy teraz bez ciśnienia pracować nad drugą płytą.

Test współpracy, bo z Biolikiem będziecie nagrywać drugą płytę?

Kuba: Dużo na to wskazuje.
Olek: Leszek nam bardzo dużo pomógł przy nagrywaniu Otwartej Sceny, więc pomyśleliśmy, że fajnie byłoby mieć takiego starszego wujka z doświadczeniem i producenckim, i jako muzyk.
Kuba: To jest niby jasne, ale jeszcze nieoficjalne, bo jeszcze nie rozmawialiśmy o tym z Leszkiem, chociaż kiedyś temat się pojawił.

Magnificent-Muttley

Leszek jest chyba takim producentem, który bardziej nie przeszkadza, niż prowadzi?

Olek: Dokładnie tak. Jak czegoś nie wiesz, możesz zapytać, ale na pewno nie jest tak, że Leszek ma wizję, którą narzuca. Pomaga, nakierowuje.
Kuba: Nagrywając EP-kę, najpierw zrobiliśmy demo, a potem miałem się spotkać z Leszkiem, żeby pokombinować z różnymi gitarami. Myślałem, że będziemy kombinować na różne strony, a tak naprawdę dodaliśmy jedną gitarę, bo Leszek stwierdził, że jest dobra energia i tyle. To mi pokazało, jakim Leszek jest producentem. Nie wchodzi w kompozycje, nie mówi: „Tu potrzebujemy hiciarskiego refrenu”, więc trzeba wszystko zmieniać.
Krzysiek: Przy Otwartej Scenie Leszek się angażuje w nagrania całym sobą. Chyba najbardziej imponujące jest to, że w zasadzie mógłby już nic nie robić, a uruchomił projekt, który wspiera młode zespoły.
Kuba: Pierwsze spotkanie z Leszkiem było dla mnie dużym przeżyciem. Kiedyś słuchałem bardzo dużo Republiki, a potem spotykam Leszka, on jara się naszą muzyką – to naprawdę było coś. Mogłoby mu się spokojnie nie chcieć, mógłby się zająć wyjeżdżaniem na wakacje, a dalej robi fajne rzeczy.
Krzysiek: To jest zajebiste, że on od samego początku nie traktował nas jak młodszych kolegów, tylko po prostu kolegów po fachu. Nie negował naszego podejścia, nawet jeśli przy swoim ogromnym doświadczeniu wiedział, że coś mogłoby lepsze, to nie zmieniał tego, bo widział, że u nas to działa.

Muzycy was lubią.

Krzysiek: I techniczni nas lubią. Z tego jesteśmy superdumni, bo to ludzie, którzy słuchają najwięcej muzyki, do wyrzygania. Jeden po naszym koncercie na Open’erze kupił płytę. Teraz jeszcze czas na publiczność.

Devendra Banhart też wam pogratulował.

Krzysiek: Dostałem od naszego menadżera trzy płyty Devendry z prośbą, żebym załatwił mu autograf, bo graliśmy na tej samej scenie. A ja nie jestem królem podbijania do wielkich światowych gwiazd. Gramy koncert na Open’erze, co samo w sobie jest wielkim przeżyciem, przez pół koncertu byłem w wielkiej panice. Odwracam się do chłopaków, a przy scenie stoi Devendra. O kurwa. Podszedłem do niego po i zapytałem, jak się podobało. On z kolei spytał, skąd jesteśmy, jak usłyszał, że z Warszawy, to powiedział tylko „No way”.
Kuba: Co znaczy: O Kurde, nie wierzę, co ty gadasz kolego.
Olek: Nie, to znaczy „nie ma drogi”, on chciał powiedzieć, że tam nie ma wjazdu.
Krzysiek: Poprosił o naszą płytę i zaprosił na afterparty na backstage’u, ale nie dotarliśmy, bo się upilliśmy.

Devendra się zdziwił, że jesteście z Warszawy, a wam się z kolei obrywa się za to, że otwarcie mówicie, że wierzycie w swój międzynarodowy potencjał.

Kuba: Ale co to jest, zazdrość? Spokojnie, nie zagraliśmy jeszcze żadnego koncertu za granicą.
Ale to już nie chodzi o to, czy zagraliście czy nie, a o to, że na poziomie samej muzyki niektórzy wciąż myślą granicami.
Kuba: Nam mnóstwo ludzi powiedziało, że powinniśmy grać za granicą.
Krzysiek: Szczerze? To, że nam mówią, że powinniśmy grać za granicą, łączy się z tym, że w Polsce jest do dupy. I ja bym się bardziej przyczepił do tego, dlaczego w Polsce jest do dupy, a nie do tego, dlaczego chcemy wyjeżdżać za granicę. Był taki zespół kiedyś, Something Like Elvis, który regularnie grał trasy po Stanach, a w Polsce nikt się tym nie zainteresował. Ja jestem dumny z tych zespołów, które sobie radzą za granicą.

Magnificent-Muttley
Ale wykonujecie już jakieś ruchy w tym kierunku?

Olek: Krzysiek śpiewa po angielsku, Kuba ma zagraniczną gitarę…
Kuba: Coś robimy, nawiązujemy kontakty z bookerami, radiowcami, próbujemy coś przez nich uruchomić. To nie jest tak, że czekamy, aż ktoś nas zaprosi, bo wiemy, że to musi wyjść od nas.
Krzysiek: EP-ka też była fundamentem pod to, żeby przejechać całą Polskę z koncertami i zrobić jakąkolwiek bazę pod granie za granicą. Tam nikogo nie obchodzi, czy piosenki są fajne, a to ile osób przychodzi na koncerty, bo to jest dowód odbioru muzyki. Na razie więc pracujemy na CV, żeby robiło wrażenie na bookerach. Powoli, konsekwentnie, mały kroczkami.

Dobra, to co z tą drugą płytą? Będzie ekstra?

Kuba: Będzie ekstra.
Olek: Dużo radiowych hitów, fenomenalna zabawa letnia, plaża.
Krzysiek: Co się dzieje?
Kuba: Mamy już parę szkiców, to będzie prawdziwie muttleysowa płyta, świadoma.
Olek: Na tej płycie postaramy się odpowiedzieć na pytanie: „Czym jest Magnificent Muttley?”.
Krzysiek: Co się dzieje?
Olek: Żartuję, ale to jest ciekawe, bo ja na przykład wciąż nie potrafię powiedzieć, co gramy.
Kuba: Muzykę, ile razy mamy ci powtarzać. Druga płyta będzie jak ten smok z „Hobbita”. Idą przez las, nic się nie dzieje, aż tu nagle ten wielki, piękny smok. Będzie dobra i kropka.

Nie ma więcej wpisów