Dali o sobie znać w 2011 roku debiutanckim albumem We Will Sea, który szybko zyskał miało jednej z najlepszych polskich płyt. Teraz The Shipyard powraca z nową energią i nowymi utworami. W piątek 28 marca zaprezentowali przed trójmiejską publicznością w klubie B90 premierowy materiał z płyty Water on Mars, która swoją oficjalną premierę ma właśnie dziś. O pracy nad albumem opowiedzieli nam perkusista Michał Młyniec i gitarzysta Michał Goran Miegoń.

musicis.pl: Za chwilę po raz pierwszy zaprezentujecie przed trójmiejską publicznością premierowy materiał z płyty Water on Mars. Jest stres?

Michał „Goran” Miegoń: To raczej niecierpliwość, żeby go już zaprezentować, szczególnie w warunkach klubu B90, który jest akustycznie jednym z najlepszych klubów w Polsce. Czujemy się pełni energii i gotowi, żeby już wyjść na scenę i się pokazać.

Michał Młyniec: Ja podobnie jak Goran mam duże ciśnienie, żeby już wyjść na scenę i zrobić masakrę.

musicis.pl: Wybór miejsca na ten premierowy koncert nie był przypadkowy?

Młyniec: Nie był przypadkowy. Jesteśmy stoczniowcami, więc koniecznie chcieliśmy zagrać właśnie tu – w stoczni.
I dzięki właścicielom klubu B90 się udało. Poza tym tu są wspaniałe warunki do grania i słuchania muzyki.

musicis.pl: Drugi albumu, który ukazał się przy wsparciu Waszych fanów. Spodziewaliście się, że odzew z ich strony w tej sprawie będzie tak liczny?

Młyniec: Nie spodziewaliśmy się. W zasadzie do ostatniej chwili byliśmy w niepewności, bo nie wiedzieliśmy czy uda się uzbierać tę wnioskowaną sumę. Według prawideł działania portalu Polakpotrafi.pl trzeba uzbierać zdeklarowaną kwotę, aby móc ją otrzymać. Nawet udało uzbierać się więcej, więc jesteśmy zadowoleni. Dzięki temu mieliśmy fundusze na wydanie płyty i wyprodukowanie klipu, dzięki czemu ten materiał nie trafi w próżnię.

Goran: Warto dodać, że dziś podczas koncertu kręcony będzie teledysk do drugiego singla z płyty, który światło dzienne ujrzy w kwietniu. Teledysk będzie koncertowy przy dużej interakcji publiczności.

musicis.pl: Czyli znów wykorzystacie swoich fanów?

Goran: Dokładnie! (śmiech)

musicis.pl: Od wydania debiutu minęło 1,5 roku. Niby niewiele, ale sporo się przez ten czas zmieniło: skład, brzmienie, Wasze pomysły. To ewolucja czy raczej rewolucja?

Młyniec: Zdecydowanie ewolucja. Te dwie płyty brzmieniowo się uzupełniają, są jak Yin i yang. Pierwsza jest bardzo chłodna, druga bardziej piosenkowa. Ma nieco cieplejsze brzmienie, jednak dalej słychać zimną fazę w basie Piotra Pawłowskiego. Numery są mocniejsze i żywsze, ale nadal surowe.

Goran: Różnica w brzmieniu polega przede wszystkim na tym, że druga płyta była miksowana na analogowym sprzęcie u Andrzeja Izdebskiego w Warszawie. Na różnych, starych kompresorach, przez co nie było takiej ingerencji jak na sprzęcie komputerowym. Płyta była nagrywana „na setkę”, dzięki czemu słychać nas grających na żywo. Nie było aż tak dużej ingerencji studyjnej. To bardzo gitarowa płyta.

musicis.pl: Po raz pierwszy nagrywaliście „na setkę”. W ten sposób pracuje Wam się lepiej czy jednak wolicie tak jak w przypadku debiutu nagrywać pojedyncze instrumenty oddzielnie?

Goran: Wydaje mi się, że „na setkę” jest większa chemia i można dać się ponieść energii wspólnego grania i jest to większa frajda.

Młyniec: Jak się nagrywa poszczególne elementy, to każdy jest skupiony na tym co robi i tego nie czuć.

musicis.pl: Wspominaliście wielokrotnie, że ta płyta jest bardziej piosenkowa niż poprzednia. Co według Was jest jej najmocniejszym punktem?

Młyniec: Ciężko powiedzieć. Nieskromnie mówiąc to jest album bardzo singlowy. Każdy znajdzie na nim coś, co mu się spodoba. Podobnie jest z najmocniejszym numerem – myślę, że to bardzo subiektywny wybór.

musicis.pl: Wspomniałeś kiedyś, że w Waszej muzyce każdy można usłyszeć wpływ innych legend. A co Wy sami w niej słyszycie?

Młyniec: To jest wypadkowa naszych najróżniejszych inspiracji. Dosłownie przeróżnych. Kiedy dołączyłem do zespołu, starałem się przemycić to, co sam bardzo lubię – mocniejszą odmianę rocka, ale w taki sposób, by nie psuło to przekazu i wizji reszty zespołu.

Goran: Tak naprawdę wyszło nam 11 singli. To są numery, które nie są mocno improwizacyjnymi i hałaśliwymi zapychaczami. Cała płyta trwa ponad 40 minut, czyli jak w czasach płyt winylowych nie jest zbyt długa i można ją zawsze włączyć od początku. Nie ma też takiego punktu przegięcia, który mógłby zmęczyć. Chcieliśmy zrobić z tych piosenek zwartą pigułę. Myślę, że się udało, ale to zweryfikuje publiczność.

musicis.pl: Pojawiło się już kilka opinii, że to płyta, którą można zapętlić. Nie macie obaw, że jeśli słuchacz skupi się na warstwie melodyjnej, to nie wyłapie przekazu w tekście?

Goran: Rafał akurat jest wokalistą, który bardzo wyraźnie śpiewa w języku angielskim. Wydaje nam się, że jeśli chodzi o materię tekstową, to te teksty będą przemawiać do słuchacza. W razie czego wydrukowaliśmy książeczkę (śmiech).

musicis.pl: Teksty są też wyrazem Waszej spójności. Autorów jest trzech, a jednak w treści i przekazie udało Wam się znaleźć punkty wspólne. Z czego to wynika?

Goran: Ciężko odpowiedzieć na to pytanie. To wszystko stylistycznie pasuje do siebie w koncepcji całości. Izolacja człowieka, który sam jest astronautą w kosmosie swojego życia – mówiąc poetycko – to motyw przewodni, który udało nam się zawrzeć w treści. Płyta jest trochę kosmiczna, ale w procesie twórczym nadawaliśmy na jednych falach.

musicis.pl: W warstwie tekstowej chodziło Wam bardziej o pokazanie pozytywnej strony wyobcowania człowieka?

Goran: Myślę, że tak, bo żadna sytuacja nie jest jednoznaczna. W każdym stanie można znaleźć plusy, nie chcieliśmy pisać dołujących piosenek. W tych tekstach jest dużo różnych odniesień. Część z nich bardzo się uzupełnia, ale one mają pozytywne przesłanie. Rafał mógłby powiedzieć najwięcej na ten temat, ale może dobrze, że nie powie, bo tu chodzi o to by każdy interpretował na swój sposób.

musicis.pl: Powiedzieliście, że zależało Wam na tym, aby nagrać jak najlepszą płytę, jak na warunki
w jakich przyszło Wam ją nagrywać. Czy finalnie jesteście zadowoleni z efektu?

Młyniec: Tak, nawet bardzo! Wyszło wspaniale. Płyta świetnie brzmi, ma fajne piosenki i dużo energii. Jest pięknie wydana dzięki fantastycznej okładce, którą zaprojektował nasz przyjaciel Max Białystok. Przy nakładzie minimalnych środków udało nam się zrobić fantastyczną rzecz.

musicis.pl: A co z motywem wody? Celowo kontynuujecie te idee czy to raczej podświadome działanie?

Goran:Zaczęło się od nazwy Shipyard, stocznia czyli rzecz ewidentnie morska. Poza tym wszyscy jesteśmy
z Trójmiasta, nie licząc Piotra, ale on tu już mieszka kilka lat, więc właściwie nie ma różnicy. Wszyscy czujemy sie związani z Gdynią.

Młyniec: Nie wyobrażam sobie życia bez wody. Czuję się przywiązany do naszego otoczenia, ale jeśli chodzi
o głębszą symbolikę, to jednak Rafał miałby tu najwięcej do powiedzenia.

musicis.pl: Teraz premiera, a za chwilę trasa koncertowa. Po raz pierwszy zagracie za granicą?

Goran: Tak, zagramy w Niemczech w dwóch miejscach – w Rostocku i Greifswaldzie. Mamy też sporo koncertów na terenie naszego kraju, co nas bardzo cieszy, ale warto pokazać się także na zagranicznych rynkach. Jeżeli tworzy się muzykę w języku angielskim i na poziomie międzynarodowym, a mamy nadzieję, że taką właśnie tworzymy, właściwie to jesteśmy o tym przekonani (śmiech), to trzeba wypłynąć na inne rynki. I nie chodzi tu o robienie czegoś na siłę, ale o metodę powolnych kroków. Im więcej się gra, tym bardziej określa to zespół i go hartuję.

musicis.pl: Życzę Wam więc, abyście płynęli z tą muzyką i wodą jak najdalej! Dziękuję za rozmowę.

The Shipyard: Dziękujemy!

Nie ma więcej wpisów