Dwadzieścia lat temu jedno wydarzenie sprawiło, że skończyła się pewna era. Dopiero po latach widać jak wiele dla muzyki zrobiło trio z Seattle i jak wielu artystów przyznaje, że Nirvana wywarła mniejszy czy większy wpływ na ich muzykę. Kolejne pokolenia nadal odkrywają ten zespół, jego historię i jego muzyczny dorobek.

5 kwietnia 2014 roku minęła dokładnie dwudziesta rocznica śmierci Kurta Cobaina. Muzyk popełnił samobójstwo, a w liście pożegnalnym napisał między innymi, że nie mógł znieść tego, co muzyczny biznes uczynił z nim i z jego muzyką. Zacytował także fragment tekstu utworu Neila Younga It’s better to burn out than to fade away.

Seattle ma zamiar odsłonić pomnik Kurta aby upamiętnić jego śmierć, krążą także plotki, że ma powstać musical opowiadający o jego życiu i twórczości Nirvany. Tymczasem dwóch zupełnie różnych artystów zdecydowało się podczas swoich koncertów granych właśnie w dzień śmierci Cobaina złożyć mu hołd wykonując jeden z jego utworów. Zakładam, że wybór tego samego numeru jest w tym przypadku zupełnym zbiegiem okoliczności – Muse w Brazylii na festiwalu Lollapalooza oraz St. Vincent w trakcie koncertu w Chicago wykonali Lithium pochodzące z krążka Nevermind wydanego w 1991 roku. Oba występy możecie obejrzeć poniżej.

St. Vincent:

Muse:

Cobain nie potrafił udźwignąć ciężaru sławy i bycia idolem. Zmagał się z depresją i bardzo często sięgał po wszelkiego rodzaju używki – alkohol i narkotyki były na porządku dziennym. W roku, w którym zakończył swoje życie trafił jeszcze do kliniki odwykowej, jednak uciekł z niej kilka dni później. Już podczas pobytu w Rzymie, kilka miesięcy wcześniej, usiłował popełnić samobójstwo. Kurt zastrzelił się we własnym domu 5 kwietnia mając 27 lat. Jego ciało znalazł elektryk trzy dni później.

Nie ma więcej wpisów