Nareszcie, z taką myślą przybyli fani Pustek do krakowskiego klubu Forty Kleparz w niedzielny wieczór. Zespół kazał bowiem czekać na długogrającą płytę całe pięć lat. W międzyczasie z kwartetu pozostało trio, gdyż odszedł basista Szymon Tarkowski. Koncertowa forma stała więc pod znakiem zapytania, przy czym ze strony słuchaczy dominowała raczej ciekawość jak premierowy materiał wypada na żywo niż wątpliwości na temat jakości jego wykonania.

Zanim jednak na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru, kilkoma utworami, głównie ze swojej niedawno wykonanej EP-ki The Spin uraczył zebranych Inqubator, czyli Jakub Bugała. Melancholijne piosenki na głos i gitarę zostały bardzo dobrze przyjęte. Z pewnością warto muzykowi kibicować, bo to pozytywnie nastawiony i utalentowany człowiek. Zresztą czegóż innego można się spodziewać po osobie, która napisała piosenkę inspirowaną kreskówką Lucky Luke.

Do początku występu Inqubatora wydawało się, że Pustki powitają prawdziwe pustki, lecz tuż przed pojawieniem się grupy w światłach reflektorów, niewielka przestrzeń Fortów szczelnie się wypełniła. Biorąc pod uwagę, że był to drugi koncert na trasie promującej niedawno wydane Safari, zespół miał prawo do bycia niepewnym swoich możliwości – jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie. Pustki w koncertowym składzie uzupełnionym o Marcina Staniszewskiego dbającego o klawisze, saksofon i resztę, na scenie czuły się jak ryby w wodzie, a może raczej zwierzęta na sawannie? Kilkukrotne szczere tłumaczenia, że materiał nowy, że piosenka trudna, wywoływały u mnie raczej uśmiech i wewnętrzny okrzyk, nie gadać grać, my przecież i tak nic nie zauważymy niż niepokój.

W ten sposób kawałek za kawałkiem Safari, ukazywało się publice, która nota bene znała już wszystkie teksty. Cóż rzec, krążek ten ma niezwykły koncertowy potencjał. Wędrowanie od rytmicznych i lekkich Się wydawało i Lepiej Osobno, przez niepokojący Pokój, w którym odkrywa się nowe barwy w głosie Basi Wrońskiej, aż po liryczne, balladowe Po Omacku, jest czystą przyjemnością. Ciekawie wypadają w koncertowym wydaniu dodające egzotyki ozdobniki jak choćby w końcówce Wampira (czy tylko mi przywodzi ona na myśl stare, dobre ELO?).

W nowych utworach zawiera się także duży ładunek emocjonalny. Uwaga przy Tyle z Życia, by wsłuchać się w tekst w efekcie wywołała u mnie dreszcz, którego dawno nie miałam podczas koncertu polskiego wykonawcy. Natomiast sytuacja, kiedy wokalistka wyszła na podest i zaczęła śpiewać a capella piosenkę Nie Tu, by po kilku frazach dołączył do niej cały zgromadzony klub, zrobiła wrażenie i na samym zespole.

Oczywiście znalazło się miejsce dla kilku sentymentalnych powrotów do przeszłości. Atutem występów na żywo są wariacje na temat utworów, bardziej niż odtworzenie ich wiernie z albumowym oryginałem. Przyznam, że dawno mnie nic tak nie rozbawiło jak Telefon do Przyjaciela, w którym Radek Łukasiewicz akompaniując sobie gitarą akustyczną zaprezentował coś, co efekcie skończyło z nazwą disco szanty. Miło było także usłyszeć starego dobrego Patyczaka i instrumentalną ekwilibrystkę całego zespołu. Ich radość z grania niewymownie cieszy oczy. Basia zabawiająca fanów rozmową, Radek śmiejący się przez pół koncertu znad swojej gitary, zachowujący stoicki spokój perkusista Grzegorz Śluz i prezentujący szeroką gamę ekspresji znad klawiszy Marcin Staniszewski to zgrana drużyna, która z każdym koncertem tracąc premierowe spięcie, będzie rosnąć w siłę.

Jeżeli tylko macie możliwość zobaczyć Pustki w trasie, to skorzystajcie z okazji, bo ta dobrze naoliwiona maszyna dopiero zaczyna się rozpędzać!

Nie ma więcej wpisów