Pomimo, że Paloma Faith już od pewnego czasu śpiewa, nagrywa i koncertuje, to wciąż jest w cieniu innych wokalistek. Album A Perfect Contradiction może być szansą, by w końcu coś w tej sytuacji zmienić i wstawić Palomę do pierwszego rzędu razem z innymi wielkimi brytyjskimi wokalistkami.

Nowym albumem odcina się nieco od swojej poprzedniej twórczości. Świeżymi kompozycjami postawiła na rytmiczność i chwytliwe melodie, odstawiając na bok ckliwe, acz dobrze wykonane popowe ballady. Materiał utrzymany jest w konwencji retro, po którą sięga coraz większa liczba artystów. Dominuje tu funk, soul i disco rodem z dawnych parkietów największych dyskotek. A Paloma, tak jak można zobaczyć na okładce, wciela się w wiele różnych ról i prezentuje szeroki wachlarz swoich umiejętności.

Płyta zaczyna się od konkretnej petardy energetycznej. Can’t Rely on You to owoc współpracy Brytyjski z Pharrellem Williamsem, którego wkład jest wyraźnie słyszalny. Ale nie jest to żaden minus. Sama Paloma zdecydowanie sprawdziła się w tak żywiołowym utworze. Z tylko sobie znaną gracją i stylem przywodzi na myśl zadymione kluby dawnej ameryki, w których z pewnością wypadłaby świetnie podczas występu. Trochę bardziej funkowy, jednak bardzo przyjemnie bujający Take Me to kolejna mocna pozycja na płycie, która przypaść do gustu może każdemu.

Przez cały czas słuchania nowego materiału artystki nabrałem pewności, co do bardzo dobrej wokalnej techniki Palomy. Sprawdziła się w każdej kompozycji i jestem pewien, że świetnie sprawdzi się podczas koncertów, bo bez wątpienia są to utwory, które aż się proszą o to, by były grane często przed ogromną widownią. Niestety jednak mam wrażenie, że swoista klasa i elegancja Palomy jest tu jej największym problemem.

Większość energicznych piosenek, które pojawiają się na płycie wymaga charakternego potraktowania i pokazania pazura. Tu niestety otrzymujemy tylko zadbane, przypiłowane kocie pazurki, które nie są wystarczające. W soulowych kompozycjach brakuje tej zadry, tego ciemnego kolorytu, który chociażby dostawało się, słuchając Amy Winehouse, bądź innych wielkich tego gatunku. O ile technicznie utwory wykonane są bardzo dobrze, o tyle brakuje w nich tego poczucia, że Paloma faktycznie „siedzi w tych kompozycjach”.

Minusem jest również brak wyraźnego hitu, który mógłby konkurować o pierwsze miejsca list przebojów. Ale mam wrażenie, że niewiele im brakuje, bo materiału na dobry singiel jest tu sporo. Może nie na wielki przebój, ale na pewno na utwór, o którym się usłyszy, przy którym można się dobrze pobawić i który szybko wpadnie w ucho, bo o to nie trudno.

Pomimo, że A Perfect Contradiction to długi album popowy, jednak nie zmęczył mnie ani po pierwszym przesłuchaniu, ani po kilku następnych. Niektóre kompozycje zapętliłem, bo przyjemnie się ich słucha i szybko wpadają w ucho. Jest to bardzo dobra mieszanka utworów, które mogę śmiało polecić na dobre rozpoczęcie dnia, jak i na jego resztę. Może i nie ma tu wielkiego hitu, może nie zawsze wierzę Palomie w to co śpiewa, ale co z tego. Potrafiła mną zabujać, naładować energią i pokazać, że co, jak co, ale śpiewać, to ona potrafi.

Nie ma więcej wpisów