Brisbane w Australii dorobiło się muzyka, którego nie sposób pominąć w naszym dziale. Zaledwie osiemnastoletni Tim Bettinson ma bowiem duże możliwości, aby stać się następnym dobrze rokującym artystą z kręgu podobnego do najsłynniejszego zespołu Eau Claire. Bo choć można mu zarzucić uporczywe kopiowanie stylu nakreślonego przez Justina Vernona, to nie można powiedzieć, żeby zestaw brzmień prezentowanych przez Vancouver Sleep Clinic nie działał na słuchacza równie dobrze.

Mimo stylistycznego chłodu, jaki prezentuje Bettinson, dźwięki te nie są przesiąknięte charakterystyczną balladowością. Nie opierają się na akustycznej gitarze, która wytwarzała nastrojowość For Emma, Forever Ago – albumie, który najbardziej wpłynął na jego muzyczne poczynania. Nie ma tu także podobnego minimalizmu, bo muzyka zespołu bliższa jest raczej instrumentalnym popisom sophomore’a Bon Iver. Tyle, że w przypadku VSC częstszym składnikiem staje się sięganie po gitarę elektryczną, przeplatanie folkowości z dźwiękami R&B, nadawanie utworom elektronicznych posmaków.

Żeby jeszcze bardziej podkreślić etap, w którym wysłuchiwanie Fleetwood Mac zastąpił dźwiękami Sigur Rós i Bon Iver, Tim przekonuje, że najlepszym miejscem, w którym mogłaby wybrzmiewać jego muzyka byłby kanion, zamek lub las. A całość projektu powinna rozrosnąć się do przynajmniej 10-osobowej grupy, dzięki której nie miałby poczucia, że na scenie to on jest w świetle reflektorów.

Coraz więcej elementów (łącznie ze zbiorem utworów wydanym pod adekwatną do zawartości nazwą Winter) wskazuje na to, że Vancouver Sleep Clinic można by brać za klona przytaczanego tu z dużą częstotliwością zespołu. A jednak falsetowa barwa w stylu Vernona i podobne emocjonalne odniesienia nie skreślają projektu na starcie. Tym bardziej, że kolejne elementy sześcioutworowej EP-ki próbują nieco rozróżnić koncepcję stworzoną przez Amerykanina i Australijczyka.

On sam mówi, że nazwę dla projektu wybrał z poczucia chęci tworzenia muzyki, do której ludzie mogliby spokojnie zasypiać. Nie śpijmy jednak, posłuchajmy.

Nie ma więcej wpisów