Pierwszy, jeszcze wówczas mniej świadomy, kontakt z formacją WhoMadeWho miałam w 2009 roku na kultowym już, odbywającym się corocznie w Kolonii, festiwalu C/O Pop. Był to bardzo dobry okres dla ekipy, gdyż nie dość, że stanęli na jednej scenie obok takich gwiazd jak Gus Gus, Trentemøller czy Ellen Allien, to właśnie na rynku ukazał się ich znakomity album The Plot. Energia, którą wtedy ze sobą nieśli podobna była do tej, jaką słyszymy na występach innych znanych trio (chociażby Brandt Brauer Frick) oraz do tej, jaką w tym samym roku zaprezentowali na warszawskiej scenie podczas Free Form Festival. Wydawać by się mogło, że było to tak niedawno, a przecież w tamtym czasie panowie byli w połowie drogi, którą obecnie podsumowuje najnowszy krążek Dreams.

Przez przeszło dekadę swojej działalności WhoMadeWho pokazało nam pełen zakres swoich możliwości. Poczynając od nowej fali, dance-punkowej nuty zbliżonej ku dźwiękom LCD Soundsystem, czy Franz Ferdinand, po synth-popowe klimaty przywołujące skojarzenia z Hot Chip. Jednak w całym tym wachlarzu zawsze był zalążek brzmienia typowego, które każdy uważniejszy fan mógł od razu sklasyfikować jako nuta Duńskiego tria.

Jak na kapelę z prawdziwego zdarzenia przystało (w końcu WhoMadeWho to gitarzysta, perkusista i wokalista) ekipa nie stroni od długogrających wydawnictw, a wręcz przeciwnie, średnio co dwa lata raczy swoich słuchaczy nowym krążkiem. Wcześniej wierni Gomma Records, ostatnie dwie płyty poczynili pod szyldem słynnego labelu z Kolonii – Kompakt Records. Owe zmiany kreślą linie graniczne między kolejnymi produkcjami, co słychać wyraźnie na albumach Knee Deep i Brighter. Frywolne gitarowe wstawki zostały wygładzone, a właściwie zastąpione elektronicznym basem. Do muzyki WhoMadeWho powoli wkrada się niepokój, który potęguje wibrujący odgłos syntezatora.

Rok 2014 przynosi kolejną zmianę w twórczości Jeppe Kjellberga, Tomasa Barfoda i Tomasa Høffdinga. Trudno to jednak nazwać nową epoką, bo wydana własnym sumptem (tj. pod szyldem własnej wytwórni Darup Associates) płyta Dreams to powrót do brzmienia czystej gitary, ale także nostalgicznych dźwięków korespondujących ze skandynawskim pochodzeniem formacji.

Główny więc zarzut, jaki można postawić Duńczykom to to, że ich najnowsze wydawnictwo nie jest niczym innowacyjnym. Panowie w żaden sposób nie biją się o miano najlepszej parkietowej produkcji, a wręcz przeciwnie, cofają się do lekko oldschoolowej nuty dając słuchaczowi poczucie spokoju bez względu na to, w którym momencie swojego życia lub miejscu włączą Dreams.

Oczywiście mamy tu też słabsze momenty, którymi są New Beginning oraz United – trochę rozwodnione dźwięki niosące ze sobą zbyt małą dawkę emocji. Jednakże wiele jest tu perełek, które hipnotyzują z każdym odsłuchem. Mowa tutaj o dobrze już znanym The Morning, niezwykle sprawnie poruszającym każdy milimetr ciała Right Track, czy też przełomowym i bardzo pozytywnym Heads Above. Na uwagę zasługuje oczywiście tytułowy Dreams, czy kolejny po The Morning sztandarowy singiel – Hiding in Darkness.

Gdyby parę lat temu, kiedy upajałam się kawałkiem Keep Me In My Plane, ktoś powiedział mi, że WhoMadeWho zwrócą się ku takim klimatom, jakie niesie ze sobą lonplay Dreams, absolutnie bym nie uwierzyła. Teraz, odkrywając tą płytę z każdym odsłuchem na nowo, myślę sobie, że to jest właśnie kwintesencja tego czym WhoMadeWho jest. Ich specyficzna kombinacja rockowej i elektronicznej nuty połączonej z klasycznym, jazzowym warsztatem gitarzysty Jeppe Kjellberg, czyni owe wydawnictwo indywidualnym i osobistym dziełem, które stawia jego autorów na pozycji artystów kompletnych, w pełni świadomych swoich możliwości. W końcu nie każdy muzyk może pozwolić sobie podejście takie  jak: „fuck it’ we’ll make songs that are nice to listen to on headphones and in your everyday lives”.

Nie ma więcej wpisów