Kelis to bardzo intrygująca postać. Ostatnimi czasy dołączyła do grona kobiet, których kulinarne ambicje sięgają o wiele dalej niż domowa kuchnia. Na równi z tworzeniem nowego krążka, artystka ukończyła szkolenie w prestiżowej szkole Le Cordon Blue, a także zdołała namówić pewną naiwną stacje telewizyjną na wyemitowanie jej kulinarnych popisów przed kamerą. Tak, też zastanawiam się nad tym kto jeszcze w ogóle ogląda telewizję. Mimo wszelkiej sympatii do byłej partnerki Nasa, nie wiem czy nie skończy się to jak w przypadku innych gwiazd próbujących swoich sił z patelnią w ręku przed kamerą. Jak na razie jednak artystka wciąż widnieje w kalendarzu programu, więc być może uda jej się przetrwać trochę więcej niż te średnie kilka odcinków na wizji, a cały projekt będzie czymś więcej niż tylko kolejnym źródłem dochodów dla twórców serii i bezproduktywnym sposobem na zmarnowanie czasu dla przeciętnego zjadacza chleba.

Co ciekawe, na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy wokalistka tak bardzo zainspirowana była wszelkiego rodzaju potrawami, że postanowiła stworzyć muzyczne odzwierciedlenie wszystkich swoich ulubionych posiłków. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym jakie inne funkcje oprócz tych naturalnych mogą spełniać np. grillowane żeberka, nowy projekt Kelis rozwieje wasze wszelkie wątpliwości. Debiutując w roli szefa kuchni wraz z producentem TV On The Radio – Davidem Sitkiem – artystka stworzyła swoje pierwsze w życiu prawdziwe Menu oparte o trzynaście smacznych pozycji.

Już po pierwszym kęsie wiadomo z czym mamy do czynienia. Otwierający płytę numer Breakfast to idealna zapowiedź tego, co czeka na nas w dalszej części muzycznej przejażdżki – organiczna perkusja, minimalistyczna struktura oraz nagrania pełne trąbek, saksofonów, sekcji smyczkowych i naturalnego fortepianu. Elementy te w najlepszy sposób oddają to, jakimi narzędziami posługiwała się artystka tworząc swój nowy krążek. Główna idea polegająca na skupieniu się na kilku wybranych środkach przekazu okazała się trafnym pomysłem – jest to kolejny przykład na to, że więcej nie zawsze znaczy lepiej.

Spośród wszystkich utworów, te najbardziej zapadające w pamięć to z pewnością Runnin, Hooch i bardzo funkowe Cobbler, w którym jak sama artystka przyznaje słychać spore inspiracje Jamesem Brownem i groove’owym Afrobeatem. Kolejnym ciekawym zjawiskiem są pewne podobieństwa do twórczości Amy Winehouse — kawałki takie jak Friday Fish Fry czy Rubmle brzmią niczym wyprodukowane przed kilku laty wspólne kawałki Amy i Marka Ronsona z płyty Back to Black i również są mocnymi punktami najnowszego wydawnictwa.

Kelis po nieco zgubnej przygodzie z will.i.amem skutecznie powraca do swoich korzeni i serwuje nam klasyczne soulowe brzmienia z przełomu lat 70-tych i 80-tych, czyli jednego z najbogatszych okresów afro-amerykańskiej kultury muzycznej w Stanach Zjednoczonych. Jest to o tyle ciekawe, ponieważ w czasach, gdy popularna jest pogoń za innowacyjnością i eksperymentem, Kelis zdecydowała obrać zupełnie inny kierunek. Można go nazwać bezpiecznym lub pewnym, ale w tym przypadku efekt końcowy brzmi nadzwyczajnie wiarygodnie i oryginalnie, a pójście w klasykę wcale nie równa się z lenistwem czy brakiem pomysłu — jest wręcz odwrotnie.

Food jest niczym dobre danie główne podane w bardzo tradycyjny i klasyczny sposób. Posługując się terminologią kulinarną, smakuje niczym dobry schabowy po dekadzie objadania się kuchnią śródziemnomorską — istny powrót do podstaw. Minimalistyczna i prosta forma pozwala na beztroskie bujanie głową, a każdy pojedynczy składnik bije pozytywną energią i jest bardzo łatwy i przystępny w konsumpcji. To prawdopodobnie najbardziej przyjemna, chwytliwa, radosna i spójna płyta, jaką przyszło do tej pory stworzyć artystce.

Nie ma więcej wpisów