Kultura jazzowa w naszym kraju od zawsze miała swoje właściwe miejsce, a że jakimś sposobem gatunek ten do nas i przez nas przemawia, może świadczyć także liczny odzew słuchaczy zagranicznych. Charakterystyczny sampling jazzowych standardów przebił się w 2003 roku (w dużej mierze dzięki Ninja Tune) przez masę innych muzycznych doznań, by przez kilka kolejnych lat stać się centrum zapatrzenia naszego podwórka na dokonania downtempo i jazzu. I nawet gdy w niecałe trzy lata później Skalpel wydali ostatnie studyjne dokonanie, ich wpływ pozostał wyraźny do dziś.

Gdy spojrzeć wstecz, przez cały ten okres milczenia nie pojawił się nikt, kto przejąłby pałeczkę, kto spowodowałby podobny rozruch, jaki wytworzyli Cichy i Pudło. Powrót z nowym materiałem mógłby więc wydawać się niezbyt znaczącym, skoro nie ma komu się na tym ringu przeciwstawiać. Z drugiej strony zapowiadany od lat trzeci longplay może sprawiać wrażenie powrotu z przymusu, ostatniej próbie podrygu w zupełnie innej muzycznej rzeczywistości.

Tymczasem prostota Simple nie zmienia się w powtarzalność i dalej ujmuje prostymi emocjami. Te są też zapewne pokłosiem tak długo wyczekiwanych dźwięków, których niedostatek przeżywaliśmy od czasu albumu Konfusion z 2005 roku. Ale tych kilka nowych utworów to doskonały przykład tego, jak nie zmieniając działającej formuły, wciąż można wzbogacać swoje dokonania, poszerzać swoją muzyczną przestrzeń.

On The Road przywdziewa rodzaj muzycznych zmagań z klubowym zalewem wrażeń, co podkreśla także inna wersja utworu tytułowego, w której króluje bass. Salvadanio zanurza się kompletnie w aranżacyjnych współgraniach trąb, kontrabasu i wibrafonu, swoim wydźwiękiem przywołując mroczne scenerie szpiegowskich filmów w czerni i bieli. Na Simple tytuły kompozycji oddają wszystko, czego można się po nich spodziewać. Nie inaczej jest przy siedmiominutowym Soundtracku, którego powolne i rozmyte pejzaże o charakterze lo-fi ścierają się z coraz częstszymi przypływami instrumentalnych nagromadzeń i wykrzyknień.

Przy tym wydawnictwie należy porzucić wszelkie emocjonalne odniesienia, które zostawił Polish Jazz, ale chyba sam Skalpel nie wyznaczył sobie priorytetów przeskakiwania, dorównywania czy prób nawiązywania do swoich najważniejszych dokonań. Simple nie jest więc żadną odpowiedzią, odpowiednikiem ich twórczości przystosowanym do obecnych czasów. To raczej potwierdzenie swojego mocnego statusu quo i wzmagająca apetyt przystawka przed daniem głównym. Simple as that.

Nie ma więcej wpisów