Ten Typ Mes obecny jest na polskiej scenie hiphopowej od roku 2002. Członek ekip: Flexxip, 2cztery7, mózg wytwórni Alkopoligamia.com wydał właśnie nowy, znakomity album Trzeba Było Zostać Dresiarzem – w wywiadzie opowie mi o swoich poglądach na współczesność, inspiracjach na płytę, odakademizowaniu jazzu i złudnym szukaniu świętego spokoju…

Lubisz opowiadać historie? Bo twoje piosenki to gotowe wyrapowane opowiadania

Ten Typ Mes:Tak myślisz? Lubię, kiedy piosenka może zostać w głowie i możesz po wysłuchaniu łatwo powiedzieć „ To jest piosenka o”… Proste historie wynikają z mojej tęsknoty za piosenkami o czymś.

I stąd tylko jeden krok do pisania?

Ten Typ Mes:Ja na razie piszę felietony i śladowe ilości opowiadań, nie czuję się w tym jeszcze do końca pewnie. Muszę jeszcze dużo potrenować.

Niewielu artystów hiphopowych ma odwagę zmieniać się, iść konsekwentnie do przodu – nawet kosztem utraty słuchaczy. Ty od czasu płyt Flexxipa czy 2cztery7 jesteś zupełnie inny…Czy publiczność dotrzymuje ci kroku?

Ten Typ Mes: Jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził… W 2cztery7 przekonywaliśmy ludzi do g-funku, gdy panowały inne brzmienia. Część słuchaczy Flexxipu wtedy odpadła. Potem część oczekiwała wyłącznie g-funku, przyzwyczaili się do brzmienia 2cztery7, a ja nagrałem już zupełnie inną płytę. Za każdym razem można tracić ortodoksów, którzy chcą płyt w jednym stylu, ale i zyskiwać nowych ludzi ciekawych wolt stylistycznych, które spinam. A w każdej z tych odsłon staram się być szczery. Tak, szczery – strasznie nadużywane słowo.

Nowa płyta wydaje się być nasycona nonszalancją, brakiem oglądania się na cokolwiek. Widzę, że chcesz przekazać swoje obserwacje wynikające z podglądania innych. Co takiego zafrapowało Cię w życiu ochroniarza czy stylu bycia dresiarza?

Ten Typ Mes: Dresiarz zainspirował mnie tym, ze potrzebowałem prostych tematów. Od prostych tematów spojrzenie na dresiarza jest oczywistym kierunkiem. Męczyło mnie też, że na pewne polskie rzeczy patrzymy z pogardą, może pobłażliwym uśmieszkiem. My, ludzie z miast, teoretycznie wyrobieni bardziej kulturowo. Ja staram się patrzeć na to bez jakiegokolwiek wywyższania się, hejtu. To jest jednak nasze, taki nasz folklor. To samo dotyczy faktu, że gdy byłem zapraszany do TV, spodziewali się rapera machającego rękami. Mam takich stereotypów serdecznie dosyć, nie w 2014 roku.

Nadal chcesz potrząsać mieszczaństwem. Czy to efekt niezgody na to, co mamy na codzień?

Ten Typ Mes:To efekt sprzeciwu wobec obowiązującym normom większości, które wydają mi się nie mieć sensu. Bo obowiązują tylko dlatego ze to rozwiązania powszechne np. kupowanie tanio i dużo. Ja się zastanawiam: może kupić mniej, ale coś lepszego, wspierać polskie małe biznesy, polskie firmy oferujące coś innego niż sieciówki. Niech kryterium nie będzie tanio, szybko, nowocześnie. Konsumpcjonizm jest tym, co teraz lubię punktować. Sam muszę się przy tym kontrolować: co kupić, co jest naprawdę potrzebne, co zabrałbym z płonącego domu? Niewiele tak naprawdę, choć wydajemy na przedmioty mnóstwo, z roku na rok więcej i wcześniej na święta kredytowego narodzenia.

Kontynuujmy ten właśnie temat, bo w jednym ze swoich felietonów „Internetowy ściek” postawiłeś dość surową diagnozę współczesnych czasów. Piszesz o ogromie głupoty jaką oferuje sieć, jaki wpływ ma na rozwój ludzi. Przypomina mi się tutaj zdanie z felietonu Doroty Masłowskiej: Ciężarne nastolatki spacerują pod rękę rozmawiając o dotykowych ekranach telefonów komórkowych.

Ten Typ Mes: Seks, paznokcie i lajki – tak mój kumpel Maciek streścił rozmowy nastolatek piszczących mu nad uchem w tramwaju. Cóż. Zanika umiejętność opowiadania anegdot. Po co opowiadać, skoro są gotowe memy, wszystko można zobaczyć? Z tego internetowego ścieku trudno jest wyłowić coś wartościowego, trudno oddzielić komentarze lajków od opinii ekspertów – zajmowałem się tą tematyką na co najmniej 3 płytach. Teraz już czuję się zmęczony tym zawracaniem kijem Wisły. To walka z wiatrakami i tym pozornym postępem technicznym. Ludzie uczynili z wygody sztandar. A można na przykład wyznaczać sobie sytuacje, w których wyłączasz telefon, zawsze, sztywno, zamiast podniecać się tym, że pozwolili ich używać w samolotach.

Chcę przywołać cytat z książki „Tragiczne dzieje literatury” Waltera Muschga, który zdaje się korespondować z przekazem, jaki od dawna starasz się przekazać publiczności, chociażby w „My” lub „Willkommen”: Kultura miniona to kanon. O dawnych plewach nikt już nie pamięta. Nie całkiem o to jednak chodzi. Śledząc dzisiejszą kulturę, która niepostrzeżenie stała się „coolturą”, zapomnieliśmy, czym jest prawdziwa twórczość i kim w gruncie rzeczy jest sam twórca. Czy tak jak mówisz w jednej z ostatnich piosenek: rap powinien być nadal „tylko szorstką egzotyką dla inteligencji”? A może czymś więcej, żeby to jakoś uratować?

Ten Typ Mes: Boję się, ze tego nie da się uratować, co najwyżej uporządkować. To tak jak państwo, które nie jest w stanie uregulować rynku reklam, i całe miasta są upstrzone reklamami billboardami, szyldami.

Tzw. pozdrowienia z Polski…

Ten Typ Mes: Dokładnie. Wszystko jest zostawione samemu sobie i tak jest też z internetem, który jest wynalazkiem, który nie podlega kontroli. Bełkot telewizyjny karmi się bełkotem internetowym, a wszystko to przy gasnącej krytyce ekspertów i autorytetów, którzy nie mają siły przebicia, czują się niepotrzebni. Za rosnący wskaźnik samobójstw można by wręcz próbować pociągnąć dostęp do sieci, choć to tylko taka radykalna teoria… Nie wiem czy przez wynalazek telefonu lub telegrafu dzieciaki się wieszały. Anarchia panująca w sieci wzbudza entuzjazm, choć w każdej innej dziedzinie życia anarchia jest niedojrzałą utopią.

Na kolejnych płytach starałeś się edukować słuchaczy – również muzycznie, nie trzymając się sztywno struktur hiphopowych. Były wycieczki w rejony drum&bassu czy elektroniki, rocka. Czy tak popularna i niezbędna etykietka autentyczności z lat 90/00 – 100% hiphop nie jest Ci już potrzebna?

Ten Typ Mes: Nie jest mi potrzebna w ogóle. Nikt nie ma z tego korzyści. Potrzebna jest pewnie garstka ortodoksów muzyki jazzowej, klasycznej czy rapowej po to, by pamiętać, z czego to wyszło, o co chodziło na początku. Ale poza tym niewielkim procentem, chciałbym, by te gatunki były progresywne niż żeby wszyscy chcieli być kserówą Chucka Berry’ego czy Wu Tang Clanu.

Na jednej z płyt przyznałeś, że nie zachwycasz się już przegranym powstaniem – to zachęta, by sięgać głębiej do wiedzy zamiast powtarzać schematy?

Ten Typ Mes: Myślenie patriotyczne o przeszłości jest dobrym i zaraźliwym pomysłem dla młodych ludzi i wcale im się nie dziwię. W tym chaosie odnoszenie się do dokonań ludzi, którzy wykazali się odwagą i heroizmem, czytanie o tym i utożsamianie się jest super, ale ja wolę czyny pasujące do rzeczywistości, jaką mamy teraz. Ci ludzie, co walczyli też nie wyobrażali sobie, że społeczeństwo, które po nich wyrośnie zamiast tworzyć w warunkach wolności, tworzyć przyszłość – będzie wyłącznie rozmawiać o ich czynach. Jestem zwolennikiem myślenia o tym co teraz możemy zrobić by dziś i jutro było lepiej i by myśleć co po sobie zostawimy. Naklejając naklejkę o tym, co było 50 lat wcześniej utrwalasz pamięć o tym co się działo wtedy, a co ty zrobiłeś przez całe swoje życie?

Bukowski czy Hłasko?

Ten Typ Mes: Bukowski! Bukowskiego znam całego, a Hłaskę tylko fragmentarycznie zresztą, więc jak poznam kiedyś każde zdanie Marka Hłaski tak dobrze, to dopiero będę mógł porównać.

Vienio nagrał niedawno płytę Profil Pokoleń będącą hołdem dla twórców rockowych i punkowych lat 80. , przedstawiając rapowe interpretacje ich piosenek. Ty jesteś jedynym z raperów, który może uwspółcześnić Młynarskiego, Osiecką czy Przyborę. Myślałeś kiedyś o tym?

Ten Typ Mes: Na pewno zarobiłbym dużo pieniędzy na tym i pewnie parę instytucji dałoby na to pieniądze. Ale ja mam ambicję, by być kiedyś wymienianym w jednym szeregu z nimi, a nie zarabiać pieniądze na tym, ze oni są bardziej znani niż ja. Oni są kultowi i są wspaniali, ale nie widzę powodu, dla którego miałbym na nich zarabiać pieniądze. Artyści, których przypomniał Vienio potrzebowali tego, pan Młynarski czy pani Osiecka to samograje, marki niewymagające promocji.

Jaka miejscówka w Warszawie jest dla Ciebie najbardziej warszawska, nieodzowna do poznania? Nagrasz kiedyś płytę z Warszawą w roli leitmotivu?

Ten Typ Mes: Nie, to zostawmy Pablopavo. Wiadomo, że Warszawa potrzebuje swojego barda i jest nim Pablopavo właśnie.

A ulubione miejsce?

Ten Typ Mes: Myślę, że każdy ma swoją Warszawę i ulubione miejsce i to jest w tym mieście piękne. Ktoś może sobie przyjechać, być sobie tzw. słoikiem – też nie mam nic przeciwko. Fajnie, jakby płacił tu podatki, ale to nie jest w moich kompetencjach. Nie mam w sobie zupełnie tego hejtu, nie uważam też, ze powinien odrobić jakąś lekcję z jednej podstawowej miejscówki dla mnie albo dla innych – uważających się za ważnych warszawskich artystów. Możesz sam znaleźć swoją Warszawę, pokochać Żoliborz, blokowiska gdzie jesteś bardziej anonimowy czy hipsterskie, ale piękne Powiśle. Żadnych lektur obowiązkowych, to się źle kojarzy, również w przewodnikach.

Powiedz jeszcze o tym nadchodzącym projekcie Albo Inaczej – proponujecie zestawienie klasycznych piosenek hiphopowych w interpretacjach jazzowych. Skąd ten pomysł i co tej idei przyświeca?

Ten Typ Mes:Przyświeca temu wspomniane wcześniej nie wczuwanie się w stuprocentowość hiphopu w hiphopie, potraktowanie tekstów hiphopowych jako piosenek. To takie wzięcie na warsztat poetów rapowych, wykasowanie paru zbędnych sylab, po których piosenka nadal jest piosenką. Natomiast potraktowanie tego zupełnie bez kompleksów, zaaranżowanie tego na jazz. Chodzi jednocześnie o odakademizowanie jazzu i odhiphopowienie hiphopu niejako.

To ciekawe, Maria Sadowska powiedziała mi niedawno w wywiadzie, że też chce przybliżyć ludziom jazz, przypomnieć jego użytkowość i udemokratycznić to z pozoru trudne brzmienie ! Chodzi o etos jazzu jako muzyki tanecznej…

Ten Typ Mes:Maria Sadowska, tak, szacunek!

Alkopoligamia 4 life czy wejdziesz kiedyś w okowy drobnomieszczaństwa?

Ha, ha ! Ja może nawet zawsze miałem w sobie ten mieszczański pierwiastek, z którym też walczę. Ale w życiu chodzi o to, by przecież nie porosnąć mchem. Dlatego zawsze będę się starał, by iść pod prąd. Nawet jak obrosnę tym mchem drobnomieszczaństwa, to postaram się, by on rósł na przykład na lewą stronę. Zawsze będę się starał zadawać niewygodne pytania. Będę dążył do tego, by było trochę niewygodnie, bo w życiu nie chodzi o to, by było wygodnie. By leżeć przed telewizorem, obżerać się i mieć to tzw. poczucie bezpieczeństwa. Z tym właśnie walczę: z nadmiernym przywiązaniem do poczucia bezpieczeństwa, jakbyśmy byli 5 lat po wojnie, takie szukanie tzw. świętego spokoju.

Który okazuje się być często złudnym poczuciem komfortu i potem przychodzi katastrofa…

Ten Typ Mes:Tak, a czasami nie przychodzi nic i ludzie przeżywają swoje życie gapiąc się w szkiełko. Nie przychodzi katastrofa, ale budzą się w wieku 40 lat i stwierdzają że przeżyli dużą część życia w świętym spokoju. Inspiruje mnie na przykład moja babcia, która niemal do końca życia była praktykującym lekarzem. Staram się nie rozwijać w sobie tego wirusa świętego spokoju.Choć do prawdziwych, japońskich pracoholików też oczywiście nie aspiruję.

Nie ma więcej wpisów