Archive swoją przygodę z filmem miał już ponad 10 lat temu. Stworzyli wtedy ścieżkę dźwiękową do filmu Michel Vaillant, który w Polsce wyświetlany był pod zaskakującym tytułem Najlepsi z najlepszych. Pomimo, że pozostałe albumy nie były tworzone stricte pod potrzeby kinematografii, kilka ich utworów pojawiło się w różnych produkcjach, jak choćby w polskim thrillerze Sęp. Z każdym kolejnym krążkiem nie cichły opinie o tym, że muzyka brytyjskiej grupy idealnie nadaje się do wykorzystania w kinowych produkcjach. Właśnie dlatego stworzyli kolejny filmowy album, jednak tym razem obraz powstał później, pod wpływem muzyki.

Wszystko zaczęło się od dźwięków dzwonów londyńskiego kościoła, które rozpoczynają tytułowy Axiom. Grupa wykorzystywała je również, aby rozpocząć swoje koncerty i wprowadzić słuchacza w odpowiedni nastrój. Nagrane dzwony niepokoją, powodują lekki dreszczyk, a przede wszystkim brzmią monumentalnie od razu tworząc w głowie przeróżne obrazy. Cała kompozycja leniwie się rozwija i funduje słuchaczowi niemal 10 minut klimatu, jaki tylko Archive potrafi stworzyć. Z każdym dźwiękiem utwór nabiera mocy. Pojawiają się powoli dźwięki elektrycznego pianina, które górują w całej kompozycji i niemal wprowadzają w trans. Album zaczyna się jednak od rzewnie wyśpiewanego Distorted Angels. Wokal wręcz rozlewa przeróżne emocje, takie jak strach, żal, lekką nutę nadziei. Tłem przez całkiem długi czas są tylko coraz wyraźniejsze smyki, które na przemian unoszą utwór i czynią go cięższym.

Nowy materiał utrzymany jest na typowy dla zespołu, wysokim poziomie. Każdy utwór żyje własnym życiem i maluje przeróżne obrazy w głowach słuchaczy. Jest to bardzo zwarta, spójna i przemyślana płyta. Niestety, jest też krótka. Liczyłem na coś więcej, bo Archive należy do jednych z moich ulubionych grup. Nie mam na myśli niskiego poziomu, bo zdecydowanie tego nie można im zarzucić, choć brakuje tu zaskoczenia i czegoś dłuższego – bowiem na całość składa się 7 kompozycji, z czego ostatni utwór jest tylko repryzą utworu Axiom. Jednak to, co dostałem to zdecydowanie dobry Archive w pigułce, który nie szukał za wiele i nie eksperymentował, ale sprostał moje oczekiwania.

Sam film zostawiłem sobie na później. Najpierw chciałem się skupić na samej muzyce, aby tylko ona była jedyną wartością w odbiorze nowego albumu. Sądząc po niej, obraz, który powstał do nowego materiału będzie mroczny, ale niesamowicie klimatyczny. Sama płyta nie powinna być również traktowana, jako następczyni With Us Until You’re Dead, a jako ciekawostkę, nowe artystyczne wyzwanie zespołu. Moim zdaniem wyszło im bardzo dobrze, dlatego czekam na więcej muzycznych wrażeń i filmowy seans.

Nie ma więcej wpisów