music is ... muzyka z najlepszej strony.

Arms and Sleepers: „Jest nas tylko dwóch, więc nie kłócimy się zbyt dużo”

Arms and Sleepers / mat. prasowe

Arms and Sleepers / mat. prasowe

Read the English version of the interview >>>

Podczas festiwalu Off Plus Camera, rolę oficjalnego klubu festiwalowego pełnił Lizard King, tam właśnie odbyły się wszystkie koncerty Off Sceny i tam także udało mi się zamienić kilka słów z Arms and Sleepers jeszcze przed tym jak oczarowali krakowską publiczność swoim rewelacyjnym setem. Mirza Ramic i Max Lewis to duet, który tworzy unikalny rodzaj elektroniki, ich twórczość łączy w sobie chilloutową delikatność, trip hopowy mrok i wiele innych elementów, a podczas naszej krótkiej rozmowy opowiedzieli mi o swojej miłości do kina, o tym dlaczego wolą Almodóvara od Lyncha i z kim chcieliby współpracować. Duet wspomniał również o swoich planach wydawniczych zdradzając co nieco na temat brzmienia nowego materiału.

Wiem, że jesteście fanami kina, a także tworzycie muzykę do filmów, sądzę więc, że nie jest to przypadek, że pojawiacie się na festiwalu filmowym?

Mirza Ramic: Sądzę, że gdybyśmy mieli wybór pomiędzy festiwalem normalnym a filmowym zawsze wybralibyśmy ten drugi.

Czy mieliście już okazję zobaczyć któreś z festiwalowych filmów?

MR: Dopiero przyjechaliśmy do Krakowa, więc jeszcze nie, ale zostajemy do soboty i mamy w planach obejrzenie kilku filmów.

Czy jest jakiś reżyser z którym szczególnie chcielibyście pracować?

MR: Takim kimś na pewno jest Pedro Almodóvar, lubimy wszystkie jego filmy, one również bardzo nas inspirują. Muzyka, którą wybiera także jest świetna i oczywiście praca z nim byłaby wyzwaniem, ale jeśli mielibyśmy decydować się na jednego reżysera to byłby właśnie on.

Max Lewis: Pedro jest numerem jeden, jego muzyczne wybory zawsze są dobre, ale np. Noah Baumbach jest przykładem reżysera, który nie ilustruje swoich filmów najlepszą muzyką. Nie jest to aż tak złe, ale my moglibyśmy zrobić to lepiej, mamy pomysły na konkretne dźwięki, które pasowałyby do jego twórczości.

A David Lynch?

ML: On potrzebuje więcej pomocy z kamerą, ponieważ używa taniego sprzętu jego firmy wyglądają na amatorskie i nie mogę ich oglądać.

Niedługo ukaże się wasze nowe wydawnictwo, czego możemy się po nim spodziewać?

ML: Prawdopodobnie eksperymentalnego hip hopu w stylu J Dillah i Flying Lotus zmieszanego z syntezatorami w stylu lat 80 ponieważ ostatnio oglądaliśmy sporo serialu Miami Vice, od którego jesteśmy totalnie uzależnieni.

Od początku waszej kariery wydaliście już bardzo wiele nagrań, wygląda na to, że jesteście niezwykle pracowici, jak to robicie?

MR: Po pierwsze nie wszystko jest tak dobre, a poza tym są momenty kiedy sporo rzeczy nas inspiruje, ale czasem inspiracja w ogóle nie przychodzi. Tworzymy muzykę od 8 lat i w tym czasie wypuściliśmy sporo wydawnictw, ale niektóre nich są tylko EP – kami, a nie całymi albumami. Próbujemy być tak produktywni jak to tylko możliwe w naszym życiu, nie tylko z muzyce, dlatego jeśli już pojawia się inspiracja to ciężko pracujemy.

ML: Nasz terminarz również wpływa na produktywność, nie pracujemy od 9 do 5, mamy swoją szkolną pracę z wolnymi wakacjami no i jesteśmy bardzo zmotywowani, zawsze znajdzie się czas na tworzenie muzyki. Inną sprawą jest to, że tworzymy elektronikę, nie tracimy czasu na nagrywanie demówek i chodzenie do studia. Poza tym jest nas tylko dwóch, więc nie kłócimy się zbyt dużo.

MR: Byliśmy w zespole z kilkorgiem innych ludzi co sprowadzało się do kłótni i niskiej produktywności, teraz kiedy jest nas tylko dwóch jest łatwiej. Wciąż zdarzają się nieporozumienia, ale pomiędzy dwojgiem ludzi łatwiej jest je rozwiązać.

Planujecie całą wschodnio- europejską trasę, odwiedzicie miejsca takie jak Ukraina czy Rumunia podczas kiedy bardzo niewielu artystów tam zagląda…

MR: Nasze najlepsze koncerty odbywają się we wschodniej Europie gdzie publiczność jest najbardziej entuzjastyczna, więc staramy się tam jeździć jak często tylko możemy. Granie w Europie zachodniej czy w Stanach jest trudniejsze ponieważ ludzie mają tam dostęp do wszystkiego co powoduje, że szybciej się nudzą. Na wschodzie wciąż można zauważyć naturalne, organiczne podekscytowanie muzyką, stąd też cieszymy się jak tylko uda się tam zagrać.

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...