Po Madrycie, Sztokholmie i Tokio – Red Bull Music Academy Weekender dotarł do Polski przejmując w czerwcowy weekend kontrolę nad Warszawą.

Festiwal zaprezentował ponad 35 artystów z szeroko rozumianej muzyki elektronicznej i hiphopu występujących na 4 scenach skupionych wokół Pałacu Kultury i Nauki. Premierowe występy oraz unikalne kolaboracje czekały na entuzjastów różnych gatunków muzycznych. Wystąpili m.in.: Brodka z nowymi aranżacjami swoich piosenek (chyba już na stałe wtopiła się w alternatywno-elektroniczny entourage), Danny Brown – po raz pierwszy w Polsce, Looptroop Rockers, Kamp! z premierowymi utworami , Mikromusic oraz Pink Freud grający utwory ikonicznego Autechre.

Line-up festiwalu i przystępne ceny biletów pozwalały przypuszczać, że na koncerty przybędą Ci, których nowoczesna muzyka rzeczywiście zajmuje. Tych, którzy kupują płyty i z wypiekami na twarzy odsłuchują przedpremierowe utwory z niewydanych jeszcze płyt. Na festiwalu nie było wielkich tłumów, ale to była de facto zaleta – wyselekcjonowana przez własne gusta publiczność.

W piątek ze swoimi sick-beatz prosto z Detroit wystąpił Danny Brown – bas stąpał tak nisko, że ghetto-house’owe i trapowe brzmienia niosły się po całej Marszałkowskiej. Brodka zgromadziła pod sceną swoich wiernych fanów, czekających na reinterpretacje tego, co znają z poprzednich płyt. Przy bezchmurnym niebie Varsovie zabrzmiało jak nowy hymn tego miasta, choć na parkiecie pewnie wolałbym usłyszeć wersję Eltron John’s Dub.


Specjalnym występem tego dnia zasługującym na osobną laurkę była koncertowa wersja Niewidzialnej Nerki. Wydana przez wytwórnię S1 Warsaw składanka z nowymi wersjami klasyków polskiego hiphopu z lat 90. doczekała się wręcz historycznego występu. Na scenie teatru studio zaprezentowano kilkanaście standardów ze złotych lat tej muzyki w Polsce.

Muzycy i DJ-e na scenie na Scenie Teatralnej w osobach: Night Marks Electric Trio, DJ Steez83, Ras i Vienio oraz gościnnie Spinache pokazali całe sedno, esencjonalne, czyste „mięso” hiphopu. Na początek Film Kalibra 44 zabrzmiał jak czysty jazz z czasów Komedy, potem Vienio nawijał fragmenty klasycznych osiedlowych hymnów z lat 90. świetnie współbrzmiąc z zespołem i DJ-em Steezem.

Luźny klimat jak na spontanicznej imprezie, euforyczna reakcja publiczności, która znała każdą linijkę tekstu udowodniły, że ta muzyka odcisnęła swój stempel w całej kulturze młodzieżowej ostatnich 25 lat wolnej Polski. Upadek Spinache’a podczas rapowania Leku oraz bezkompromisowe rymy Włodiego przywołującego szesnastki z albumu Skandal pokazały jak autentyczna była/jest (niepotrzebne skreślić) ta muzyka. Ja Mam to Co Ty, Osiedlowe Akcje, Nie ma Czasu Pomyśleć w wersji live oddały w pełni moce twórcze, jakie drzemią w kulturze hiphop. I może w końcu przestaną być one – jak mówi na swoim nowym albumie Ten Typ Mes – tylko szorstką egzotyką dla inteligencji?

Sobota należała już do tria KAMP! , które oprócz kompozycji z pierwszego longplaya i Discotexasowych singli, zagrał nowe utwory. Na scenie w Teatrze Studio można było posłuchać wyjątkowego występu, w którym legenda techno – Moritz Von Oswald połączyła się z legendą afrobeatu – Tonnym Allenem.

Czerwcowy weekend pokazał pogodne niebo nad Warszawą. I dał sygnał, że publiczność czeka na kolejne imprezy spod znaku Red Bulla – Londyn, Warszawa, Paryż czy Dakar, bo muzyka jest językiem wszechświata cytując Fisza…

Nie ma więcej wpisów