Read the English version of the interview >>>

Peter Broderick – multinistrumentalista i wokalista, a przede wszystkim niebojący się eksperymentów utalentowany człowiek. Choć pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, przez sześć lat jego domem była Europa, gdzie nawiązał współpracę z wieloma artystami, przy czym głównie znany jest z występów z zespołem Efterklang. W krakowskim klubie Lizard King opowiedział mi o korzyściach płynących z pracy za granicą, różnicach między Europą a USA, nowym projekcie z Gregiem Hainsem oraz czego tak naprawdę szuka w muzyce.

musicis.pl: Spotykamy się podczas festiwalu Off Plus Camera, to przedsięwzięcie promujące kino niezależne. Wiem, że masz doświadczenie w tworzeniu muzyki filmowej. Jak ważny, według Ciebie, jest soundtrack dla filmu jako całości?

Peter Broderick: Dla niektórych filmów muzyka jest naprawdę bardzo ważna. Co ciekawe, w większości przypadków, chyba że samemu jest się muzykiem, można jej nie zauważyć. To tylko element, który uzupełnia atmosferę, nastrój dzieła i właściwie nie powinien on zwracać uwagi. Główną rolę mają odgrywać dialogi i obraz. Oczywiście są momenty w których muzyka naprawdę błyszczy, ale nie powinna wysuwać się na pierwszy plan. Chodzi przede wszystkim o jej spójność z obrazem. Tak, ścieżka dźwiękowa jest ważna, ale widziałem wiele znakomitych filmów, z niewielką ilością muzyki lub w ogóle jej pozbawionych.

musicis.pl: Filmy, kino jako forma sztuki, czy ma ono wpływ na Twój proces twórczy?

Peter Broderick: Oczywiście. Właściwie zanim zostałem, nazwijmy to, profesjonalnym muzykiem, chciałem być filmowcem. Studiowałem film w Oregonie skąd pochodzę. Chodziłem na zajęcia z obrazu cyfrowego i techniki zapisu w standardach Super 8 czy 16mm. Zrobiłem wtedy wiele filmów krótkometrażowych i to w ten sposób zaczęła się moja przygoda ze sztuką.

musicis.pl: Czy byłbyś w stanie wymienić jakiś konkretny tytuł, który zrobił na Tobie wyjątkowe wrażenie?

Peter Broderick:Tak, jest taki film z Islandii pod tytułem Noi Albinoi. Obrazy tam są po prostu piękne. Został nakręcony w małej islandzkiej wiosce, gdzie jest bardzo dużo śniegu i górskie krajobrazy. Dominuje w nim specyficzny rodzaj czarnego humoru, który jest mi bardzo bliski. Co jednak najbardziej przyciągnęło moją uwagę to fakt, że reżyser napisał muzykę do tego filmu, co zdarza się bardzo rzadko. To właściwie jedyny przypadek z którym się spotkałem, a w tym okresie ja robiłem dokładnie to samo. Tworzyłem filmy i muzykę do nich, stąd oniemiałem kiedy zobaczyłem podobne połączenie u kogoś innego.

musicis.pl: Wybrałeś Skandynawię, czy szerzej, Europę, jako miejsce pracy i spędziłeś tu dobrych kilka lat. Czy według Ciebie jest więcej podobieństw czy różnic w podejściu do tworzenia muzyki między Europą a Stanami Zjednoczonymi?

Peter Broderick:To zabawne, ponieważ mówisz, że to ja wybrałem Europę, ale właściwie czuję, że to Europa wybrała mnie. Dostałem zaproszenie od duńskiej grupy (Efterklang – przyp.red.) by przyjechać i zagrać z nimi. Poznaliśmy się za pośrednictwem internetu, serwisu MySpace. Jednak przeprowadzka to nie było coś, czego się spodziewałem lub do czego dążyłem w tamtym czasie. Oczywiście, było moim marzeniem przyjechać do Europy i grać tutaj. Już wcześniej słuchałem bardzo dużo muzyki, która stąd pochodziła, więc chciałem się tu dostać któregoś dnia i tak, zanim się obejrzałem, byłem już na miejscu i koncertowałem.

Trudno mi powiedzieć jakie dokładnie są różnice, ponieważ miałem szczęście, że wpasowałem się w sytuację gdzie wszystko było już przygotowane i dobrze funkcjonowało. Nie musiałem sam o nic zabiegać. Jednak myślę, że jest kilka poważnych różnic. W Europie w większości krajów można uzyskać od państwa dodatkowe fundusze na sztukę, co ułatwia płacenie muzykom za dawanie koncertów czy organizację ciekawych wydarzeń kulturalnych. W Stanach takie rzeczy nie mają miejsca. Są ludzie, którzy mówią, że tak jest lepiej, ponieważ to motywuje artystów do bardziej wytężonej pracy jeżeli chcą się wybić. Są pozytywne i negatywne aspekty każdego podejścia. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy któreś jest lepsze. Zdecydowanie podoba mi się sposób funkcjonowania rzeczy w Europie, z większym wsparciem dla kultury. W innym przypadku nie miałby za co żyć przez ostatnie sześć lat.

musicis.pl: Teraz, kiedy wróciłeś do Oregonu i patrzysz z tej perspektywy na lata spędzone w Europie, co było największą korzyścią płynącą z pracy na naszym kontynencie?

Peter Broderick: Największą korzyścią z pobytu było właśnie zyskanie tej perspektywy. Teraz, kiedy przeprowadziłem się z powrotem do Ameryki patrzę na to miejsce w zupełnie inny sposób i tu chodzi o dużo więcej niż tylko muzykę. Pobyt wpłynął na moje życie prywatne i podejście do ludzi. Jestem bardzo wdzięczny za to, że mogłem wyjechać i zyskać nowe spojrzenie. Właściwie, przez dłuższy czas myślałem, że nigdy nie wrócę do Stanów, ale w zeszłym roku odczułem potrzebę bycia bliżej rodziny, więc pojechałem spróbować. Czułem się naprawdę dobrze, więc stwierdziłem, że wracam na stałe. Rzeczywiście, patrzę teraz na moje rodzinne strony inaczej i nie chodzi tu o konkretne rzeczy, tylko takie poczucie, że widziało się kawałek zewnętrznego świata.

musicis.pl: Jak na swój młody wiek brałeś udział w kolaboracjach z wieloma artystami. Kiedy podejmujesz decyzję o zaangażowaniu się w konkretny projekt, długo się nad tym zastanawiasz, wahasz, czy raczej jest to wybór pod wpływem impulsu?

Peter Broderick: Powiedziałbym, że jestem bardziej impulsywny. Staram się zastanawiać nad rzeczami tak mało jak to tylko możliwe. Zdarzało się, że myślałem zbyt dużo zaczynając projekt i to niekoniecznie mi pomogło. Kiedy decyduję się na współpracę z kimś, staram się nie zaczynać pracy zanim nie będziemy razem w tym samym pomieszczeniu. W niektórych przypadkach nie mamy nawet możliwości by się spotkać, dostaję materiały przez internet. Staram się jednak angażować w kolaboracje, przy których mogę poznać artystę osobiście, bo przesyłanie plików tam i z powrotem nie jest moim ulubionym sposobem pracy. Tworzą się wtedy niepotrzebne nieporozumienia, gdyż osoby z którymi się współpracuje nie wiedzą dokładnie co zostało zrobione, dostają tylko fragmenty. Dojście do momentu, w którym wszyscy mamy wspólny punkt widzenia, zajmuje dużo więcej czasu.

musicis.pl: A propos Twojej najświeższej współpracy z Gregiem Hainesem, mam na myśli projekt Greg Gives Peter Space, jak do niej doszło? Muszę przyznać, że połączenie Twojego nastrojowego brzmienia i dubowych, elektronicznych aranży Grega jest elektryzujące.

Peter Broderick: Jesteśmy niezwykle szczęśliwi, że w końcu udało się nam coś skończyć. Greg, kiedy mieszkałem trzy lata w Berlinie, stał się jednym z moich najlepszych przyjaciół. Zaczęliśmy razem pracować nad muzyką, ale w większości po prostu spędzaliśmy wspólnie czas słuchając muzyki i chodząc na koncerty. Stworzyliśmy dużo różnych rzeczy, ale nie byliśmy w stanie nadać im finalnej formy dopóki nie wróciłem do Ameryki. Teraz paradoksalnie, kiedy przyjeżdżam go odwiedzić, lepiej wykorzystujemy nasz czas, ponieważ mamy go mniej. Pracujemy naprawdę dużo szybciej i obaj jesteśmy niezwykle podekscytowani tym projektem.

musicis.pl: Jak długo trwać będzie promująca go trasa? Wiem, że szykujecie kilka koncertów.

Peter Broderick: Hm, jest to dosyć trudne, gdyż obaj mamy mnóstwo innych rzeczy na głowie, którym trzeba poświęcić czas. Bardzo się jednak staramy, by koncertów było jak najwięcej, w czerwcu czeka nas około siedem. Chcieliśmy przyjechać do Polski, ale niestety wszystkie miejsca były już pozajmowane. Projekt bowiem został stworzony bardzo szybko. Skończyliśmy go, wysłaliśmy, wytwórnia powiedziała tak, chcemy to wydać!, na co my odpowiedzieliśmy świetnie, zróbmy to w czerwcu!. Tym sposobem, gdy zaczęliśmy szukać klubów w których mogłyby się odbyć koncerty, było ciężko znaleźć coś wolnego. Tyle jeśli chodzi o Europę. W sierpniu, mam nadzieję, Greg przyjedzie do Stanów i zagramy w kilku miejscach na Zachodnim Wybrzeżu, a potem się zobaczy. Chcemy kontynuować współpracę ponieważ to wydawnictwo jest dość krótkie, zawiera jedynie sześć utworów. Bardzo możliwe, że będziemy pracować nad albumem długogrającym, czas pokaże.

musicis.pl: Co ciekawe, Twoja strona internetowa jest wyjątkowo często aktualizowana. Sekcja w której zachęcasz ludzi do zadawania Ci pytań i odpowiadasz na nie, czasem nawet krótką improwizowaną piosenką, jest naprawdę niezwykła. Co według Ciebie może zyskać artysta poprzez utrzymywanie bliskiego kontaktu z fanami?

Peter Broderick:Co może zyskać? Czuję, że robię to, ponieważ taki rodzaj kontaktu jest dla mnie bardziej interesujący. Kiedy tworzę, zaczynam od pomysłu, który wiąże się z moim prywatnym doświadczeniem, ale kiedy album zostaje wydany, nie jest już tylko mój, jest dla innych ludzi. Już nawet nie wywołuje we mnie tych samych intensywnych emocji jak przy procesie tworzenia. One już dawno zdążą opaść, a dla wszystkich słuchaczy to dopiero początek. To właśnie Ci ludzie są odpowiedzialni za to, że mogę żyć z muzyki, dlatego bardzo świadomie staram się o tym nie zapominać i rozwijać relację z nimi jak tylko mogę.

musicis.pl: Pytam, gdyż część artystów ma tendencje do odgradzania się od fanów, a przecież chyba nie o to chodzi.

Peter Broderick:Tak. Wiesz, każdy jest inny. Niektórzy wykonawcy są po prostu bardziej nieśmiali w rozmowach z nieznajomymi. Ja osobiście je uwielbiam, jest to dla mnie coś naturalnego i niezwykle przyjemnego.

musicis.pl: Teraz pytanie z odwrotnej strony. Widziałam Cię wczoraj, tu na Off Scenie, na koncercie zespołu Babu Król. Jak Ci się podobało?

Peter Broderick:Byli niesamowici! W sensie, to było coś tak zupełnie przeciwnego do rzeczy których słucham na co dzień, ale wystarczyło rozejrzeć się po sali, by zobaczyć jak dobrze ludzie się bawią. Cóż można złego powiedzieć na ten temat? Atmosfera była niezwykle pozytywna i podnosząca na duchu, a grupa miała tyle energii! Ach, a wokalista (Budyń, Jacek Szymkiewicz – przyp.red.) był… To dobrze, że gra w zespole, bo inaczej mógłby oszaleć! Muzyka jest w tym względzie świetnym środkiem wyrazu, bo pozwala takim ludziom jak on wykorzystać energię do tworzenia czegoś przejmującego.

musicis.pl: To oczywiste, że jesteś fanem wielu innych artystów. Część z nich jest zapewne w Polsce mało znana. Mógłbyś nam kogoś polecić?

Peter Broderick:Hm, zastanówmy się. Czuję, że powinienem polecić zespołu, które wciąż grają, ale muzyka którą słucham to także starsze utwory. Zawsze przychodzi mi do głowy jeden człowiek, Arthur Russell. Już nie żyje, ale jest dla mnie ogromną inspiracją. Próbował tylu różnych rzeczy i dlatego właśnie jest mi bliski. Jeżeli tworzę piosenkę na gitarze, do następnej używam pianina i to właśnie jest dla mnie interesujące. Kiedy słuchasz muzyki Russela, na początku trudno nawet powiedzieć, że to wciąż ten sam artysta, ale kiedy się wsłuchasz, dociera do ciebie dominujące, spajające całość odczucie. Dlatego próba odkrycia w jaki sposób cały materiał mógł wyjść od jednego człowieka jest świetną łamigłówką. Poza tym dużo słucham muzyki moich przyjaciół. Zanim zacząłem współpracę z Gregiem Hainesem, byłem po prostu fanem. Myślę też o pewnej dziewczynie, która mieszka w Hiszpanii, a wydaje pod imieniem Coleen. To co tworzy, to pewien rodzaj ambientu, który według mnie jest niezwykle piękny.

Czas na ostatnie pytanie. Używasz bardzo wielu instrumentów, przekraczasz granice gatunkowe jak nikt inny. Czego zatem szukasz w muzyce? Co jest tą rzeczą, którą trzeba posiadać, by wszystko grało jak należy?

Peter Broderick: Szukam rzeczy, które są niepowtarzalne, ludzi, którzy są sobą i nie starają się nikogo kopiować. Lubię czuć, że osoba tworzy coś z potrzeby serca, a nie stara się dokładnie powtarzać coś, co wydaje się fajne. To tak jak wokalista na wczorajszym koncercie. On po prostu jest sobą. Jestem pewien, że inspiruje się innymi artystami jak każdy, ale sam jest niezwykle barwną postacią i to mnie naprawdę kręci. Szukam także pozytywnego nastawienia. Staram się odwracać od rzeczy, które są zbyt agresywne. Lubię elementy melancholijne, smutne, ale dla mnie w pewnym sensie one wciąż są pozytywne. Czuję się dobrze odczuwając ten rodzaj emocji. Tak, w muzyce szukam pozytywnych wrażeń i silnych charakterów.

Nie ma więcej wpisów