Röyksopp współpracowali już z różnymi wokalistkami i ewidentnie mają oni szósty zmysł do zatrudniania odpowiednich osób, które mają zaśpiewać ich kawałki. A może to skandynawska krew płynąca w żyłach zarówno duetu jak i artystek sprawia, że tak dobrze razem brzmią? W każdym razie historia rozpoczęła się od niesamowitego What Else Is There?, w którym charakterystyczny głos Karin Dreijer Andersson wraz z genialnym klipem tworzą wciągającą, surrealistyczną atmosferę.

Zachęceni tą owocną współpracą oraz sukcesem jaki ona przyniosła, panowie Brundtland oraz Berge połączyli siły z wokalistką the Knife w dwóch kawałkach na Junior – kolejnym, najbardziej przebojowym w ich dorobku krążku. Pojawiła się tam również Lykke Li – wówczas wschodząca gwiazda, wciąż słodka i dziecinna, a także Norweżka Anneli Drecker, jednak żadna z nich, nawet Dreijer Andersson, nie była tą najlepszą. Show skradła bowiem Robyn, która chyba nigdy wcześniej w swojej popowej karierze nie zaśpiewała czegoś tak dobrego.

Szybko stało się jasne, że przy The Girl and the Robot wytworzyła się nieprawdopodobna chemia i że na tym się nie skończy. Röyksopp zrewanżowali się produkując kołyszący, lekko hip hopowy None of Them, który trafił na album Szwedki. Następnie ich drogi się rozeszły, ale kiedy kilka miesięcy temu ogłoszono wspólną trasę oraz album nikt chyba nie był zaskoczony.

Tytuł EP-ki, jak i promujący ją kawałek głośno i wyraźnie pokazują radość ze spotkania po latach, tekst piosenki może być oczywiście odczytywany dwuznacznie, ale ja osobiście jestem zwolenniczką interpretacji w kontekście ponownej współpracy trójki przepadających za sobą artystów (one more time, let’s do it again, blow my mind, do it again). W jednym z wywiadów Robyn i Röyksopp przyznali, że od czasu The Girl and the Robot sami są dla siebie ogromną inspiracją, co ciekawe radosny beat i jazgot syntezatorów w Do It Again bardzo przypominają właśnie tamten kawałek.

Na wydawnictwo składa się pięć utworów, w większości wyraźnie można rozpoznać styl norweskiego duetu – instrumentalny, leniwie toczący się do przodu Inside the Idle Hour Club niesie ze sobą echa Senior, ich najmniej komercyjnego i najbardziej stonowanego krążka. Every Little Thing natomiast aż nazbyt wyraźnie przypomina Miss It So Much z tą różnicą, że dziecinny wokal Lykke Li zastępuje dźwięczny głos Robyn. Za to house’owy beat Say It to nowość, a zarówno Röyksopp jak i ich szwedzka koleżanka wyznali, że interesują ich roboty, a ten kawałek jest owocem tej fascynacji – surowy, odczłowieczony do granic możliwości i obdarty ze wszystkich ozdób. W The Girl and the Robot artystka nazwała swojego partnera robotem, w Say It kontynuuje temat angażując się w prowokacyjny i zmysłowy dialog z maszyną.

Rozpoczynający ten mini-album Monument zasługuje na osobny akapit, bynajmniej nie dlatego, że trwa prawie dziesięć minut, ale z uwagi na to co się w tym czasie dzieje. Utwór ten zainspirowały rzeźby, które Robyn zobaczyła kiedyś w Londynie, ale tutaj tytułowym pomnikiem ma być muzyka, która na zawsze upamiętni jej twórców. Artystom pierwszy raz w karierze udało się wyczarować coś tak nastrojowego i pełnego majestatu, godne podziwu jest to, że trzymając się cały czas podstawowej melodii uczynili ją tak bardzo różnorodną, a dodatkowo ozdobili ciepłym brzmieniem saksofonu.

Na swoim facebookowym profilu Röyksopp przedstawiają się jako dwugłowy norweski potwór zajmujący się współczesną muzyką elektroniczną. Teraz potwór ten zyskał jeszcze jedną głowę wyposażoną w dźwięczny wokal, a w dodatku doskonale zgraną z dwiema pozostałymi. Owoc ich wspólnej pracy tryska radosną energią i tylko potwierdza tezę, że Robyn, Svein i Torbjørn zostali dla siebie stworzeni.

Nie ma więcej wpisów