Po wypatrzeniu w ich ulubionych artystach nazwiska Ásgeir czy zespołu Bon Iver, można by się spodziewać, że Les ki będzie kolejnym konkurentem Fismolla i jemu podobnych, którzy fascynują się mroźnymi, nieco szorstkimi balladowymi opowieściami. A jednak stworzona przez muzyków EP-ka Zaczyn swoje folkowe aspiracje lokuje gdzieś zupełnie indziej.

Tajemniczy Les ki, czyli Paweł Leszoski, a także Robert Rasz, Miłosz Wośko, Wojciech Gumiński i Piotr Ruszkowski – tak wygląda skład, który te dźwięki ostatnio popełnił. Sam pomysł na to wydawnictwo powstawał jednak przez ostatnie dwa lata i w zamierzeniu miał łączyć folkowe instrumentarium, wyraźne zaznaczenie basu i perkusji z brzmieniem analogowych syntezatorów. Różnorodnych elementów jest tu jednak więcej, bo w czteroczęściowym kalejdoskopie doświadczyć można instrumentów klawiszowych, ale też mandoliny czy banjo.

A tak mówi o sobie sam zainteresowany: Jestem Les ki i nie jestem powiatem. Składam słowa. Scalam dźwięki. Śpiewam. Cieszą mnie pogranicza gatunkowe. Mandoliny i syntezatory analogowe. Banja i smyczki kontrabasowe. Gitary i znaczenia. Stąd „Zaczyn”. Z fascynacji indie-folkiem i avant-popem. Z idei. Przygotowany w towarzystwie Asów. Nie tych z Hydrozagadki ale ludzi prawdziwych.

I tak, jak aranżacyjnie Les ki niekoniecznie zbliża się we wcześniej zaznaczone rejony, tak i kwestia słowa oraz jego wygłoszenia zostaje tu różna. Przede wszystkim cieszy bardzo dobre operowanie językiem polskim, który w tym zestawie przeważa. Dość swobodne, niejednokrotnie oszczędne choć pełne wyliczeń, niedopowiedziane teksty prowadzą nas w stronę niespełnionych romansów. Wiele jednak wskazuje na to, że w przypadku artysta-słuchacz, ten związek może potrwać nieco dłużej.

Nie ma więcej wpisów