W środę rozpoczął się największy w Polsce festiwal, który do Gdyni co roku ściąga całe rzecze miłośników muzyki. Pierwszy dzień zdecydowanie został zdominowany przez świetne występy na scenie namiotowej. Przeczytajcie poniżej naszą relację z wybranych koncertów z pierwszego dnia na Open’er Festival w Gdyni.

Erics Shoves Them In His Pockets (Tent Stage)

Mimo tego, że godzina jak na koncerty była jeszcze dość wczesna, pod namiotem zebrało się całkiem sporo chętnych na występ tego warszawskiego trio. Panom z pewnością nie można zarzucić braku energii czy zaangażowania w muzykę. Uśmiechy goszczące na ich twarzach przez cały koncert cieszą niesamowicie, bo widać, że ta trójka czerpie z grania niesamowitą radość. W dodatku ta ich radość się udziela! Widać to było w namiocie, w którym to z każdą minutą koncertu reakcje i tańce publiczności były co raz śmielsze. Muszę się jednak przyznać, że piosenki (mimo, że znam płytę panów i lubię) nieco zlewały mi się jedno… Aczkolwiek i tak koncert bardzo na plus.
Karolina Lewandowska

Fair Weather Friends (Tent Stage)

Fair Weather Friends tanecznym kopniakiem z półobrotu rozpoczęli swój występ na Tent Stage. Już na początku wyłożyli większość swoich najmocniejszych kart zdając się przy tym mówić: „teraz będziemy się świetnie bawić”. Z początku nieśmiała publika z biegiem czasu, powoli i odrobinę nieufnie zaczęła wczuwać się w klimat koncertu. Ze sceny biła olbrzymia energia i w zasadzie zespół niewiele musiał robić, by summa summarum przekonać do siebie festiwalowiczów oraz urzeczywistnić swój taneczny przekaz.
Adam Bombrych

Widziałam ich po raz pierwszy na tegorocznym Spring Break i miałam mieszane odczucia – niby fajnie, ale… Tym razem nie ma ani niby, ani ale. Panowie wypadli fenomenalnie! Rozkręcili niezłą imprezę na scenie namiotowej i faktycznie, ciężko było oprzeć się ich muzyce. Nóżka sama wyrywała się do rytmicznego tupania.
Karolina Lewandowska

Interpol (Open’er Stage)

Występ Amerykanów rozpoczął koncerty na głównej scenie pierwszego dnia Open’er Festiwal. Kiedy Panowie z Interpol weszli na scenę przypomniał mi się od razu zeszłoroczny koncert Editors. Godzina ta sama, scena ta sama i to samo słońce oślepiające muzyków. Koncert był… po prostu poprawny. Bez większych zachwytów, szaleństw – zagrali, pochwalili i poszli. Z nowej płyty, która do sklepów trafi we wrześniu, zabrzmiały trzy kawałki – My Desire, Anywhere i All the Rage Back Home. Kawałki prezentują się nieźle, jednak największą radość fanom sprawiły największe hity grupy. Widać, że mają panowie swoje zaplecze wielbicieli w kraju nad Wisłą.
Karolina Lewandowska

Metronomy (Tent Stage)

Już po 10 minutach koncertu wiadomym było, że będzie to jeden z najlepszych tegorocznej edycji. Brytyjska piątka w błyskawicznym tempie zapełniała festiwalowy namiot i jeszcze szybciej skradła serca publiki. Zaczęli od Radio Ladio, następnie Love Letters, które zagrane było bardziej dynamicznie niż na nowej płycie. Mniej więcej w połowie koncert odrobinę zwolnił przez takie utwory jak I’m Aquarius, The Upsetter, a także Naked Smile – cover Box Codax w wykonaniu Oscara Casha, który tradycyjnie czarował swoimi wokalno-tanecznymi umiejętnościami. Nie zabrakło również wspomnień z wcześniejszych występów w Polsce, głównie z warszawskiej Stodoły, który jest dla nich jednym z najbardziej pamiętnych w całym dorobku. Przed końcem koncertu rzesza publiczności zaczęła opuszczać Tent Stage w kierunku głównej sceny, gdzie za parę minut miał rozpocząć się występ The Black Keys. Na nieszczęście dla nich, Metronomy rozbujali jeszcze publikę takimi hitami jak: Heartbreaker, The Bay czy You Could Easily Have Me.
Adam Bombrych

Coldair (Alter Stage)

W przypadku Tobiasza absolutnie nie potrafię być obiektywna i zwyczajnie nie potrafię sobie odmówić jego koncertu. Pora raczej nie sprzyjała dzikim tłumom, bo w tym samym czasie grali Interpol i Metronomy, jednak na Alter Stage także pojawiło się kilkadziesiąt osób. Tobiasz prócz znanych z jego ostatniego wydawnictwa utworów zagrał także sporo całkiem nowych kawałków i nimi bardzo zaskoczył. Tobiasz nie jest już grzecznym, cichym chłopcem przy gitarze i laptopie. Nowe oblicze ma zdecydowanie więcej pazura, tego elektronicznego pazura. Podczas koncertu pojawił się także fenomenalny cover piosenki Justina Timberlake’a Strawberry Bubblegum. Prócz samej muzyki pojawiły się matrymonialne propozycje oraz zapowiedź nowej płyty – z pewnością ukaże się ona przed… 2074 rokiem!
Karolina Lewandowska

The Black Keys (Open’er Stage)

Panowie niczym potężna machina lub stary pociąg rozpędzali się bardzo powoli. Koncert można podzielić w zasadzie na dwie części. Pierwsza ze skumulowanymi mniej znanymi i mniej dynamicznymi kawałkami, z których wyróżniały się jedynie Gold On The Ceiling oraz Howlin’ For You. Drugi, bardziej przebojowy i rozpoczęty Tighten Up, po którym były już wyłącznie same hity takie jak Fever oraz Lonely Boy. Ci, którzy przyczajeni są do grania w stylistyce ostatnich utworu mogli być rozczarowani. Przez większość czasu było to tylko bluesowo-rockowe granie. Jedyne, do czego można się przyczepić to zbyt długie przerwy na przestrojenie gitar.
Adam Bombrych

Właśnie na koncert The Black Keys czekałam najbardziej pierwszego dnia festiwalu. To charakterystyczne dla nich bluesowo-rockowe granie od razu rozbujało publiką. Panowie na żywo prezentują się świetnie – mimo że koncert zaczął się dość spokojnie, to z każdą minutą atmosfera stawała się coraz gorętsza. W końcu przy Tighten Up czy Fever zapanował prawdziwy ogień. Mam do koncertu jednak małe ale – może to tylko moje wrażenie, ale zdaje mi się, że podczas The Black Keys coś się działo z nagłośnieniem wskutek czego dźwięk był dziwnie stłumiony. Jednak Panowie i tak absolutnie skradli serca publiki. Z pewnością pomogło w tym małe wtrącenie o tym, że mamy 10 razy więcej energii niż publiczność na Glasto. Dla mnie to raczej oczywiste!
Karolina Lewandowska

Mooryc (Alter Stage)

Bezpośrednio po występie The Black Keys szansę na zaprezentowanie swojego niezaprzeczalnego talentu miał Maurycy Zimmermann – poznański multiinstrumentalista. Do Alter Stage przybyła garstka ludzi. Na scenie czekał już laptop i klawisze. Po chwili wyszedł Mooryc, skromnym „dzień dobry” przywitał publiczność i zaczął produkować dźwięki, które przytłaczały swoją majestatycznością. Każdemu kolejnemu beatowi towarzyszyły odgłosy fali, która przechodząc od sceny, aż na sam koniec namiotu powodowała drgania podłogi. Publika błyskawicznie i niezwykle entuzjastycznie odpowiedziała na przywitanie Maurycego, na którego twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech. Bardzo skromny i lekko nieśmiały człowiek tworzący muzykę z najwyższej półki.
Adam Bombrych

Haim (Tent Stage)

Hedlinerem było The Black Keys, jednak w mojej opinii pierwszy dzień zdecydowanie należał do sióstr HAIM. O tym, że grają przebojowo wiedziałem, jednak mimo to zaskoczyły mnie niezwykle zadziornym, rockowym koncertem. Dziewczyny pokazały swoje nieokiełznane oblicza i jedynie wokalistka zdawała się być balansem dla tego wulkanu energii, który objawiał się chociażby pod postacią basistki szalejącej na scenie niczym Angus Young z AC/DC. Publiczność nie pozostawała dłużna i równie entuzjastycznie reagowała na często niecenzuralne zachęcania do zabawy. Siostry stwierdziły, że był to ich najlepszy koncert na całej trasie, czego najlepszy przykładem mogą być emocje, którym dała się ponieść Alana wskakując ku uciesze fanów w objęcia publiki.
Adam Bombrych

Na Haim zaprowadziła mnie czysta ciekawość, bo sam album zwyczajnie mnie nie zachwycił. Dziewczyny jednak koncertowo okazały się być prawdziwymi diablicami! Grały tak, jakby wstąpił w nich demon i zdecydowanie wygrały swoim koncertem pierwszy dzień Open’er Festiwalu. Szalejąca na scenie basistka zarzucająca bujną czupryną niczym heavymetalowiec była tego najlepszym dowodem. Zdecydowanie w wersji live Haim są bardziej rock niż pop i to się im naprawdę chwali, oby szybko wróciły do Polski bo skutecznie udało im się obudzić we mnie koncertowy głód, a występ mimo że ultra energetyczny, pozostawił po sobie mały niedosyt. Po prostu czas podczas tak świetnego występu płynie zbyt szybko.
Karolina Lewandowska

Foster The People (Open’er Stage)

Można ich nie lubić, jednak trzeba przyznać, że wizualnie na scenie prezentują się znakomicie. Mark Foster to prawdziwy showmen i doskonale wie jak nawiązać kontakt z publicznością. Barierki okupowane zostały w głównej mierze przez wielbicielki nie tylko talentu, ale i urody członków zespołu. Były piski, wrzaski i płacz szczęścia. Nietrudno było dostrzec, iż był to drugi najbardziej wyczekiwany koncert tego dnia. Foster The People na żywo wypadli jeszcze bardziej popowo niż na albumach, co niekoniecznie należy uważać za minus.
Adam Bombrych

Nie ma więcej wpisów