Śmiało można o niej powiedzieć kobieta renesansu. Stara się realizować w wielu płaszczyznach – nie tylko zawodowo, ale i prywatnie. Na polskiej scenie muzycznej jest już obecna całkiem długo, jednak dopiero objęcie roli jurora w jednym z telewizyjnych talent show dało jej szansę dotarcia do większej rzeszy słuchaczy. Dzięki temu jej najnowsze wydawnictwo zaciekawiło znacznie większą liczbę osób. I bardzo dobrze, bo Jazz na ulicach jest krążkiem, który powinien trafić do wielu odtwarzaczy z uwagi na bardzo wysoki poziom.

Pomysł na tę płytę dojrzewał w Marysi Sadowskiej już od wielu lat. Jest to bardzo ważny album w jej karierze, ponieważ napisała teksty, muzykę i zajęła się produkcją przy większości utworów, które się na nim znalazły. Odeszła na moment od tanecznej i alternatywnej muzyki na rzecz tej, w której czuje się najlepiej – jazzu. Materiał jest idealnym przekaźnikiem do oswojenia ludzi z jazzem i pokazania społeczeństwu piękna tej muzyki i jego szaleńczej energii. Sam gatunek w Polsce ma swoich wielbicieli, jednak jest to niewielka grupa. Ta płyta ma szansę postawić jazz na nogi i wprowadzić go do świadomości szerszego grona odbiorców.

To co można znaleźć na krążku zdradza już tytuł i okładka. Jest barwnie, dużo się dzieje, da się odczuć rytm ulic, ich dźwięki. Materiał jest bardzo różnorodny. Wystarczy zamknąć oczy, aby ujrzeć wszelakie barwy, które maluje każda nuta. Największym atutem całego albumu zdaje się być jego energia. Pomimo tego, że Jazz na ulicach zawiera kilka ballad i spokojniejszych piosenek, to pozostałe utwory są taką petardą, że wprost wszczepiają ogromne pokłady wszystkiego co dobre i wesołe w ciało słuchacza. W tej muzyce żyje naprawdę wszystko, począwszy od pulsującego basu, przez pędzącą gitarę i perkusję, kończąc na świetnym wokalu Marysi.

Album otwiera znany już wcześniej utwór Baba. Płomienny wstęp pędzącego kontrabasu i odrobina scatu od razu zmuszają słuchacza choćby do tupania nogą (z czasem przychodzi niekontrolowane wystukiwanie rytmu palcami i nucenie – w moim przypadku właśnie tak było). Utwór jest świetnie poprowadzony, ciekawie rozbudowany, począwszy od kontrabasu, dołączającego głosu i pulsującej gitary. Równie żywe kompozycje to choćby powolnie rozpoczęty Front Line czy Life is a Beat. Mamy też jednak spokojniejsze elementy – na szczególną uwagę zasługuje ironiczne Klikam, które w prześmiewczy sposób opisuje dzisiejszą erę facebookowego społeczeństwa.

Nie zabrakło również gości. Najwybitniejszą postacią, która pojawiło się na płycie obok Marysi w tytułowym Jazzie na ulicach, jest królowa polskiej sceny jazzowej Urszula Dudziak. Utwór został stworzony specjalnie z myślą właśnie o niej. Ciepłe dźwięki idealnie okalają wspaniały umiejętności wokalistki. Połączenie powtarzanego utworu, bogatego instrumentarium, scatu i tanecznego rytmu łączy się w idealną kompozycję na lato. Oprócz znanej jazzmanki na płycie pojawili się również uczestniczki show, w którym pojawia się Marysia – Małgorzata Janek i Beata Orbik, a w chórkach można usłyszeć choćby Leszka Jędrę czy Jarosława „Yaro” Płocicę.

Barwne melodie i charyzmatyczna postać wokalistki, kompozytorki, pani producent, wielozadaniowej mistrzyni Sadowskiej tworzą niesamowity klimat, którego chce się słuchać i co najważniejsze, do którego chce się wracać. To chyba najlepszy album w jej dorobku i już niecierpliwie czekam na więcej.

Nie ma więcej wpisów