OFF Festiwal to jeden z najciekawszych (jeżeli nie najciekawszy) festiwal w naszym kraju. Kilka dni temu zakończył się jeden z etapów konkursu dla młodych kapel „Zagraj na OFFie”, w którym wyłoniono 10 zespołów mających szansę na własny koncert w Katowicach. Wszystko zostało w rękach fanów młodych muzyków, którzy muszą pomóc swoim ulubieńcom głosując na nich w sms’owym głosowaniu.

Okazało się jednak, że nie każdemu te zasady pasują – ja, szczerze mówiąc, mam mieszane uczucia. Ale do rzeczy.

Poznański duet We Call It A Sound zakwalifikował się do wyżej wspomnianej szczęśliwej dziesiątki i… prosi aby na nich nie głosować. W pierwszym momencie – widząc sam początek ich obszernego oświadczenia na zespołowym profilu na Facebooku lekko się zdziwiłam, jednak po chwili okazało się wszystko jasne. Jak nie wiadomo o co chodzi – chodzi o pieniądze.

Muzycy obnażają zasady panujące w konkursie i fakt, że za występ wygrany zespół nie dostanie złamanego grosza. Niezbyt to uczciwe zachowanie szefostwa OFF Festiwalu, głównie ze względu na to, że samo głosowanie przyniesie festiwalowi przynajmniej kilka dodatkowych tysięcy złotych, nie wspominając już o wpływach z biletów.

W tym momencie pierwsze co przychodzi do głowy to myśl „I gdzie to wspieranie polskiej muzyki?” Bo w końcu, jak wspierać jak nawet największe autorytety nie przykładają do tego większej uwagi? Możliwość wpisania sobie w BIO zespołu występ na OFF Festiwalu nie zwróci im kosztów choćby przyjazdu na teren imprezy, nie pomoże też w opłaceniu studia nagraniowego czy kupnie nowego sprzętu. Nie dziwi więc fakt, że młodzi zdolni w dużej mierze nagrywają swoje debiuty w domowych pieleszach i często nie są w stanie żyć tylko i wyłącznie z muzyki.

Są od tej reguły wyjątki, oczywiście. Jednak promotorzy – nie tylko festiwali, ale także mniejszych koncertów – zachowując się w ten sposób nie dają szansy polskiej muzyce. Nie można bezustannie dokładać do interesu, bo rachunki same się nie zapłacą. Najważniejsze jest jednak to, że za pracę się płaci. Koniec i kropka.

Zawsze są jednak dwie strony medalu.

Bo czy zachowanie muzyków z WCIASu jest do końca właściwe? Z pewnością nie jest etyczne. Nikt mi nie wmówi, że w momencie, w którym startowali do konkursu, regulamin nie był ogólnie dostępny, więc panowie wiedzieli na co się decydują. Jeżeli nie przeczytali go wcześniej, świadczy to jedynie o ich głupocie. Dlatego, czy zasadne jest w tym momencie bojkotowanie konkursu? Nikt raczej nie zmusił ich do udziału, zresztą mają już oni za sobą występ na OFFie, a i określenie „debiutant” w ich przypadku mało pasuje (trzy krążki na koncie mówią same za siebie). Dlatego uważam, że zachowanie chłopaków jest mało przemyślane i zamiast sprawić, że nagle Artur Rojek przejrzy na oczy i uzna, że zespołowi gaża się należy, przysporzy im jedynie kłopotów, a już z pewnością zepsuje ich branżowy wizerunek.

Żeby było jednak jasne – w najmniejszym stopniu nie pochwalam zachowania organizatorów OFF Festiwalu, bo takie autorytety muzyczne jak Rojek powinny świecić przykładem dla innych i wspierać młodych polskich muzyków. Granie za „wpis do portfolio” to żadne wsparcie. Tym bardziej, że zwycięzcy pewnie zagrają o 14:00 na scenie za budką z hot-dogami dla dziesięciu, no góra dwudziestu osób. Jednak czy zachowanie chłopaków z WCIAS jest w stanie cokolwiek zmienic? I co na to inne wyłonione w konkursie zespoły?

Poniżej pełne oświadczenie zespołu We Call It A Sound:

„WCIAS na OFF Festival!!!

Z radością obwieszczamy, że udało nam się zakwalifikować do finałowej 10 konkursu, w którym główną nagrodą jest występ na tegorocznym festiwalu OFF. Aby tę nagrodę zdobyć, musimy znaleźć się w trójce zespołów, która uzbiera najwięcej smsowych głosów – szczegóły: http://off-festival.muzzo.pl/

PROSIMY NA NAS NIE GŁOSOWAĆ!!!

Po zapoznaniu się z regulaminem, który dostępny jest pod załączonym adresem, dowiedzieć się można, że beneficjenci konkursu dojechać na festiwal muszą za własne pieniądze. Organizator zapewnia jedynie hotel, nie zapewnia natomiast żadnej gaży, więc debet wygenerowany przy takim przedsięwzięciu jest wprost proporcjonalny do odległości. Jeśli zespół/artysta nie mieszka w pobliżu terenu festiwalu i nie preferuje pielgrzymek pieszych – najpewniej będzie stratny.

Festiwal dotowany jest całkiem pokaźnie z budżetu miasta, sponsorów i mecenasów ma nieanonimowych, stąd w kontekście częstych ostatnio dysput krytykujących granie za darmo – jesteśmy zaniepokojeni i lekko skonsternowani.

Aby oddać na nas głos musielibyście wysłać SMS, którego koszt brutto wynosi 2,46zł. Jest to tzw. SMS Premium i organizator konkursu czerpie z każdego z nich finansowy profit. Żeby nas na festiwalu zobaczyć – i tak będziecie musieli zapłacić za bilet/karnet, więc jest to koszt zawyżony. Jasnym jest, że zwycięstwo w takim konkursie można sobie kupić – kopiąc jeszcze jedną, odpowiednio dużą dziurę we własnym budżecie. Uzbierana suma z wszystkich głosów (sądząc po ilości głosów wygenerowanych w podobnym konkursie w Muzzo kilka lat temu) powinna wygenerować przychody liczone w tysiącach złotych. Czy ta kwota – być może z niewielkim jej wsparciem – nie wystarczy na to, by potraktować zespoły z należnym szacunkiem i zrekompensować im koszty dotarcia na teren festiwalu?

Sami uczestniczyliśmy kiedyś w podobnych konkursach. Na szczęście wygraliśmy tylko jeden – taki, w którym nagrody były pokaźne i miast generować dziury w budżecie – popchnęły nas dziesiątki mil naprzód. Stąd uważamy, że Wasze wsparcie dla tego typu inicjatyw wyczerpaliśmy już lata temu.

Dlaczego więc się zgłosiliśmy? Żeby dotrzeć do organizatora festiwalu, który jest obecny w jury konkursu w osobie dyrektora artystycznego, zaprezentować mu nasz materiał i poddać pod dyskusję zasadność tego typu konkursów. Czy nie można po prost wytypować tych kilku zespołów i zaprosić ich na festiwal na standardowych zasadach? Formuła konkursu pozwala sądzić, że organizator zaakceptowałby obecność na scenie festiwalu każdego z 10 wybranych zespołów, po co więc pchać je w ten szczurzy wyścig?

Bardzo chcielibyśmy wystąpić na Offie – graliśmy tam w roku 2010, tuż po debiucie. Teraz mamy za sobą trzecią, najlepszą naszą płytę, jednak nie nagraliśmy jej po to, żeby się z kimkolwiek ścigać. Jeśli jedynym warunkiem zagrania w tym roku jest uzbieranie odpowiedniej kwoty, którą rozdzielą między siebie operatorzy telekomunikacyjni i organizator konkursu, oraz zasilenie rodzimego (lub nie) przemysłu paliwowego z własnej kieszeni – wolimy stawić się na festiwalu po drugiej stronie sceny. Z uczestnictwa w konkursie jednak nie rezygnujemy. Prosimy więc raz jeszcze – NIE GŁOSUJCIE NA NAS! Będziemy za to wdzięczni za udostępnianie i głośne szeptanie. Cóż, Arturze Rojku, może na podobnych warunkach zaprosisz się sam?”

Nie ma więcej wpisów