Pelson, jeden z członków legendarnej Molesty opowiada mi w wywiadzie – tuż po ukazaniu się nowej płyty – o szukaniu inspiracji w podróżach i muzyce nie-rapowej, wejściu w kanon klasyki hip-hopu, pełnej palecie barw współczesnej sceny rap i trochę o polityce…

Powróciłeś z nową EP-ką. Dlaczego oba ostatnie wydawnictwa nie ukazały się jako pełnoprawny album, a zostały podzielone na 2 krótsze płyty?

Pelson: Wyniknęło to trochę z przypadku. Zaplanowana była tak naprawdę pierwsza EP-ka czyli 3854 i 3 Kroki. Zawsze jarały mnie natomiast wydawnictwa typu EP / extended play, czyli coś pomiędzy maxi-singlem a albumem. Potem myślałem o innych płytach: np. wspólnym z Eldo lub nowej Moleście, ale Włodi i Vienio robili wtedy swoje kolejne solowe płyty. Miałem więc czas i pomyślałem o nagraniu niejako drugiej części, pójściu za ciosem. Nie był to więc z góry założony plan podzielenia płyty by np. zarobić więcej pieniędzy, tylko okoliczności.

186 Dni ukazała się w gorącym dla hiphopu okresie – swoje premiery miały jednocześnie nowe albumy Tede, Eldo, Tego Typa Mesa, Vienia i Spinache’a . Czy to zabieg zamierzony? A może element zdrowego wyścigu?

Pelson: Nie dzwonię po raperach pytając, kiedy mają premiery. I tak naprawdę nie zwracam uwagi na takie rzeczy. Cieszę się, że w tak zacnym gronie, w jednym miesiącu wydaliśmy swoje płyty. Teraz nie patrzy się już na dawne rynkowe teorie, że płyt nie należy wydawać w martwych okresach jak styczeń czy wakacje. Ludzie czekają na płyty, chcą mieć oryginalny nośnik w domu typu CD a już najlepiej winyl.

Realizuje się więc taktyka „Kupujcie polskie rap – płyty”…

Pelson: Tak, jak najbardziej.

Sam zwróciłeś ostatnio uwagę, jak dużo płyt rapowych ląduje na liście OLiS. Liczyłeś się z taką popularnością hiphopu debiutując te 18 lat temu?

Pelson: Wiesz, ja po prostu czuję, że hip-hop jest obecny. Wszędzie: w dużych miastach, miasteczkach, na prowincji. Czuć, ze on żyje w ludziach. Na OLIS-ie na 30 czołowych pozycji, 11 jest hiphopowych. To 1/3 rynku. Dlaczego media tego znowu nie dostrzegają ? To jest przecież coś pięknego. Dlaczego hiphop przedstawiany jest w samych dziwnych sytuacjach jak Zielona Góra i Rysiu Peja czy ostatni wysyp newsów z okazji tematyki hip-hop i rasizm. Rap jest najczęściej przedstawiany w niekorzystnym świetle. Jaka jest blokada, by pokazywać tę muzykę w mediach w normalny sposób? To na pewno zainteresowałoby ludzi, ale hip-hop jest niewygodny.

O to właśnie pytałem Mesa:czy hip-hop musi być nadal szorstką egzotyką dla inteligencji. Czemu udaje mu się zaistnieć wyłącznie z okazji negatywnych zdarzeń…To samo było kiedyś w przypadku Skandalu: Radio Zet informowało o zagrożeniu i promocji marihuany…

Pelson: No tak, to był swego rodzaju przełom i to była trudna płyta – dlatego ona jest tak ważna dla ludzi, ale to było niemal 20 lat temu. Teraz – przez te 20 lat – właśnie polski hip-hop wykonał niebywały postęp. Wyszło wiele płyt z całej palety kolorów: od Łony, przez Mesa, Ostrego, Mam Na Imię Aleksander, Peję aż po Hemp Gru. To dwa końce istnej palety barw. Nie można tego nie zauważać !

Przypomina mi się Zeus: Polski rap kocha blade kolory i metafory – ja kocham prosty mocny rap co barw się nie boi. W międzyczasie rzeczywiście wiele się zdarzyło – tak jak mówisz …

Pelson: Dokładnie. ta kultura jest różnorodna i potężna. Słuchanie Molesty nie wyklucza już słuchania Łony i odwrotnie.

Na koncerty twoje i Molesty przychodzą 20, 30 i 40-latkowie. Skąd się to bierze?

Pelson: To kwestia tego, ze tyle lat jesteśmy na rynku, jaką mamy pozycję i faktu, że na stałe weszliśmy w kanon klasyki tego gatunku. Ludzie przychodzą z szacunku. I przychodzą pokoleniami. Dzieci chcą poznać, czego słuchał ojciec w czasach młodości.

Cała płyta ma niezwykle pozytywne przesłanie, niesie nadzieję i wiarę, że gdy coś chcesz osiągnąć, uda Ci się – przywołałbym tu wręcz tytuł „Tak jak nigdy wcześniej”. Jest to dość odmienne od dawnych, bardziej mrocznych klimatów i przemyśleń. Czy to mniej buntownicze spojrzenie czy przekonanie, że udało się i osiągnąłeś wewnętrzny spokój?

Pelson: Musieliśmy przejść przez piekiełko, by odszukać siebie i swojej pozycji i swojego postrzegania rzeczywistości. I ta płyta jest dowodem, ze to się to udało.

Czy czujesz taki wewnętrzny spokój i zadowolenie?

Pelson: Tak, Per aspera ad astra – przez cierpienie do gwiazd! Ja czuję się dobrze. Nie wiem, czy czuję się spełniony, nie chciałbym czuć się już spełniony, trochę za wcześnie na to. Mógłbym tu zacytować Leszka (Eldo), który twierdzi, że nie lubi stawiać kropek. Jeśli już musi to trzy…
Od pierwszej płyty Molesty do mojej wydaliśmy kilkanaście płyt, zjeździliśmy pół świata, poznaliśmy różnych ludzi, różne kolory, różne wiary, i czarno-białe postrzeganie świata jest nie na miejscu.

Większość słuchaczy hip-hopu o tym jednak zapomina…

Pelson: Dlatego, że być może siedzą w tym swoim pokoju, który jest bardzo ciasny… Na 100 osób, które przeszłyby taką drogę jak my: z wyjazdami, poznawaniem innych kultur, obcowaniem z ludźmi – 90 spojrzałoby na świat inaczej, wróciłoby odmienionych.

Polska obchodziła niedawno 25 lecie wolności, Molesta 18- urodziny. Co jest wg Ciebie największym osiągnieciem, zdobyczą naszego kraju? A jaka piosenka wg Ciebie symbolizuje najdobitniej ten czas?

Pelson: Z tym 25-leciem wolności to jest temat do poważnej dyskusji. Można by napisać sporą książkę jak ta wolność wyglądała. Ale chyba najlepszym komentarzem jest Kochana Polsko O.S.T.R. Jest też druga rocznica – obalenia rządu Jana Olszewskiego. To był też ważny moment, podobnie jak ostatnie głosowanie nad votem zaufania dla rządu. Ja rzadko wypowiadam się politycznie, raczej w temacie absurdów, jakie funduje nam polityka.

Nie jesteś muzycznym ortodoksem, mam na myśli udział w projekcie Niewidzialna Nerka, elektronicznie, nu-skoolowo brzmiące Wagary czy też fakt współpracy z DJ-em Sebem Skalskim przy albumie Sensi. Sebastian to znany dziś na świecie producent na scenie house music.

Pelson: Zamykanie się na gatunki? To tak samo jak wspomniane czarno-białe postrzeganie rzeczywistości. Ja chcę zobaczyć więcej i w świecie i muzyce. Ja już w 2000 roku zapraszałem z Vieniem na płytę Novikę czy Tomka Lipińskiego – już wtedy chcieliśmy eksperymentować. I jak wspomniałeś, 9 lat temu zrobiłem płytę z Sebem Skalskim, miałem ten zaszczyt. . On jest dziś znanym house’owym producentem i DJ’em na świecie. Nie wolno się zamykać, trzeba czerpać inspiracje zewsząd. Można je znaleźć i w brazylijskim folku i katowickim big bandzie Jerzego Miliana.


W Piosence Lubię Tu wracać oddajesz obraz miłośnika Warszawy, którą niemal oddychasz. A jednocześnie lubisz odwiedzać świat, inspirując się tym, co ma do zaoferowania. Co jest Ci najbliższe w tym mieście?

Pelson: Stamtąd przywożę kolory, inne postrzeganie świata i życia. Tak jak różnice. np. Polska i Meksyk: my w żałobie płaczemy, jesteśmy smutni, w czerni. W Meksyku wiedzą, że ktoś wykonał swoją pracę, odszedł z tego wiata do lepszej rzeczywistości i cieszą się. Gdybym nie był tam, nie wiedziałbym tego. Ja biorę z tego naukę i nie smucę się.

A co daje ci to miasto?

Pelson: Lubię, gdy wracam do siebie do bloku, znam swoich sąsiadów. Lubię spacerować po tym mieście i nie w typowo turystyczne miejsca. Ja byłem ostatnio na Starówce z okazji kręcenia klipu pani Ireny Santor – po 20 latach. Ja chodzę swoimi ścieżkami.

Nawet w klipach pokazujecie inną, alternatywną Warszawę, np. widzianą z perspektywy roweru…

Pelson: Tak jak powiedział Mes: Warszawa nie wygląda jak w czołówkach seriali TVN-u. Wygląda też jak na teledyskach ZIP Składu. Bo Warszawę tworzą l u d z i e.

Kiedyś stylistyka „dilowanie rąk nie brudzi” , dziś „ręce pocięte tuszem”. Jaki jest Pele w 2014 roku?

Pelson: Dzięki wszystkim grawerom za towar, który nigdy się nie nudzi. A Pelson jest szczęśliwy, zadowolony, lubi ludzi.

Nie ma więcej wpisów