Po otwarciu tegorocznej edycji OFF Festivalu czwartkowym before party fani muzyki alternatywnej przenieśli się do najlepszego festiwalowego miejsca w tym kraju, czyli Doliny Trzech Stawów. Pierwszy dzień OFFa zawsze dostarcza porcji wrażeń nie tylko tych muzycznych, ale i towarzyskich. To, co daje się zauważyć na pierwszy rzut oka, to obecność zagranicznej publiczności, której w tym roku jest zdecydowanie więcej, niż w latach ubiegłych. Przemieszczając się między scenami można spotkać już nie tylko reprezentantów krajów anglojęzycznych, ale także skandynawskich czy azjatyckich.

Organizacyjne niedociągnięcia podczas pierwszego dnia imprezy nie dały się zauważyć, przynajmniej na ternie festiwalu – z polem namiotowym podobno jest gorzej. Jednak na wyliczanie wad i zalet przyjdzie czas później. Na razie na pewno warto podkreślić doskonałe nagłośnienie scen, zwłaszcza sceny mBank i Leśnej. Ci, którzy w ubiegłych latach narzekali na brzmienie, w tym roku powinni być zadowoleni.

Najlepszym dowodem na tego może być koncert Los Campesions, którzy już na sam początek swojego występu zaprezentowali wszystko to, co dla tej walijskiej kapeli najbardziej charakterystyczne. Połączenie popowych melodii, harmonijnych wokali i porywających refrenów, doprawione dawką przesterowanych gitar, to kompilacja potężnej dawki energii, która świetnie sprawdziła się na scenie głównej na początek pierwszego dnia. Równie dobrym przyjęciem może się pochwalić nasz rodzimy Kaseciarz, który do namiotu eksperymentalnego przyciągnął prawdziwe tłumy. W książeczce OFFowej napisano o ich muzyce, że wyrywa z butów. Patrząc na to, co działo się pod sceną i ile okrzyków wydawała z siebie publiczność – trudno się z tym nie zgodzić. Podobno Maciej Nowacki zajął się muzyką tylko po to, aby mówić znajomym, że robi w kulturze. Nawet jeśli faktycznie tak było to swoją twórczością potwierdza, że była to dobra decyzja.

Na szczególną uwagę zasługuje zespół Kobiety. I to nie tylko dlatego, że zagrali fantastyczny koncert, ale też z powodu rocznicy jaką obchodzą. Po 15 latach od wydania ich, kultowego wręcz, debiutanckiego krążka zatytułowanego po prostu Kobiety udowadniają, że piosenki napisane przez Grzegorza Nawrockiego nadal są aktualne. Otwierający bez wątpienia ważną dla polskiej muzyki płytę utwór Marcello wciąż brzmi awangardowo. Cały materiał jest niezwykle intrygujący aranżacyjnie i bogaty brzmieniowo. Wszystko za sprawą rozbudowanego instrumentarium i z całą pewnością oryginalnym elementom, wprowadzanym przez Macieja Cieślaka. Kaszubski Szaman w wersji live wymyka się jakimkolwiek schematom i sprawia, że nagle zaczynamy się zastanawiać, czy aby na pewno zespół określony mianem avantpopu, to odpowiednia dla nich szufladka.

W tym samym czasie na scenie Trójki publiczność czarował Mike Hadreas kryjący się pod pseudonimem Perfume Genius. Piękne, klimatyczne, smutne piosenki, w których wokal Mike’a z całą pewnością był elementem pierwszoplanowym. Smutne w swoim brzemieniu, jak i przekazanie. Perfume Genius w bardzo emocjonujący sposób opowiada trudne historie o przeżyciach i doświadczeniach ludzi zmagającymi się z traumami. Na scenie towarzyszą mu niezwykle zdolni muzycy, którzy z pojedynczych dźwięków klawiszy, subtelnej gitary i sampli stworzyli czystą magię.

Totalnym przeciwieństwem do klimatu Perfume Genius była Orchestre Poly-Rythmo De Cotonou. Egzotyczne zespoły na OFFie zawsze wzbudzały największy entuzjazm wśród publiczności. W ubiegłych latach absolutne szaleństwo ogarnęło offowiczów na koncertach Omara Souleymana czy Shangaan Electro. W tym roku dokładnie to samo zrobił 10 osobowy skład z odległej Afryki. Trio stojące na pierwszym planie prezentowało doskonale zsynchronizowany układ taneczny, świetnie się przy tym bawiąc. Rytmy latino, to jest dokładnie to, czego oczekują bywalcy letnich festiwali. Lekka, taneczna muzyka, przy której dosłownie nie można stać w miejscu. Doskonała sekcja rytmiczna i dęta, to trzon całego zespołu, który od lat sprawdza się w ich twórczości. Polską publiczność zachwycili nie tylko harmonijnymi melodiami, ale tak że prostym językiem. Jak się okazuje plemienne okrzyki wystarczą, aby zacząć się rozumieć.

W tym sam samym czasie, gdy jedni tańczyli pod sceną mBank, inni niszczyli swój słuch przy dźwiękach Oranssi Pazazu. Miażdżąca ściana gitar, przerażającego krzyku i mocnej dawki hałasu. W środku namiotu wytrwali naprawdę tylko najtwardsi. Bardziej rytmicznych, czystych i przestrzennych dźwięków zapewnił Michael Rother Presents The Music Of Neu And Harmonia. Gitara, saksofon, perkusia i trochę efektów – tyle wystarczy, aby zrobić kosmos. Wielu krytyków właśnie tak określiła ich muzykę. Mieli rację. Motoryczny rytm, przesterowane gitary, przeplatane melodyjnymi samplami, czyli rasowy, niemiecki krautrock. Podczas wczorajszego koncertu można było usłyszeć także nowe utwory Niemca, które są dowodem jego klasy.

Najbardziej oczekiwanym występem tego dnia, przynajmniej tak by sie mogło wydawąc był koncert Neutral Milk Hotel. Po kilkunastu minutach występu szczerze zaczęłam się zastanawiać w czym tkwi siła tego zespołu – przez połowę ich koncertu nie udało mi się odpowiedzieć na to pytanie, dlatego dobrą alternatywą okazał się John Wizard. Kolejny reprezentant Afryki, który wraz ze swoim zespołem i haryzmatycznym wokalistą rozkecił imprezę w namiocie Trójki. Tacy artyści pokazują, jak bogaty jest program OFF Festivalu. Kolejnym plusem jest harmonogram występów. W ciągu dnia można zobaczyć rockowe zespoły, które wymęczą Was pod sceną, potem udać się na występy nieco spokojniejszych artystów, następnie zobaczyć headlinera dnia, a na sam koniec potańczyć przy świetnych elektronicznych dźwiękach. W piątek w tym gatunku królował Holden, który schowany za swoją ogromną konsoletą preparuje dźwięki co najmniej dziwne, ale i intrygujące. Sprytne połączenie saksofonu z perkusją stworzyło naprawdę energetyczny set. Dało się zauważyć wielowarstwowość jego kompozycji oraz głębie brzmienia, dzięki dobrze przygotowanemu nagłośnieniu.

Nie ma więcej wpisów