Dwadzieścia lat gonią członków Spoon złe duchy obecnego świata i tak też długo Britt Daniel potrafił się z nimi rozprawiać. Przykro byłoby stwierdzić, że album o tak znaczącym tytule będzie tym, na którym walka zostanie przez grupę z Texasu przegrana. Na szczęście jednak mityczni oni nie byli (i nie są) w stanie w żaden sposób odebrać zespołowi potęgi, jaką od czasów Telephono zyskał.

Dla osoby, która w żaden sposób nie zetknęła się z fenomenem Spoon, trudno będzie pojąć przegapienie jednego z najlepiej ocenianych zespołów naszych czasów, których każdy kolejny z sześciu ostatnich albumów cieszył się uznaniem krytyków i poklaskiem fanów. Oczywiście takie noty są często nazbyt przesadną reakcją tłumu, lecz w tym przypadku trudno mówić o szczególnej mainstreamowej popularności.

Przez ostatnią dekadę Spoon wyrosło jednak na zespół ważny, ukształtowany z drobnych eksperymentów i modyfikacji, nie bojący się zmian i odbioru swoich dokonań. Siła przekazu i uzależniającej rytmiki kompozycji działała lepiej niż aranżacyjne przyzwyczajenia, które porzucono pod koniec lat 90-tych. Pokazały to dość dance’owy choć mocno gitarowy Girls Can Tell, dziwnie wpół akustyczny i stosunkowo minimalistyczny Kill The Moonlight, w końcu lekki i melodyjny Ga Ga Ga Ga Ga. I każde z tych wydawnictw zawierało w sobie to, co zebrało się również na They Want My Soul – albumową spójność, uzależniający piosenkowy dryg i potęgę stoy-tellingu Daniela. A ten wciąż rozprawia się z otaczającą rzeczywistością – pustymi sloganami, emocjonalnymi mieliznami, pułapkami zagubienia w ludzkich potrzebach, których zapełnienia poszukujemy. I wszystkimi, którzy te sytuacje wykorzystują, okradają z tego człowieczeństwa.

Ale te emocje, choć wyjątkowo mocne, Spoon przekazuje z wyjątkową rozwagą i spokojem. Gitary służą jako źródło witalnej, bezpretensjonalnej zabawy, chwytliwych riffów łączących się z klawiszowymi rozterkami. W takich przypadkach nie liczy się bowiem głośność i siła instrumentalnych uderzeń, a ich inteligentne i różnorodne użycie. A to, jak pokazuje motoryczny bas „Rainy Taxi” czy singiel „Do You”, Spoon opanowali niemal do perfekcji. Nie brakuje także uczuć pozytywnych, bo choć część tych wynurzeń ma charakter anty-społecznego zapatrywania na świat, gorzkich refleksji i mglistej melancholii, tak romantyczne usposobienie od zawsze stanowi ważny element w charakterystyce zespołu. Miłosno-uczuciowy wydźwięk można znaleźć nawet i w oskarżycielskim utworze tytułowym, choć wyrazistość przybiera dopiero w rock-synthowym „New York Kiss”, „I Just Don’t Understand” i – chyba najlepiej – w przymilających się orientalizmami „Inside Out”, gdzie łagodnie wybrzmiewa jeden z najładniejszych wersów tego albumu: there’s intense gravity in you / i’m just your satellite.

Oczywiście nie mogło być tak, że po opuszczeniu dotychczasowej wytwórni Merge i najdłuższej – bo czteroletniej – przerwie między swoimi wydawnictwami Spoon drastycznie zmieni swoją stylistykę, porwie się na dawkę bezprecedensowych eksperymentów. Nie liczył chyba na to nikt, kto na ten album czekał. A jednak They Want My Soul zaskakuje, bo dowodzi, że nawet tak dobrze znana stałość może być równie daleka od nieznośnej stagnacji, jak miało to miejsce w najlepszym dla zespołu okresie. Choć nikt przecież nie powiedział, że Spoon mają go za sobą…

Nie ma więcej wpisów