Wywiad z wrocławskim zespołem Skalpel przeprowadziliśmy tuż po zakończeniu ich koncertu podczas tegorocznej edycji festiwalu Audioriver. Igor Pudło i Marcin Cichy opowiadają między innymi o zakończeniu współpracy z wytwórnią Ninja Tune oraz zdradzają szczegóły dotyczące ich nadchodzącego, długo wyczekiwanego krążka – „Tension”. W październiku będziecie mogli ich usłyszeć podczas warszawskiego Free Form Festivalu.

Na początek moje gratulacje z powodu koncertu – Wasz set był naprawdę udany! Chciałabym zapytać, czy przygotowywaliście go w jakiś specjalny sposób, biorąc pod uwagę, że będzie on prezentowany na tym właśnie festiwalu. Miejscu, w którym promowana jest szeroko pojęta muzyka elektroniczna, kładąc nacisk na dźwięki techniczne?

Igor Pudło: Set był ogólnie przygotowany pod naszą trasę i jest właśnie tym, co chcemy prezentować na naszych koncertach.
Marcin Cichy: Z Igorem mieliśmy ostatnio właśnie rozmowę na temat tego, czy artysta powinien spełniać oczekiwania publiczności, co zapewne było już w historii muzyki poruszane tysiąc razy. Zawsze przypomina mi się wtedy scena z filmu dokumentalnego „A Different Kind of Blue” o Milesie Davisie, który mówił swoim muzykom, że nawet „kiedy publiczność tego nie odbiera, my i tak gramy dalej”. Idąc tym torem – jeżeli uda Ci się przekonać publiczność do tego, co grasz, nawet jeśli jest to stylistyka bardzo odległa od tej, której oni słuchają, to należy pojmować to jako sukces. Myślę, że w muzyce chodzi o to, by pokazywać i prezentować to, co się czuje, a nie spełniać oczekiwania innych.

Wracacie z trzecim albumem długogrającym po dość długiej, bo prawie dziesięcioletniej przerwie. Na nowo jest o Was głośno w mediach, mówi się o „wielkim powrocie” Skalpela. Czy wzrost zainteresowania zespołem jest dla Was w ogóle odczuwalny?

Marcin: Całą sytuację odbieramy wręcz jako drugi debiut. Przerwa między poprzednimi dwoma albumami była tak duża, że wydaje mi się, że po raz drugi nagrywam pierwszą płytę Skalpela. Jest to ciekawe doświadczenie ze względu na możliwość porównania jak zmieniły się czasy i jak wyglądało to, gdy stała za nami duża wytwórnia, muzykę kupowało się na kompaktach – a teraz, kiedy wydajemy płytę sami, sami zajmujemy się promocją, sami tłoczymy płyty w ramach własnej wytwórni. Jest to interesujące zderzenie.
Igor: Cieszymy się również z tego, że fani wciąż czekają na naszą nową muzykę.

W czasie tej dekady gdy nie tworzyliście jako Skalpel działaliście w projektach solowych. Czy praca w pojedynkę przełożyła się na sposób pracy między Wami w duecie?

Igor: Praca przebiega sprawniej, tak myślę.
Marcin: Zawsze do tworzenia muzyki podchodziliśmy bardzo entuzjastycznie, po koleżeńsku i to się na pewno nie zmieniło. Dalej jesteśmy amatorami – oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu – czyli osobami, które kochają to, co robią. Z drugiej strony tworzymy muzykę tak długo, że to doświadczenie jednocześnie pomaga nam się lepiej ze sobą dogadać.

Zawsze interesowało mnie, w jaki sposób powstają Wasze kompozycje. 

Marcin: Punktem zapalnym zawsze jest muzyka. Kiedyś, w latach 70-tych muzykę tworzyło się tak, że artyści po prostu ze sobą grali w czasie koncertu i w danej chwili dochodziło do synergii. Teraz w zasadzie jest to już rzadkość i odbywa się to na zasadzie rozłożenia w czasie emocji. To, co kiedyś funkcjonowało jako iskra, kontemplujemy przez kilka dni by stworzyć utwór, dlatego można powiedzieć, że jako zespół elektroniczny stoimy między generowaniem, tworzeniem a komponowaniem dźwięków. Wszystko można dopieścić w czasie przez co proces tworzenia staje się dłuższy i jednocześnie w pewnym sensie bardziej wykalkulowany.

Niezależnie od sposobu tworzenia dziennikarze i tak nie szczędzą Wam pochwał. Jesteście krytyczni wobec swoich dokonań?

Marcin: Jeśli krytyką nazwać to, że płyta nie ukazała się ponad osiem lat, to można powiedzieć, że jesteśmy. Sam trochę zmieniłem podejście z perfekcjonistycznego na optymistyczne, czyli takie, by jednak publikować to, co w danej chwili się tworzy. Igor puszcza mi na przykład utwory skomponowane cztery-sześć lat temu i nagle okazuje się, że absolutnie są to utwory do wydania, które swego czasu odrzuciliśmy, uznając je za niewartościowe.
Igor: Nasz sposób tworzenia pozwala nam przyjrzeć się utworom z obu stron: przez to, że wykonujemy muzykę we dwóch i wymieniamy się różnymi uwagami widzimy je zarówno jako autorzy, jak i postronni słuchacze. Wtedy łatwiej jest nabrać do tworzenia dystansu, ale oczywiście – bardzo lubimy to, co wydajemy.

A czy nie boicie się, że stylistyka, w której poruszacie się jako Skalpel w końcu przestanie być pożądana i że Wasza wytworzona już marka straci na wartości?

Marcin: W filmie „Scratch” jest taka scena, że DJ Shadow w piwnicy sklepu muzycznego pokazuje stos płyt winylowych i mówi, że wszystko to niespełnione marzenia i że ten widok uczy pokory. Myślę, że jeśli w naszej twórczości pozostałby chociaż jeden taki utwór, jeden dźwięk, który przeszedłby do historii, to bym się bardzo z tego powodu radował. Żyjemy przecież w czasach, kiedy dostęp do muzyki jest właściwie nieograniczony, a producentów i muzyków jest bardzo dużo. Dlatego tym bardziej cieszy fakt, że jest jeszcze ktoś, kto chce nas słuchać.

Na Wasze koncerty również bardzo dobrze się patrzy. 

Marcin: Aktualnie współpracujemy z VJ-em Spectribe, który otrzymał od nas pewne wytyczne, ale daliśmy mu jednocześnie wolną rękę artystyczną. Uważam, że to co jest fenomenalnego w sztuce, to synergia między ludźmi: jeśli jest ona pozytywna i wychodzi coś dobrego, warto to kontynuować.

Czy to stwierdzenie ma jakiś związek z rozstaniem z Ninja Tune? 

Igor: Musiałabyś to samo pytanie zadać wielu byłym artystom Ninja Tune. My tworzymy muzykę, która już ich nie interesuje, wytwórnia zmieniła na tyle profil, że po prostu już im do niego nie pasujemy.

Chciałabym zakończyć nurtującym zapewne wiele osób pytaniem o nadchodzącą płytę. Możecie uchylić rąbka tajemnicy na temat „Tension”?

Marcin: Płyta ukaże się w okolicach 10 października. Należy spodziewać się muzyki, którą można pojmować jako przekrojową podróż dźwiękową od zachodu po wschód Europy. Ze względu na nawiązania do muzyki downtempo będzie to album retro, ale znajdą się na nim również nowoczesne elementy muzyki współczesnej, tej bardziej technicznej.
Igor: Radek Łukasiewicz żartował sobie ostatnimi czasy, że Pustki grają teraz dream noise, a ja idąc tym tropem mógłbym użyć określenia, że w wypadku naszego albumu będzie to dream jazz.

Brzmi naprawdę obiecująco! Dziękuję serdecznie za rozmowę!

Nie ma więcej wpisów