Jeszcze dwa lata temu za nazwą MARIA KA stała trójmiejska wokalistka Maria Ka. Tworząc poszarpane, psychodeliczne dźwięk poruszała się w rejonach alternatywnego punka i bluesa. Obecnie zespół liczy trzech muzyków. Do składu dołączyli perkusista Paweł „Model” Osicki (znany ze współpracy m.in. z Pogodno, Yeshe i Sławkiem Jaskułke) oraz gitarzysta Michał Kusz (m.in. Bielizna, Ikenga Drummers) – dzięki czemu brzmienie zespołu stało się jeszcze bardziej surowe i zimne.

Blog WAFP! wspierający polską muzykę alternatywną określił Marię Ka „Nickiem Cave’em w spódnicy”. Podejrzewam, że sam Nick nie obraziłby się za użycie takiego stwierdzenia. Trójmiejscy artyści postanowili wybrać to, co najlepsze w muzyce punkowej, blusowej, dodać do tego szczyptę psychodelii i stworzyli brudną mieszankę energetycznych dźwięków. Jednym słowem oni uwielbiają eksperymentować. Warto uslyszeć ich materiał na żywo. Na mieście mówią, że potrafią nieźle dowalić do pieca!

1. Kim jesteś?

Nazywam się Maria Ka i jestem osobą – sobą, kobietą. Tworzącą. Niektórzy nazywają to „byciem artystką”, niektórzy – byciem wokalistką, muzyczką/muzykiem, pianistką, śpiewaczką, kompozytorką, performerką, błaznem, okazjonalnym grajkiem, instrumentalistką. Trudne są pytania o to, kim się jest, bo w zasadzie szuka się na nie odpowiedzi przez całe życie i w całej palecie jego barw i momentów częstokroć się tej odpowiedzi nie znajduje. Albo, jak w moim przypadku, zamiast jednej odpowiedzi pojawia się ich cały stos, nie do zliczenia. Aktualnie na pytanie: „Kim jesteś?”, mogę odpowiedzieć: jestem tym, kim mogę i chcę być na daną chwilę.

2. Co i w jaki sposób tworzysz?

Tworzę życie, każdego dnia, jak każdy z nas. Każdy jest twórcą. W kontekście sztuki – tworzę muzykę. Układam dźwięki w ciągi linii, melodii i przestrzeni, piszę teksty, tworzę piosenki. Każdy z tych etapów jest dla mnie bardzo fascynujący, najbardziej jednak chyba lubię zabawy słowami, tekstami.

Byłam członkinią wielu zespołów, w pewnym momencie zrobiłam sobie przerwę. W głowie wciąż jednak kłębił się stos pomysłów, które usilnie, nie dając spokoju, próbowały się wydostać tak, jakby do czegoś zmuszając (wiem, brzmi to co najmniej jak syndrom osobowośći wielorakiej, albo stan przedegzorcyzmowy, ale tak było 🙂 ). Zabrałam się zatem za granie, komponowanie i nagrywanie. Samodzielnie, bez muzyków, grając na starym modelu klawiszy Yamaha z dodatkiem różnego typu przeszkadzajek. To było pierwsze tego typu doświadczenie w moim życiu.

Potem przeprowadziłam się do Trójmiasta, w tzw. międzyczasie zgromadził się kolejny „bagaż” pomysłów, których nagranie rozpoczęłam już w Gdańsku, a miksować je pomogła tym razem moja utalentowana koleżanka ze studia tutejszej Akademii Muzycznej. Kolejne recenzje, kolejne punkty zainteresowania z zewnątrz. Wszystko jednak nadal w cyberprzestrzeni. Po drodze miałam okazję, całkiem niespodziewanie, wystąpić na festiwalu Open’er z zespołem Drekoty, co było świetnym doświadczeniem. Końcem 2013 r. zakończył się etap EPek internetowych i MARIA KA zaistniała w rzeczywistości trójwymiaru – nie tylko Trójmiejskiego. Poznałam Pawła „Modela” Osickiego, bardzo zdolnego perkusistę i producenta, znanego m.in. ze współpracy z grupą Pogodno. Zaczęliśmy we dwójkę aranżować moje utwory na „żywe” granie – Paweł na perkusji, ja na wokalu i klawiszach, grając lewą reką partie basu. Po jakimś czasie dołączył Michał Kusz, świetny gitarzysta znany m.in. z zespołu Bielizna. I tak, w trio, zagraliśmy końcem marca pierwszy koncert, na którym można było usłyszeć piosenki, które jakieś 2 lata temu zostały umieszczone w sieci z zamysłem: „niech są”.

3. Kim/czym się inspirujesz?

Inspiruję się emocjami, wrażeniami, nagłówkami artykułów z gazet (te bywają najbardziej inspirujące!), relacjami (te na drugim miejscu, po nagłówkach), estetyką, przeżyciami (własnymi i innych ludzi), wydarzeniami, światem. Bardzo inspirująca jest dla mnie niezgoda – ta wewnętrzna. Bunt i dysonans. Dużo utworów z tego właśnie punktu wyszło.

4. Co dla Ciebie jest najważniejsze w tworzeniu muzyki?

Wiarygodność. Tworzenie muzyki dającej emocje i wrażenia, tworzenie jej „po coś”, jej przekaz. Doceniam jej czysto estetyczny wymiar, ale mnie najbardziej interesują zjawiska.

Muzyka jest jak opowieść. W jej formach piosenkowych bardzo istotna jest warstwa tekstowa, pod tym względem jestem bardzo wobec siebie i innych krytyczna. Tak samo – faktura dźwięku i niskie pasmo, to spójne z biciem serca, oraz rytm. No i, rzecz równie ważna, ENERGIA. Dzika, nieokiełznana, mocna, momentami na granicy szaleństwa, momentami w sposób nieoczywisty delikatna. Pełna gry słowem i dźwiękiem, bez granic.

5. Jeśli nie muzyka to…?

… co? Życie. Zawsze z muzyką. W moim jest ona elementem większej całości, większej układanki, w której każdy z elementów współtworzy całość. Jedna część nie funkcjonuje bez drugiej. Poza muzyką, którą realizuję w ramach MARII KA oraz duetu udźwiękawiającego filmy nieme, m.in. kinematografii jidysz, zajmuję się również innymi rzeczami: pracuję w szkole, organizuję warsztaty dla dzieci i dorosłych, rozwijam się w moich dwóch „akademickich” dziedzinach: psychologii i judaistyce. Uważam tę wielorakość za dar i przekleństwo zarazem. Dar, bo nic tak nie „ściąga na ziemię”, jak szersza perspektywa i dystans, przekleństwo, bo czasem zastanawiasz się, kim właściwie jesteś. I tu wracamy do pierwszego pytania.

Jeżeli spodobał Ci się zespół Maria Ka, zostań ich fanem na Facebooku.

Nie ma więcej wpisów